WTW – najlepszy polski komunikator, choć tworzony przez amatorów

11.04.2012
WTW – najlepszy polski komunikator, choć tworzony przez amatorów

WTW – najlepszy polski komunikator, choć tworzony przez amatorów

O WTW na łamach Spider’s Web wspominaliśmy kilkukrotnie. Generalnie rzecz ujmując program nie doczekał się jednak większej niż jednozdaniowej wzmianki. Zupełnie niesłusznie, bo moim zdaniem to obecnie najlepszy, a na pewno jeden z najlepszym polskich multikomunikatorów. Choć swoje za uszami ma, ale to już raczej kosmetyka. Czytajcie dlaczego!

Osoby o pewnej historii z internetowymi komunikatorami kojarzą zapewne konnekta. Ukazał się mniej więcej w tym momencie, w którym Gadu-Gadu przestało przypominać cywilizowany program, a zmieniło się w maszynkę do wyświetlania reklam z opcją rozmowy. Konnekt był minimalistyczny, obsługiwał wiele różnych sieci, a na dodatek był w pełni konfigurowalny – często w takim stopniu, w jakim internauci nigdy wcześniej nie mieli okazji dostosować sobie jakiegokolwiek programu.

Program umarł śmiercią naturalną. Był doskonały nawet kilka lat po ostatniej aktualizacji, jednak pewne kwestie zostały “niedokończone”, z czasem zabrakło obsługi najnowszych ficzerów i protokołów. Część osób ze smutkiem powracała do Tlenu, AQQ, desperaci nawet do Gadu-Gadu, inni rzucali okiem za granicę w kierunku na przykład Mirandy. Swój moment na wstrzelenie się w rynek doskonale znaleźli też twórcy programu WTW. Nie był to zresztą byle kto, a Kaworu z przyjaciółmi, czyli drużyna, która przez lata dosłownie ciągnęła Tlena swoimi nieocenionymi wtyczkami.

WTW to komunikator w pełni modyfikowalny. Modyfikowalny wręcz do nieprzyzwoitości. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś poświęcił pół godziny na przerabianie swojego WTW, to wśród wszystkich tych osób nie ma drugiego takiego samego programu. Możemy zmienić dosłownie każdy element interfejsu – dźwięki, emotki, skórki, okno rozmowy, czcionki, a kiedy już zaspokoimy swoją próżność pozostaje jeszcze co najmniej tona wtyczek ustawiająca automatyczną odpowiedź, słownik, czytnik RSS lub też obsługę Google Reader, wreszcie możliwość instalacji na przykład facebookowego czata czy – co jest ostatnim hitem – protokołu Skype’a. WTW w telegraficznym skrócie nawet jeśli nie może wszystko, to jest wysoce prawdopodobne, że będzie mogło wszystko – jeśli tylko komuś będzie chciało się napisać odpowiednią wtyczkę.

WTW jest darmowy, otwarty, raczej bezawaryjny, a istniejące wtyczki są w stanie zaspokoić potrzeby nawet najbardziej wymagających użytkowników komputera. I jeśli komuś miałbym polecać komunikator, mój werdykt bezapelacyjnie wskazywałby właśnie WTW. W zasadzie w tym momencie wpis mógłby się zakończyć i wszystko w materii dziennikarskiej rzetelności byłoby ok, z drugiej jednak strony mam też co do WTW kilka gorzkich uwag. A jeśli nie tu, to gdzie można je wygłosić?

Przede wszystkim – program nie jest dla każdego. O ile czytelnicy/czytelniczki Spider’s Weba prawdopodobnie nie będą mieli z jego obsługą najmniejszego problemu, tak ich matki, żony i kochanki, tudzież mniej zaawansowani koledzy raczej nie poradzą sobie z obsługą programu, w którym instalacja jakichkolwiek wtyczek czy dodatków wymaga często ręcznego kopiowania, nadpisywania, a czasem i modyfikowania plików po folderach. I bez tych opcji WTW zachowuje swoją najistotniejszą funkcjonalność – jako klient GG – ale w takiej sytuacji traci całą długą listę swoich zalet.

Strona internetowa programu istnieje, ale centrum dowodzenia jest tak naprawdę forum dyskusyjne. Niezależnie od tego, co na ten temat uważają twórcy – nie jest to najlepsze możliwe rozwiązanie. Wtyczki i dodatki to po prostu osobne tematy na forum posegregowane w osobnych kategoriach. Na pierwszy rzut oka jest to rozwiązanie praktyczne i intuicyjne, jednak gdy szukamy konkretnej opcji lub odpowiedzi na poważny problemu powoli zaczyna zmieniać się w to mały nawigacyjny koszmar, a wyszukiwarka pozostawia nieco do życzenia.

Choć aspekt społecznościowy WTW jest jednym z głównych atutów tego programu – wszak to fani programu tworzą największą liczbę wtyczek – rodzi to też pewne zagrożenie. Wspomniane forum dyskusyjne, a więc najważniejsze miejsce z punktu widzenia obsługi programu, składa się z niewielkiej grupy mocno ze sobą zaprzyjaźnionych użytkowników, którzy stanowią zamkniętą grupę często zamkniętą na pomoc zagubionym podmiotom zewnętrznym, lubującą się natomiast w ironicznych docinkach i komentarzach. Czasem podczas lektury tamtejszego forum (a – jeszcze raz podkreślam – to nie jest tylko forum) zastanawiam się czy nad projektem wciąż czuwa Kaworu (twórca programu) czy pewna niewielka i nieprzyjazna kasta sprawująca władzę, która zarządza projektem w sposób nie do końca dobry dla jego ostatecznego kształtu odstraszając użytkowników mających święte prawo czuć się zagubionymi w tak skonstruowanym programie, które na dodatek bazuje na luźno rozrzuconych dodatkach. Poza miłośnikami Linuxa, którzy z masochistyczną wręcz przyjemnością uwielbiają takie zabawy, oczywiście.

Przed WTW stoi na pewno konieczność odpowiedzenia na trudne pytanie – czy jest to projekt od grupki przyjaciół dla przyjaciół, a postronni mogą korzystać, byle za bardzo nie przeszkadzali, czy też jednak ambicje twórcy programu są nieco większe. Choć produkt jest tworzony raczej hobbystycznie i na boku, ma znamiona tworu czysto profesjonalnego, dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby jakieś bardziej sensowne i przejrzyste ułożenie dodatków, najlepiej w miejscu neutralnym, w którym zewnętrzne względem twórcy podmioty nie mogłyby narzucać małej, lecz groźnej tyranii własnego widzimisię.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement