Premiera GeForce GTX 690. Ale czy (w taką pogodę) ktoś tego potrzebuje?

30.04.2012
Premiera GeForce GTX 690. Ale czy (w taką pogodę) ktoś tego potrzebuje?

Premiera GeForce GTX 690. Ale czy (w taką pogodę) ktoś tego potrzebuje?

Dwa dni temu premierą miała najnowsza karta graficzna firmy Nvidia, konstrukcja, która prawdopodobnie przez najbliższy rok będzie najwydajniejszą konstrukcją na rynku. Mowa tu oczywiście o dwuprocesorowym akceleratorze GeForce GTX 690. Produkcie, który pokaże, jak powinna wyglądać grafika zrobiona z myślą o entuzjastach.

Akcelerator ten został stworzony z dwóch  procesorów GK104 połączonych za pomocą mostka PLX. Po jednym z nich możemy znaleźć w GeForce’ach GTX 680. Mimo to wydajność nowego dziecka Nvidii powinna być odrobinę mniejsza od dwóch GeForce’ów GTX 680. O ile zegary na jednordzeniowej karcie wynoszą 1006 MHz w trybie normalnym i 1058 MHz w trybie Boost, to w przypadku GeForce’a GTX 690 te wartości są równe kolejno 915 MHz oraz 1019 MHz. Niezmienione zostały za to warunki z jakimi pracuje pamięć – do każdego z układów przydzielono jej 2GB, której taktowanie wynosi 1502MHz (6008 MT/s). Zmianie nie uległa  też liczba jednostek cieniowania (1536 x 2), teksturowania (128 x 2) oraz końcowego renderingu (32 x 2). Jak widać, karta ta będzie prawdziwym demonem wydajności. Uważam jednak, że nie warto jej kupować, jeśli możemy zainstalować w komputerze dwa GeForce’y GTX 680. Powszechnie wiadomo, że dwa chipy na jednej karcie oznaczają większą temperaturę pracy urządzenia i problemy z podkręcaniem. Dla kogo karty GeForce GTX 690 są więc przeznaczone? Dla osób, które zamierzają kupić dwa takie podzespoły i połączyć je w trybie SLI. Niestety mało kto będzie mógł sobie pozwolić na taki wydatek, gdyż cena pojedynczej karty wynosi około 999 dol.  Do tego trzeba też doliczyć koszt odpowiedniego zasilacza, gdyż TDP pojedynczej karty GTX 690 wynosi 300W. Mało która jednostka poradzi sobie z dwoma takimi potworami.

Zastanawiam się jednak nad czym innym. Kto tego potrzebuje? Wiele osób bardzo często przeżywa wypuszczanie nowych kart, zapominając, że do grania nie potrzeba konstrukcji kosztujących 4000 zł. Z powodzeniem wystarczy tu jednostka kosztująca 800-1000 zł. Oczywiście mówię tu o osobach posiadających standardowy monitor lub telewizor o rozdzielczości 1920×1080. Sam posiadam leciwego Radeona HD 5970 i pozwala mi on na bezproblemowe granie w najnowsze tytuły. Nie wspominam tu już mojego Xboxa 360, który chociaż oferuje gorszą jakość grafiki, to dobrze działa od około sześciu lat.

Premiera nowej karty jest jednak tylko pretekstem do krótkich przemyśleń. Warto przeanalizować to, czy warto być ekstremalnym geekiem. Sam w wieku 15-16 lat cieszyłem się premierą wszystkich nowinek ze stajni AMD, Nvidii oraz Intela. Wydawałem na nie znaczną część zarabianych przeze mnie pieniędzy (do dzisiaj pamiętam Core 2 Duo E8200 pracującego z zegarem 4GHz przy napięciu 1,22V). Teraz jednak uważam moje dawne postępowanie za głupie i dziecinne. Oczywiście warto odnotować pojawienie się nowego procesora, nowej karty graficznej czy trzeciej generacji iPada. Są to w końcu kolejne małe kroki na drodze ewolucji nowoczesnych technologii. Jednak moim zdaniem o wiele lepszym wyjściem jest nie ulepszanie komputera (chyba że wymaga tego praca) i przeznaczenie pieniędzy na ciekawy wyjazd, jedzenie lub na cokolwiek innego. Po co każdego roku kupować coś, co za chwilę i tak będzie za stare? I tak nasze portfele nigdy nie dogonią najnowszych technologii. A jeśli to zrobią, to kosztem innych rzeczy. Lepiej cieszyć się wiosennym słońcem, a pieniądze przeznaczać na coś, co na starość będziemy mogli miło wspominać.

A może po prostu robię się za stary na geeka?

Dołącz do dyskusji

Advertisement