Motorola nie rozumie zasad wojny patentowej, wpada we własne sidła

03.04.2012
Motorola nie rozumie zasad wojny patentowej, wpada we własne sidła

Motorola nie rozumie zasad wojny patentowej, wpada we własne sidła

Motorola próbowała zemścić się na firmie Microsoft za wymuszanie opłat licencyjnych za trywialne patenty. Niestety przesadziła i nie zrobiła tego tak umiejętnie, jak gigant z Redmond. Pomachała przed twórcami Windows patentami na Wi-Fi i wideo H.264. Sęk w tym, że to patenty kluczowe, opisujące standardy. Działaniami przejmowanej przez Google’a Motoroli zainteresowały się władze Unii Europejskej.

Motorola chciała odwdzięczyć się Microsoftowi za pobieranie opłat licencyjnych za sprzęt z Androidem. Zażądała natychmiastowego wstrzymania sprzedaży komputerów z Windows i konsol Xbox. Jej zdaniem, Microsoft bezprawnie wykorzystuje jej własność intelektualną w wyżej wymienionych produktach. Microsoft ripostuje, że wszystko co mówi Motorola to prawda, tyle że opłaty, jakich wymaga przejmowana przez Google’a firma są nierozsądne i zbyt wysokie.

Niestety (lub na szczęście) Motorola przestrzeliła. Wykorzystała nie te zasoby patentowe, co powinna. Sięgnęła bowiem do własności intelektualnej opisującej standardy. A ta powinna być licencjonowana możliwie najtaniej, na niedyskryminujących warunkach. Jeżeli Motorola dopięłaby swego, problem mogłyby mieć wszystkie firmy produkujące sprzęt z łącznością 2G, 3G, bezprzewodowym LAN i kompresującymi wideo. Na marginesie, Apple ma podobne kłopoty co Microsoft, jednak to twórcy Windows mają szczególny problem z uwagi na ścisłą integrację tych rozwiązań z ich oprogramowaniem.

Miała być zemsta, a tymczasem Motorola może raz jeszcze dostać po nosie. I to bardzo boleśnie. Komisja Europejska uznała skargę Microsoftu za zasadną. Jak czytam w oświadczeniu Komisji, ta rozpoczyna śledztwo i „oceni, czy Motorola w sposób agresywny i w wbrew swoim pierwotnym deklaracjom złożonym organizacjom standaryzującym, działa na szkodę konkurencji”.

Dlaczego więc Motoroli się obrywa, a Apple’owi, Microsoftowi i innym firmom nie za bardzo? Przecież patenty to patenty? Otóż, nie do końca. To, co dotychczas się działo, to tak zwany trolling patentowy. Firmy te wynajdywały trywialne rozwiązania, jak animowany pasek postępu, czy poziomy gest palcem do odblokowania ekranu by pozwać konkurencję i siać zamęt. Trolling jednak łatwo obejść.

Co innego jest jednak ze standardami. Samsung (przykładowo) może poprzez aktualizację oprogramowania zmienić gest odblokowania ekranu i sprawa jest zakończona. Traci na to czas, pieniądze i reputację, jednak jest w stanie uniknąć dalszego „naruszania własności intelektualnej”. Co innego jest z kodekiem wideo uznawanym za podstawę HTML5, co innego jest z łącznością 3G czy WiFi. Jedyna metoda na obejście problemu, to opłata licencyjna. Bo Samsung (czy ktokolwiek inny) nie wdroży przecież własnego standardu łączności bezprzewodowej, bo nie będzie on z niczym kompatybilny. Nie będzie zgodny ze standardami.

To, pisząc potocznie, gigantyczny fail Motoroli. Ciężko mi oszacować jakie straty jej przyniesie ta dość nieudana taktyka. Jednak jeżeli to prawda, że Google kupił Motorolę dla jej bogatego portfolio patentowego, by móc się bronić przed absurdalnymi pozwami, to chyba nie najlepiej wybrał…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

Advertisement