Zostanę gwiazdą Instagrama!

04.04.2012
Zostanę gwiazdą Instagrama!

Zostanę gwiazdą Instagrama!

Instagram wzbudził wielkie poruszenie. Dzięki pojawieniu się aplikacji na Androida ta mobilna sieć fotograficzna notowała wczoraj 2000 nowych użytkowników na minutę, a wszystkie “sławy” odczuły Android Efekt, czyli kilku, a nawet kilkudziesięciokrotny szybszy przyrost obserwujących, niż każdego innego, “zwykłego” dnia. Odpowiedni szum i reakcja mediów spowodowały ogromne zainteresowanie Instagramem. Załapałam się i ja i czuję się głęboko rozczarowana. Nie spodziewałam się fajerwerków, ale też nie myślałalm, że Instagram to tak… Biedna i ograniczona aplikacja. 

Ostatnio, możliwe, że w ramach przygotowania się do premiery Instagrama dla Androida, miałam okazję przetestować co najmniej kilkanaście różnych aplikacji fotograficznych na system od Google’a. Od prostych klonów, przez bardziej i mniej pomysłowe odmiany, po całkowicie inne od Instagrama pozycje. Może to sprawiło, że miałam zbyt duże oczekiwania? Poza tym jestem jedną z tych osób, które z Instagrama wcześniej nie korzystały i kontakt z nim miały jedynie przelotny, bez wgłębiania się.

No i jestem rozczarowana. Instagram to mobilna sieć społecznościowa oparta na zdjęciach. Ważne jest tutaj słowo “mobilna”. Nie ma wersji webowej i pewnie nie będzie. Jedynym sposobem oglądania zdjęć w powiększonych rozmiarach jest podzielenie się nimi a Facebooku czy Twitterze i przekierowanie na podstronę Instagramu.

Zaznaczę od razu, że rozumiem, dlaczego Instagram odniósł taki sukces. Jest do bólu prosty. Użytkownik nie może tu zrobić praktycznie nic, prócz prostego przeglądania zdjęć, komentowania, polubienia czy dodania własnej fotki przyciętej do kwadratu i opcjonalnie okraszonej filtrem (swoją drogą filtry Instagrama są strasznie kiepskie). To podejście się sprawdziło, bo trafiło to osób, nigdy nie interesowały się fotografią, ale podoba im się robienie zdjęć zamiast wpisywania tekstowego statusu.

To, że na Instagramie nie można zrobić niczego innego prócz wrzucenia zdjęcia jest jego największą lokomotywą: dzięki temu nie ma bałaganu, jak na przykład na Facebooku czy Twitterze, a użytkownicy z góry wiedzą, czego oczekiwać i wiedzą też, że wszyscy na Instagramie są właśnie dla zdjęć. Wchodzą po to, by je oglądać i dodawać swoje. Prosto, bez niedomówień.

Ta prostota i jasne zasady poskutkowały sukcesem aplikacji. Może też ekskluzywność, czyli dostępność jedynie na iPhone’y? To zastanawiające, bo od wczoraj przez moje sieci społecznościowe przebijają się setki wpisów mówiących mniej więcej to: “Instagram na Androida to zło, popsuje jakość, androidowcy wynocha!”. Okazuje się, że społeczność Instagrama w dużym stopniu jest zamknięta i lubi być odrębna. Wiadomo, przecież Android jest zły i niedobry, smartfony z Androidem mają przeróżne aparaty i w ogóle Instagram popsuł Instagram.

Jestem rozczarowana, bo jako nie zajmująca się fotografią, ale lubiąca pooglądać czasem dobre zdjęcia nie znajduję w Instagramie nic dla siebie. Zdjęcia są kwadratowe (tak ładniej na siatce miniatur wyglądają) i nie da się ich powiększyć na pełny ekran. To jeden z największych minusów – widząc ładne zdjęcie nie da się przyjrzeć mu bliżej bez żadnych “przeszkadzajek”. Pewnie większości to nie przeszkadza, jednak dla mnie to ogromny minus. Na czetrech calach widać naprawdę niewiele i w tym momencie współczuję iPhone’owcom z ekranami 3,5 cala.

Nie chcę też obrażać osób, które zaczęłam obserwować na Instagramie po połączeniu konta z Twitterem, ale w strumieniu zdjęć 8 na 10 fotek przedstawia jakieś abstrakcyjne, przefiltrowane obiekty życia codziennego, półtora to jakaś architektura lub inny pejzażyk, oczywiście również zazwyczaj przefiltrowane, a te pół to ciekawe zdjęcie. Wśród obiektów życia codziennego królują posiłki, najlepiej jakieś egzotyczne, kawa w kubkach plastikowych, ceramicznych czy w formie sypkiej oraz zdjęcia klawiatur, monitorów, smartfonów czy innych sprzętów elektronicznych. A, prawie bym zapomniała – zwierzątka domowe też robią furorę.

words of wisdom

Wiem, wiem, mogę wejść w popularne i tam szukać ładnych zdjęć. Od wczoraj wieczora szukam, i to, co dostaję sprowadza się do zdjęć kobiet, cycków i filiżanek. Czasem trafi się coś naprawdę ciekawego, jednak siatka jest mała i łatwo można przegapić. Cycki są bardziej widoczne, lepiej się eksponują.

"Chicks and boobs", chociaż ciekawe rzeczy też można znaleźć

Instagram to taki dziennik fotograficzny. Ja niestety nie znajduję w nim nic dla siebie. Jednak podobno, jak stwierdził Przemek Pająk, mam zadatki na zostanie gwiazdą Instagrama. Wszystko dzięki temu, że mieszkam nad jeziorem, a słitfocie jeziornych krajobrazów mają ogromny potencjał na Instagramie. Zastanawiam się więc, czy warto celować w zostanie instagramową gwiazdą i czy idzie za tym coś ciekawego. Używanie Twittera przynosi mi przede wszystkim informacje, Google+ informacje, kontakt ze znajomymi i arcyciekawe dyskusje, a Instagram? Strumień małych, kwadratowych zdjęć…

Kiedy wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one. Wiedziona tą mądrością od wczoraj wrzucam więc na Instagram przeróżne focie krajobrazów, sprzętów i innych rzeczy, którymi nie mam zamiaru dzielić się gdzie indziej, bo nie są tego warte. Mam już ponad 110 obserwujących, sama obserwuję 90 osób i dalej nie widzę u siebie miejsca na Instagram. Słowa Przemka Pająka skłoniły mnie do wypróbowania potencjału aplikacjii sprawdzenia, czy niesie ona ze sobą cokolwiek. Na razie nie, na razie tylko trolluję i oglądam malutkie zdjęcia kubków z kończącą się kawą.

Wiem, że zostanę teraz zjechana i znienawidzona, a komentarze nie zostawią na mnie suchej nitki. Cóż zrobić – zdjęcia, takie prawdziwe, wciąż będe oglądać na Flickrze (z tym, że jak zauważył Andrzej Libiszewski odnośnie instagramowców niezadowolonych z otworzenia się na Androida, iPhone’owcy swojego czasu popsuli Flickra) czy Google+, na pełnym, dużym, a nie czterocalowym ekranie. A Instagram… Będzie jeszcze większym hitem.

 

Bo to tak, jak w przypadku Facebooka: są lepsze miejsca, bardziej dopracowane etc. Co z tego, skoro wszyscy są na Facebooku. Tak samo jest z Instagramem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement