Myślisz, że regulamin Google Drive jest zły? To nie znasz regulaminów usług, z których już korzystasz

25.04.2012
Myślisz, że regulamin Google Drive jest zły? To nie znasz regulaminów usług, z których już korzystasz

Myślisz, że regulamin Google Drive jest zły? To nie znasz regulaminów usług, z których już korzystasz

Nie wiadomo dlaczego wczoraj, po uruchomieniu Google Drive, w polskim internecie zapanowała wrzawa odnośnie polityki prywatności i zasad korzystania z usług Google’a. Wydaje się, że najwięcej krzyczą ci, którzy nie orientowali się dotychczas w żadnych zasadach. Krótka informacja: wrzucając coś do sieci, nawet do prywatnych chmur, trzeba liczyć się z tym, że ktoś dane te zobaczy, przetworzy, wykorzysta, udostępni etc. Poza tym warto zdawać sobie sprawę, że dzisiejsze usługi połączone są tak, że przyznanie licencji na wykorzystywanie treści jest konieczne do korzystania z owych usług. Nie bronię Google’a – zapisy w jego zasadach mogłyby zostać sformułowane bardziej fortunnie. Jednak zamiast krzyczeć o tym, jaki Google jest zły i zapowiadać likwidację konta warto przejrzeć umowy innych usług, bo może okazać się, że zawierają bardzo podobne sformułowania.

O co rozbija się cały szum? O tę część Zasad Korzystania z Usług Google:

Niektóre z Usług umożliwiają użytkownikowi przesyłanie treści. Użytkownik zachowuje wszelkie posiadane prawa własności intelektualnej do tych treści. Krótko mówiąc, własność użytkownika nadal nią pozostaje.

Przesyłając materiały w jakikolwiek sposób do Usług, użytkownik udziela firmie Google (i jej współpracownikom) ważnej na całym świecie licencji na wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie tych materiałów, a także na tworzenie na ich podstawie dzieł pochodnych (na przykład przez wykonanie tłumaczenia, adaptacji lub innych zmian w celu zapewnienia lepszego działania z Usługami). Użytkownik w ramach tej licencji przyznaje prawa w ograniczonym celu obejmującym utrzymywanie, promocję i udoskonalanie Usług oraz tworzenie nowych. Licencja pozostanie w mocy nawet wówczas, gdy użytkownik przestanie korzystać z Usług (dotyczy to na przykład wpisu o firmie dodanego w serwisie Mapy Google). W niektórych Usługach mogą istnieć sposoby uzyskania dostępu do umieszczonych w nich treści oraz usunięcia ich. Ponadto w pewnych Usługach obowiązują warunki lub ustawienia, które zawężają zakres wykorzystania przez nas treści przesłanych do tych Usług. Użytkownik musi mieć niezbędne prawa do udzielenia powyższej licencji na wszelkie materiały, które przesyła do Usług.

Oprócz tego, że zachowujemy wszystkie prawa własności intelektualnej do udostępnianej w usługach Google treści dowiadujemy się, że przekazujemy licencję na materiały i na wszelkie związane z nim wykorzystanie i przetwarzanie. Google zrobił tutaj spory błąd, bo przy marcowym łączeniu regulaminów w jeden zbiorczy dla wszystkich usług nie ujął jasno, że chodzi o przetwarzanie w ramach własnych usług, że licencja na publikowanie udzielana jest po to, by Google mogło puścić, gdy tego chcemy, by z poziomu YouTube mieć dostęp do na przykład wpisów Google+ i odwrotnie.

Nie ma tu mowy o komercyjnym wykorzystywaniu czy przeniesieniu na Google prawa własności. Za taki właśnie zapis, mówiący, że serwis staje się właścicielem treści i może zrobić z nimi wszystko, łącznie ze sprzedażą czy wykorzystaniem w reklamach Pinterest swojego czasu nabawił się sporych kłopotów. Wprawdzie różne sposoby interpretacji prawnej zapisów z regulaminu Google’a pewnie budzą wątpliwości, jednak nie warto przesadzać: o zmianach regulaminów było głośno już w lutym, Google informował o nich w praktycznie wszystkich usługach, pisały o tym też wszystkie branżowe media.

Nie rozumiem, skąd nagle takie wielkie poruszenie. Nie bronię Google – jak każda duża firma, której powierzamy swoje dane ma duże pole do nadużyć, i kilka razy już okazywało się, że nadszarpnęła zaufanie użytkowników. Jednak to nie regulamin o tym stanowi – jeśli Google faktycznie wykorzysta pliki użytkowników do jakichś naprawdę niecnych działań (na przykład umieści wizerunek użytkownika bez jego zgody w reklamie), to szybko to wyjdzie na jaw, a regulatorzy, którzy obserwują uważnie każdy ruch Google’a nie pozwolą, by uszło to na sucho.

Tylko, że to nie dotyczy tylko Google’a. Większość gigantów ma podobne zapisy i grzebie w naszych danych i tak naprawdę opiera relacje z użytkownikami przede wszystkim na zaufaniu.

Grzebiąc w regulaminach SkyDrive, iCloud, Dropboksa i innych tego typu usług nie da się nie zauważyć jednej rzeczy: Google bardzo jasno i wyraźnie tłumaczy regulaminy, jak na przykład tutaj (zagrywki typu wklejanie angielskiej wersji i tłumaczenie jej translatorem, przez co wygląda ona jak zrobiona od niechcenia są poniżej pasa – wystarczyło przełączyć się na rodzimą wersję językową i przeczytać więcej, niż tylko urywek regulaminu).

W związku z trendem wyrywkowego cytowania regulaminów i siania paniki, zamiast próby dojścia, dlaczego tak, a nie inaczej, pozwolę sobie wziąć w tym udział i zacytować regulaminy innych usług, również wybiórczo:

Z wyjątkiem materiałów, na które możemy udzielić użytkownikowi licencji Apple nie występuje jako właściciel materiałów i/lub Treści przedstawianych lub udostępnianych przez użytkownika w ramach Usługi. Jednakże, poprzez przedstawienie lub udostępnienie takich Treści lub obszarów Usługi dostępnych powszechnie lub udostępnionych innym użytkownikom za zgodą użytkownika na dzielenie się Treściami, użytkownik udziela Apple obowiązującej na całym świecie, bezpłatnej i niewyłącznej licencji na korzystanie, rozpowszechnianie, odtwarzanie, modyfikowanie, adaptację, publikowanie, tłumaczenie, publiczne wykonywanie i publiczne wyświetlanie takich Treści w ramach Usługi wyłącznie w celu, w którym takie Treści zostały przedstawione lub udostępnione, bez żadnego wynagrodzenia lub powstania obowiązku wobec użytkownika. Użytkownik wyraża zgodę, że ponosi całkowitą odpowiedzialność za przedstawione lub udostępnione przez niego Treści, oraz że Treści takie nie naruszają praw żadnej osoby trzeciej lub dowolnych przepisów prawa, nie przyczyniają się ani nie będą zachęcały do naruszenia lub innego niezgodnego z prawem postępowania, jak również nie będą one obraźliwe, nieprzyzwoite lub budzące sprzeciw lub w złym guście.

O, to Apple w zasadach iCloud  też ma podobne zapisy?

Apple zastrzega sobie prawo podjęcia kroków, jakie uzna za niezbędne lub właściwe w celu wyegzekwowania i/lub sprawdzenia wykonania jakiejkolwiek części niniejszej Umowy. Użytkownik przyjmuje do wiadomości i akceptuje, że Apple może, bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec użytkownika, uzyskiwać dostęp do informacji dotyczących Konta użytkownika i Treści, korzystać z nich, zachowywać je i/lub ujawniać je organom powołanym do egzekwowania prawa, urzędnikom państwowym i/lub osobom trzecim, w sytuacji, gdy, zdaniem Apple, jest to zasadnie konieczne lub właściwe, lub gdy Apple jest prawnie zobowiązany do tego, lub jeżeli Apple jest w dobrej wierze przekonany, że taki dostęp, korzystanie, ujawnienie lub zachowanie jest zasadnie konieczne do tego, aby: (a) wypełnić wymagania lub żądania związane z prowadzonym postępowaniem sądowym; (b) wyegzekwować niniejszą Umowę, w tym zbadać potencjalne jej naruszenia; (c) wykryć problemy związane z bezpieczeństwem, oszustwa i problemy techniczne oraz zapobiec im lub podjąć inne działania w stosunku do nich; lub (d) chronić prawa, majątek lub bezpieczeństwo Apple, jego użytkowników, osób trzecich lub ogółu społeczeństwa, w zakresie wymaganym lub dozwolonym prawem.

Co oznaczają osoby trzecie i co znaczy, że Apple może uzyskiwać dostęp do informacji i treści użytkownika w ramach chronienia bezpieczeństwa Apple, użytkowników, osób trzecich i ogółu społeczeństwa? Spisek! Grzebią sobie w naszych danych pod pozorem “ochrony bezpieczeństwa”!

Każda informacja, którą wprowadzasz do Twitter podlega naszym Polityka Prywatności, która reguluje gromadzenie i wykorzystanie tych informacji. Rozumiesz, że poprzez korzystanie z Usługi wyrażasz zgodę na gromadzenie i wykorzystanie (jak określono w Polityce Prywatności) tej informacji, w tym przekazywania tych informacji do Stanów Zjednoczonych i/lub innych krajach w celu przechowywania, przetwarzania i wykorzystywania przez Twitter.

Twitter też wykorzystuje nasze informacje!

Spróbujcie łatwo dokopać się do zasad i regulaminów z poziomu SkyDrive. Da się, ale i tak prędzej traficie tu, gdzie nie ma praktycznie żadnej informacji i treściach, materiałach czy plikach, niż tu. Microsoft, podobnie jak Google czy Apple zastrzega, że użytkownik pozostaje właścicielem swoich treści, chociaż…

You understand that Microsoft may need, and you hereby grant Microsoft the right, to use, modify, adapt, reproduce, distribute, and display content posted on the service solely to the extent necessary to provide the service.

Nie no, co za świat. Wszyscy chcą wykorzystywać, reprodukować, używać, modyfikować i wyświetlać nasze treści! Że niby w celu ulepszenia usług, dostarczania rozwiązań i w ogóle istnienia, ale kto by wierzył w takie farmazony.

Dobrze, nie grzebię dalej, bo okaże się, że trzeba będzie zlikwidować wszystkie konta w całym internecie.

A tak serio, to jasne, takie zapisy wzbudzają wątpliwość, czy nie staną się przyczynkiem do nadużyć. Mogą się stać, w każdym z tych serwisów. Taka jest ludzka natura i nic na to nie poradzimy. Co możemy za to zrobić? Świadomie przebić się przez CAŁE regulaminy, a nie tyko wybiórcze fragmenty udostępnione przez kogoś tam na Twitterze czy Google+. Dopiero takie przeczytanie pozwoli nam zadecydować, czy zaufamy konkretnemu dostawcy. Na to pewnie nałożą się jeszcze nasze wcześniejsze doświadczenia związane z usługodawcą, opinia znajomych, atmosfera wokół takiej firmy… Jednak warto pamiętać, że konsumenckie, masowe i zazwyczaj darmowe rozwiązania nie są wcale darmowe – w końcu dostawca musi na czymś zarabiać. Regulminy mają często dużo zapisów, które z pozoru wydają się zbyt mocne, jednak to w większości zabezpieczanie się przed różnymi wypadkami i sposobnościami. Wrzucanie w Dropboksa, Google Drive, iCloud, SkyDrive czy jakąkolwiek inną chmurę poufnych, objętych na przykład zapisami NDA plików jest po prostu głupie. Dlaczego, to zastanówcie się sami.

Warto pamiętać o rozsądku. Po prostu. Dzisiejszy świat oferuje nam wiele udogodnień, jednak nikt nie mówi, że trzeba z nich koniecznie korzystać.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement