Spider’s Web recenzuje Wiedźmin 2: Zabójcy Królów na X360

25.04.2012
Spider’s Web recenzuje Wiedźmin 2: Zabójcy Królów na X360

Spider’s Web recenzuje Wiedźmin 2: Zabójcy Królów na X360

Pierwsza część Wiedźmina to dla mnie było takie 7+/10. Gra miała potencjał, moim zdaniem koledzy recenzenci w kraju nieco za bardzo się nią zachwycili z pobudek patriotycznych, a ci zachodni czasem z ocenami szarżowali raczej w wyniku zaskoczenia, że anonimowa gra anonimowego studia okazała się całkiem dobra. Tak to już niestety jest i to bolączka wszystkich recenzentów, że zatarła nam się dziesięciostopniowa skala oceniania i przeważnie wystawiamy coś z zakresu 1-2, 7-10. Ja zawsze staram się bardzo pilnować i moim czytelnikom w przeszłości zdarzało się narzekać na surowe oceny. Piszę o tym jednak, byście zrozumieli czemu moja ocena Wiedźmina 2 jest taka, a nie inna, ze świadomością, że moje na przykład 5 jest niekiedy silniejsze niż inne 7.

Jednym z głównych atutów Wiedźmina 2 jest fabuła. Jest ona bardzo dojrzała i przemyślana, przywodzi na myśl prawdziwie książkową intrygę. To istotne, bo o ile jeszcze dekadę temu większość gier RPG opowiadała złożone wielowątkowe historie, teraz w wielu produkcjach zahaczają one o banały typu “zabij księżniczkę, uratuj smoka” (albo odwrotnie). Wiedźmin 2 to złożona intryga polityczna, której nie powstydziliby się chyba nawet twórcy pierwszego Baldur’s Gate. Sposób realizacji tej historii stoi na mniej więcej tym samym poziomie – pozornie bohater walczy z małymi problemami, ale tłem tego wszystkiego są wydarzenia, które mogą zmienić losy świata. Ze smakiem, ciekawie, mamy zwroty akcji – dawno nie widziałem w grze tak dobrej, dopracowanej fabuły.

CD Projekt świadomy tego, że lwia część konsolowców nie grała w pierwszego Wiedźmina, a zapewne także nie czytała książki, wybrnął ze swojego zadania doskonale. Odnośniki do gry wydanej w 2007 roku są liczne, ale skonstruowane w taki sposób, że zarówno wielcy fani jedynki, jak i kompletni nowicjusze będą usatysfakcjonowani. Przypominamy sobie także elementy książki oraz tego co działo się po rzekomej śmierci Geralta w Rivii w postaci quasikomiksowych wspomnień.

Pamiętacie słynne wybory i decyzje moralne, którymi na każdym kroku chwalili się twórcy Mass Effect? CD Projekt wiele na ten temat nie przebąkiwał, dosłownie troszeczkę, ale system modyfikacji fabuły w wyniku naszych zachowań stoi w Wiedźminie 2 na… zdecydowanie wyższym poziomie. Niektóre decyzje potrafią zmienić całą grę, na dodatek wybory, których musimy dokonać to prawdziwe dylematy. W trakcie zabawy zdarzyło się tak, że musiałem odejść od konsoli, zrobić sobie kawę i podjąć niewygodną decyzję po przemyśleniu wszystkich “za” i “przeciw”. I to są dylematy moralne, a nie to czy kajuta na Normandii ma być żółta czy różowa.

Wiedźmin 2 jest RPG-iem z prawdziwego zdarzenia, nieco w starym dobrym stylu. Hołduje między innymi zasadzie o sile słowa nad siłą miecza. Jakieś 60% gry stanowią rozmowy lub przygotowywanie się do rozmów, często musimy w dyskusji wykazać się sprytem albo rozwiązać jakąś zagadkę logiczną. Dużo w tym elementów typowych dla przygodówek, ale takie właśnie były klasyki RPG. Dialogi są zaprojektowane w bardzo ciekawy sposób, nie męczą, nie nużą, nie zmuszają do podirytowanego przewijania. Włożono wiele pracy w ciekawe skonstruowanie dyskusji.

Całą naszą wiedźmińską egzystencję ułatwia świetnie zaplanowany dziennik, w którym każde zadanie, postać, lokacja są wyczerpująco opisane zbierając to, co już wiemy oraz instruując jak powinniśmy postąpić w dalszej kolejności. To najlepszy dziennik jaki spotkałem w historii gatunku RPG.

Wśród typowych dla RPG elementów znajdują się również, oczywiście, rozmaite przedmioty jakie możemy zbierać i wykorzystywać na Geralcie. W porównaniu do pierwszej części gry zdecydowanie rozwinięto nasz ekwipunek, choć mnie osobiście brakuje nieco przedmiotów pełnych epickości. Zdarzają się bronie ładne i legendarne, ale raczej bez fajerwerków. Z drugiej strony – być może mogłoby się to kłócić z mitologią Wiedźmina, to pytanie dla ekspertów od prozy Sapkowskiego. Geralt dalej może pałać się rzemiosłem, robić pułapki, bronie i eliksiry. Składników do wszystkich powyższych nie brakuje, wręcz przeciwnie, twórcy zadbali o to, by nie trzeba było biegać jak szalony w poszukiwaniu rozmarynu.

Misje poboczne to kolejna rewelacja w tej grze. Wiadomo – w gatunku trudno wymyślić coś nowego, zawsze działa schemat “przynieś, podaj, pozamiataj”. CD Projekt postanowił jednak wycisnąć z tej formuły tak wiele, jak się da. Co do zasady, bo są wyjątki, nie trzeba biegać w te i wewte po mapie, questy robi się mimochodem, a do wielu z nich nie brakło naprawdę fajnej oprawy. Dobrym przykładem jest stosunkowo wczesna misja z zapijaczonym trollem, który nie chce naprawiać mostu, a który można (i warto) rozwiązać przynajmniej na kilka różnych sposobów.

Wiedźminowi nie brakuje różnych typowych dla RPG smaczków – są karczmy, mamy kilka różnych relaksujących minigier, które jednak budują klimat produkcji. Miasta i lokacje przedstawione w Wiedźminie to najlepsze skupiska ludności jakie dotąd spotkałem w grach. Żyją swoim życiem, wesoło gaworzą, plotkują, żartują, dogadują, naprowadzają. Innymi słowy – zawodowa społeczność, ktoś tchnął w NPC życie.

Jednym z głównych atutów Wiedźmina 2 jest poczucie humoru. Nie trzeba było czytać książki, żeby wyłapywać smaczki. Twórcy przygotowali prawdziwą litanię, armię gagów, żartów, skeczy, scenek i dialogów, które bawią bardziej niż większość seriali komediowych. Dialogi są wyśmienite, nie brakuje też głębszych smaczków w stylu zapaśnika o imieniu Naizdup, który wszystko robi od tyłu (również jego ksywka jest jakaś taka odwrócona), na dodatek smaczków robionych spektakularnie pod różne typy humoru z uwzględnieniem geolokalizacji, bo na przykład strażnicy miejscy dopraszają się o pączka. Wiedźmin 2 jest prze-za-baw-ny, pod tym względem nawiązując nieco do produkcji typu Simon the Sorcerer czy Teenagent.

System walki to mimo wszystko system bardziej przywodzący na myśl Neverwinter Nights niż serię Fable – nasza zręczność nie ma tu wiele do gadania, chodzi po prostu o możliwie szybkie naciskanie przycisków, jakkolwiek na pierwszy rzut oka mogłoby wyglądać to inaczej. To nie wada, w końcu mówimy o grze RPG. Wizualnie wygląda to atrakcyjnie, Geralt skacze, wywija, trochę jakby tańczy. Na pewno nie można odmówić temu systemowi satysfakcji, zwłaszcza, gdy wspieramy się magicznymi znakami. Niektórzy recenzenci wytykali, że nawigacja padem w trakcie walki nie działa do końca sprawnie, ale ja nie dostrzegłem tego problemu – wszystko wydaje się być dokładnie tak, jak należy.

Wstęp do Wiedźmina 2 jest troszkę nudny. Twórcy chcieli zrobić go w formie fascynującej retrospekcji, ale liniowość nieco mnie od tego rozwiązania odrzuciła. Dlatego moje pierwsze wrażenia były umiarkowane. W oprawie wizualnej i konstrukcji świata zakochałem się już w pierwszym akcie, kiedy twórcy przenieśli nas do przepięknego lasu przypominającego nieco szkice Artura Grottgera i stare słowiańskie baśnie. Słowiańskość jest zresztą jednym z największych atutów gry. W końcu eksportujemy na zachód – z dumą – swoją kulturę, tworząc przy tym znakomitą dla samej produkcji przeciwwagę. 3/4 RPG-ów robią Niemcy i każda gra wygląda jak niektóre rejony Kaszub. Reszta to jakaś zbitka wyobrażeń o świecie od Molyneux i Amerykanów. My dajemy zupełnie nowy świat, nową architekturę: zamki, grody, strzechy, bajeczne lasy i to jest rewelacyjne. Nie chodzi mi o patriotyzm – chodzi o ostateczny wydźwięk estetyczny.

Skoro o estetyce mowa to, oczywiście, tak. Tak, Wiedźmin 2 jest prawdopodobnie najładniejszą grą jaka ukazała się na konsole – a w każdym razie znajduje się w ścisłej czołówce. Choć sama nieco odstaje od tego co widzieliśmy na pecetach, czar dalej potrafi bić godzinami z ekranu telewizora.

Wiedźmin 2 nie jest produkcją pozbawioną wad. Czasem w trakcie zabawy trzeba się – mimo wszystko – trochę nabiegać, to błądzenie wprawdzie sprawiało mi dziwną przyjemność i odpoczynek od RPG-ów BioWare, które nawet czterolatka przeprowadziłyby za rękę, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy może być tak oldskulowy. Brakuje opcji szybkiej podróży. Drugą możliwością, której zdecydowanie zabrakło, to cofanie się do miejsc, które odwiedziliśmy w poprzednich aktach. Ta liniowość, jakkolwiek fabularnie zręcznie by jej nie wyjaśniono, to jednak delikatny defekt, od którego odzwyczajały nas gry w ostatnich latach. Problemem Wiedźmina 2 są również dość hurtowo serwowane bugi, głównie natury estetycznej – znikające tekstury, sporadycznie zasłaniające widok ściany. Wszystko to – do przełknięcia – należy jednak mieć świadomość, że Wiedźmin 2 nie jest idealny.

W ostatnich kilku latach tylko dwukrotnie bawiłem się równie dobrze przy grach komputerowych – mam tu na myśli Red Dead Redemption oraz Fallout: New Vegas – a staram się być przecież dość na bieżąco. Wiedźmin 2 jest moim zdaniem najlepszą grą RPG w jaką grałem w ciągu ostatnich dziesięciu lat. To wyświechtany frazes, ale na coś takiego właśnie po Baldur’s Gate 2 liczyłem. W końcu trafiła mi się przygoda na tyle pasjonująca, że myślałem o niej nawet po wyłączeniu konsoli – a i to nie przychodziło lekko. Mam nadzieję, że pamiętacie o tym, że gier nie oceniam lekko, a moja lista uwag do produkcji takich jak Dragon Age, Risen czy Drakensang jest bardzo długa. Niech zatem o klasie Wiedźmina 2 świadczy fakt, że dla mnie jest to mocne 9/10, niezależnie od tego czy zrobili ją Niemcy, Rosjanie czy Polacy. Wszystko dlatego, że ta gra jest po prostu SUPER.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement