Ostatni lot wahadłowca Discovery

11.04.2012
Ostatni lot wahadłowca Discovery

Ostatni lot wahadłowca Discovery

Wczorajsze popołudnie to z pewnością kilka łez nostalgii w oczach wielu entuzjastów podboju kosmosu. Shuttle Carrier Aircraft, czyli zmodyfikowany Boeing 747, wylądował w Centrum Kosmicznym Kennedy’ego. Zabierze wahadłowiec Discovery na jego ostatnią misję. Na wieczny spoczynek.

Centrum Kosmiczne Kennedy’ego, godzina 17:35 czasu lokalnego. Piękny zachód słońca. Widzowie wpatrzeni w pas startowy muszą mrużyć oczy i zasłaniać je dłońmi. Mało kto odwraca wzrok. Wszyscy wpatrują się w piękny kadłub lądującego Boeinga, który w tym świetle wygląda, jakby był zrobiony ze złota. Samolot czeka smutny los. Tak jak ładunek, który ma stąd zabrać. Obie te rzeczy tracą rację bytu, tracą przyszłość, tracą sens swojego istnienia.

Ładunkiem będzie wahadłowiec kosmiczny Discovery. Nazwany został tak na cześć statku z 2001: Odysei Kosmicznej, książki, która rozbudziła we mnie (i z całą pewnością w tysiącach innych) pasję patrzenia w nieznane, przełamywania barier, głód wiedzy i przygody. To wspaniała nazwa dla wahadłowca kosmicznego. Co prawda nie doleciał on nigdy do Saturna (lub, jak ktoś woli znakomitą filmową adaptację, do Jowisza), nie zarządza też nim superkomputer HAL-9000 (a raczej coś wydajnością dorównującemu telefonowi komórkowemu). Discovery i jego bracia odpowiedzialni byli za wiele ważnych misji. Okręt zasługuje na swoją nazwę.

W nieznane!

Przez ostatni rok szykowany był do swojej ostatniej misji. Niestety, żaden z jej etapów nie przewiduje pułapu orbity okołoziemskiej. W sobotę Mate-Demate Device, czyli wielki dźwig o dość frywolnej nazwie, zostanie wykorzystany by umieścić Discovery na grzbiecie Boeinga. Sam wahadłowiec nigdy już nie zostanie uruchomiony. Zostanie załadowany na grzbiet powietrznego muła, by ostatni raz posmakować przestworzy. Już teraz wymontowano mu silniki i zastąpiono atrapami. Usunięto też wszystkie materiały szkodliwe dla środowiska.

Ostatni lot, jeśli pogoda pozwoli, zaplanowany jest na wtorek. Kierunek: Waszyngton. Z szacunku do Discovery, NASA i Siły Powietrzne zapowiedziały, że SCA (czyli ów Boeing) będzie miał czysty przelot, a ruch komercyjny zostanie przekierowany do innych korytarzy. Po co to całe zamieszanie? Boeing wykona powolny przelot nad Waszyngtonem na wysokości  4,5 kilometra. By wszyscy zainteresowani mogli go podziwiać w powietrzu po raz ostatni. Wahadłowiec zostanie przetransportowany do muzeum Smithsonian.

Drugi wahadłowiec, Enterprise, nazwany na cześć okrętu ze Star Treka („by dotrzeć tam, gdzie nie dotarł żaden człowiek”), nie zostanie odprawiony z taką pompą. Nie zasłużył, ale nie z własnej winy. Enterprise nigdy nie poleciał w kosmos. Ale to cichy bohater, również nie powinien być zapomniany. To właśnie eksperymenty na Enterprise umożliwiały załodze Discovery bezpieczny  powrót do domu. To właśnie na tym wahadłowcu testowano możliwość startu z kadłuba samolotu i wszystkie możliwe scenariusze lądowania.

Jak już uzbieram na wycieczkę do USA, Smithsonian to obowiązkowy przystanek. Wejdę ze zdjętym nakryciem głowy.

Ilustracja otwierająca autorstwa Johnson Space Center Media Resource Center. Ilustracja główna autorstwa NASA.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

Advertisement