Według RIM Google Play to chaos

10.04.2012
Według RIM Google Play to chaos

Według RIM Google Play to chaos

Miałam pochwalić RIM za dobry, chociaż niewiele wnoszący do poprawy obecnej sytuacji ruch. Chodzi o planowane uniemożliwienie uruchamiania na PlayBooku aplikacji trzecich, czyli tak zwane zablokowanie sideloadingu. Po głębszym zastanowieniu i po przeczytaniu słów Aleca Saundersa, wiceprezesa relacji deweloperskich w RIM o tym, że 25% aplikacji na Androidzie jest piraconych, a Google Play to chaotyczne szambo, ciężko nie wyczuć w tym wszystkim… zazdrości. RIM też chciałby mieć szambo, na które może ciężko jest tworzyć aplikacje z powodu fragmentacji, ale deweloperzy i tak to robią, bo nieobecność w tej kloace jest równa nieobecności na jednej z dwóch największych platform mobilnych na świecie.

Nowa wersja PlayBook OS nie będzie zdolna do uruchamiania aplikacji z Androida. Według RIM taki ruch powodowany jest chęcią uniknięcia oskarżeń o umożliwianie piracenia aplikacji i poprawy relacji z deweloperami. W tym konktekście ma to duży sens, bo jedyne, czego RIM-owi jeszcze brakuje, to utyskujących na PlayBooka deweloperów. Zablokowanie sideloadingu ma też zachęcić do pisania aplikacji na PlayBooka. Zamiast jednak zostawić temat w tym stanie, Saunders postanowił tłumaczyć się z decyzji. Niefortunnie i całkowicie niepotrzebnie.

Dla jasności: sideloading aplikacji z Androida na PlayBooku nie sprowadza się do prostego sciągnięcia pliku *.apk i zainstalowania go. APK trzeba przekonwertować na BAR, przełączyć PlayBooka w tryb deweloperski i użyć aplikacji trzecich do uruchomienia pozycji z Androida. Ciekawe, czy taka “prosta” procedura gremialnie zachęca właścicieli PlayBooka do piracenia aplikacji.

A przecież PayBook nie sprzedał i nie sprzedaje się dobrze. W zasadzie można odnieść wrażenie, że PlayBooki są od dawna rozdawane na praw i lewo na wszystkich konferencjach RIM-u, przy każdej okazji i za każdy duperel, jak stworzenie jakiejkolwiek aplikacji na ten tablet. Sam RIM też ma kłopoty finansowe, a jego urządzenia sprzedają się coraz gorzej.

No ale RIM wierzy, przynajmniej oficjalnie, w to, że deweloperzy niechętnie pisali aplikacje na PlayBooka, bo ten pozwalał na piracenie. Zabawne.

Słowa o tym, że Google Play jest chaotycznym szambem, 25% aplikacji na Androida jest piraconych, a sideloading jest dla Androida sporym problemem brzmią dziwnie. Tak, na pewno jest to problem – zainstalowanie pirackiej, a nawet po prostu niedostępnej lokalnie aplikacji na Androidzie jest banalnie proste. Wystarczy APK i zaznaczenie jednej opcji w ustawieniach. Jednak to właśnie na sideloadingu Android też wygrywa. Dzięki tak prostym mechanizmom można korzystać z nieoficjalnych sklepów z aplikacjami, których jest mnóstwo, a sztandarowy to Amazon AppStore. Dzięki temu również użytkownicy Androida dostają spore możliwości, jak na przykład menadżer gier Humble Bundle, który w prosty sposób pozwala zarządzać kupionymi poza Google Play grami. Z jednej strony Google traci na tym, bo nie dostaje prowizji od zakupów, z drugiej dzięki temu Android umacnia swoją pozycję w postaci na przykład sforkowanego systemu na Kindle Fire.

RIM, zejdź na ziemię. Deweloperzy prawie nie zauważają PlayBooka nie tylko dlatego, że ułatwia piracenie aplikacji. PlayBook jest po prostu niszowym, niepożądanym przez masy tabletem, który od samego początku borykał się z mnóstwem problemów, jak na przykład kilkumiesięcznym brakiem klienta pocztowego. PlayBook jest po prostu nieatrakcyjny, dlatego zainteresowanie deweloperów nie skupia się na nim.

Nieprzemyślane komentowanie decyzji, które może i są powodowane sensownymi pobudkami, jest strzałem w stopę. I jak tu nie dziwić się, że RIM ma problemy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement