Piractwo to jedno, rynek wtórny to drugie. Crytek myli pojęcia

27.04.2012
Piractwo to jedno, rynek wtórny to drugie. Crytek myli pojęcia

Piractwo to jedno, rynek wtórny to drugie. Crytek myli pojęcia

Piractwo jest złe. Piractwo polega na ściąganiu bez opłat treści, za które autor chce zapłaty. Nie jest to do końca okradanie, bo kradzież zakłada pozbawienie właściciela czegoś – przedmiotu, pliku – tak, że ten nie może go użyć. Piractwo to kopiowanie i rozpowszechnianie z pominięciem woli autora. Autora trzeba szanować. W zasadzie to jest proste. Autora można jednak przestać szanować w kilku przypadkach – na przykład gdy pokazuje, że zależy mu wyłącznie na pieniądzach, kosztem zasad fair-play i, co najważniejsze, wygody i dobra odbiorców. Gracze mogą od dziś przestać szanować twórców Crysisa 2, studio Crytek, a przynajmniej jego dyrektora artystycznego rozwoju.

Chodzi o dosyć kontrowersyjną wypowiedź odnośnie doniesień o tym, jakoby konsole następnej generacji miały posiadać zabezpieczenia przed używanymi grami – czyli możliwe byłoby na nich uruchomienie gier tylko i wyłącznie nowych. Rasmus Højengaard (za Chip.pl) – Z perspektywy biznesowej byłoby to niesamowicie wspaniałe. To dziwne, że handel z drugiej ręki jest wciąż dozwolony, z uwagi na to, że nasza branża jest dość specyficzna. Byłoby świetnie, gdyby tę sprawę wreszcie rozwiązano.

Obawiam się, że Crytek właśnie spowodował, że Crysis 3 będzie jeszcze częściej piracony, przynajmiej na PC, niż Crysis 2. Przyznaję, że nie grałam dawno w topowe tytuły. Zatrzymałam się w graniu w czasie, gdy internet dostarczano wiaderkami. Moje zdziwienie więc, gdy kilka lat temu, już podczas “ery internetu”, instalowałam jedną z ówczesnych topowych gier i do uruchomienia jej potrzebowałam połączenia z siecią, gdy wyskakiwały mi informacje, że autoryzację mogę przeprowadzić tylko ileś tam razy (bodajże 5) było spore.

Nie powiem też, że nie byłam zła na taki stan rzeczy. Mój komputer miał wtedy skłonności do lagowania, problemy z dyskiem. Obawiałam się więc, że owe 5 autoryzacji szybko zniknie. I zastanawiałam się, co z grą, gdy już ją przejdę – w końcu wydałam te stoileś złotych w nadziei, że część z nich odzyskam odsprzedając swoją kopię dalej.

Bo to przecież normalne, przynajmniej z ludzkiego, realistycznego punktu widzenia. Kupuję coś, korzystam, potem odsprzedaję za niższą cenę. Dzięki temu zarabia twórca, ja przez określony czas korzystam, a potem jeszcze może skorzystać ktoś, kogo nie stać na nowy egzemplarz. No, ale czasy internetu zmieniły wszystko.

Muzyki kupionej cyfrowo odsprzedać nie mogę, bo technicznie to trochę skomplikowane, poza tym to nie na rękę wytwórniom. Filmów też odsprzedać nie mogę, e-booki są tylko dla mnie. Chociaż te coraz częściej można wirtualnie wypożyczać. Gry pewnie też już niedługo zostaną objęte takimi restrykcjami.

Chodzą przecież słuchy, że kolejny Xbox ma pozwalać na granie w tytuły tylko dostępne z oficjalnego, internetowego sklepu Microsoftu. To dla Cryteka byłaby sytuacja idealna. Gra bez fizycznej postaci, przypisana do konta. Zero możliwości pożyczenia, odsprzedania i innych tego typu złych machinacji. Jasne, dla deweloperów to sytuacja wymarzona – łatwe testowanie gier, jedna jedyna platforma, marzenie.

Jednak nie do końca. Ilu graczy zastanowi się 3 razy mocniej przed kupieniem gry za 180 złotych nie mając możliwości jej późniejszego odsprzedania choćby za ⅓ ceny? To pozostawiam Crytekowi ku rozwadze.

A odnośnie nakładów włożonych w grę, dużego intelektualnego wysiłku, kosztów produkcji… Kupuję stół. Stół, który ktoś musiał zaprojektować, a produkcja stołu, to wbrew pozorom nie taka łatwa sprawa – stoły mogą mieć przeróżne style, ergonomię… Ktoś to musi włożyć w to swoją pracę. Kupuję ów stół i od tego momentu jest on moją własnością. Producent stołu dostaje wynagrodzenie, a ja mogę go odsprzedać komu mi się tylko podoba. I nikt tego nie neguje. A producent wcale nie płacze, że rynek wtórny zbycia stołów blokuje sprzedaż nowych, że przez to jego zyski spadają, i w ogóle okropni odsprzedawacze stołów!

Zamiast przyklaskiwać głupim pomysłom, które paradoksalnie mogą spowolnić sprzedać gier (droższe, dostępne jedynie nowe gry oznaczać mogą mniejszy popyt, mniejszy szum, co za tym idzie jeszcze mniejszą sprzedaż…) dyrektor artystycznego rozwoju w Crytku powinien raczej zastanowić się, co zrobić, by klienci byli zadowoleni, jak ułatwić im życie i… nadzorować artystyczny rozwój kolejnych tytułów.

Piractwo to jedno, rynek wtórny to drugie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement