Skontaktuj się z kontaktem, czyli o tłumaczeniach anglojęzycznych serwisów na język polski

05.04.2012
Skontaktuj się z kontaktem, czyli o tłumaczeniach anglojęzycznych serwisów na język polski

Skontaktuj się z kontaktem, czyli o tłumaczeniach anglojęzycznych serwisów na język polski

Na zagranicznych serwisach używam zazwyczaj angielskich wersji językowych. Dlaczego? Po zawyczaj większość tłumaczeń na polski jest tragiczna. Nie dość, że niektóre wyrażenia nie mają dosłownych odpowiedników w języku polskim, to często potraktowane są po macoszemu, jakby tłumaczenia dokonywał student pierwszego semestru polonistyki z Uniwersytetu w Abu Dhabi. Chociaż nie przepadam za wtrącaniem anglicyzmów wszędzie, gdzie się da, zwłaszcza gdy mają piękne polskie odpowiedniki, to czasem współczuję osobom nieanglojęzycznym, które chcą korzystać zagranicznych serwisów.

To, w jaki sposób użytkownik może się z Tobą kontaktować, zależy od sposobu, w jaki jest z Tobą skontaktowany:

Gdy kontakt wyświetla Twój profil, widzi Twój adres e-mail

Gdy użytkownik z Twojej sieci wyświetla Twój profil, widzi przycisk „Przedstaw się”

Gdy użytkownik w sieci LinkedIn próbuje wyświetlić Twój profil, widzi anonimowy profil i przycisk „Skontaktuj się bezpośrednio”

To krótka instrukcja z niedawno przetłumaczonego LinkedIn. Masło jest maślane, mój ulubiony fragment to “To, w jaki sposób użytkownik może się z Tobą kontaktować, zależy od sposobu, w jaki jest z Tobą skontaktowany”. Logiczne, prawda? “Gdzie jesteś zlokalizowany?”, “Centrum nauczania”, “Nie tarć dostępu do konta” to tylko niektóre z moich ulubionych kwiatków.

Problemy w takich wypadkach są dwa. Pierwszy to oczywiście jakość tłumaczenia, która sprawia często wrażenie, jakby w całym procesie nie brał udziału żaden Polak ani osobnik, którego językiem ojczystym jest polski. Stąd biorą się wyrażenia typu powyższego kontaktowania.

Drugi problem wiąże się z pierwszym, jest bardziej skomplikowany i trudniejszy do rozwiązania. Chodzi o specyficzne wyrażenia i określenia, które powstały w wyniku szybkiego rozwoju internetu, usług i serwisów. Ciężko przetłumaczyć na przykład “News Feed” z Facebooka tak, by oddawał dokładnie oryginalne znaczenie i jednocześnie nie brzmiał dziwacznie. Dlatego pewnie po polski to “Aktualności”.

Tak samo zresztą jest na przykład z Twitterem. Jak przetłumaczyć “Tweeta”? Tweet pozostał więc tweetem, bo “ćwierk” brzmi po prostu głupio. Niestety przy takich tłumaczeniach serwisy często tracą na przejrzystości. Facebook, Google, LinkedIn, Twitter, YouTube, Deezer… Praktycznie wszędzie znajdziemy kwiatki, które my zrozumiemy, bo jesteśmy w miarę obeznani z funkcjami i działaniem tych usług. Spróbujcie jednak wytłumaczyć je “nietechnologicznym” osobom… Albo pokażcie instrukcje obsługi i FAQ, często też przetłumaczone podobnie.

To naprawdę spory problem. W momencie, w którym na przykład LinkedIn otwiera się na polskich, nieznających angielskiego użytkowników, ważne, by jak najszybciej zrozumieli oni sens i funkcje serwisu. Niestety z tym bywa różnie.

Warto byłoby dbać o takie szczegóły i dopieszczać tłumaczenia. W końcu to one stanowią o tym, jak na pierwszy rzut oka ocenimy usługę i czy nie zrazimy się do niej na samym początku.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement