Jeden model w 2160 wariantach – to się dopiero nazywa rozmach

12.04.2012
Jeden model w 2160 wariantach – to się dopiero nazywa rozmach

Jeden model w 2160 wariantach – to się dopiero nazywa rozmach

Wielu z Was śledzi zapewne na bieżąco wszelkie trendy i nowości sprzętowe od wielu producentów. Zapewne też nieraz spotkaliście się z problemem nazewnictwa produktów. Wystarczy spojrzeć na listę aktualnie sprzedawanych modeli telefonów (nawet w przypadku iPhone’a łatwo można się już pogubić w nazewnictwie), czy komputerów – pełno w nich mało zrozumiałych i trudno zapamiętywalnych liter i cyferek. Wyobraźmy sobie teraz, że jeden z producentów telewizorów oferuje jeden zaledwie model w aż… 2160 wariantach.

Znacie Loewe? Zapewne nie wszyscy, to marka niezbyt popularna w Polsce. Sprzęt wyprodukowany przez tą niemiecką firmę należy klasyfikować jako Hi-end nie tylko ze względu na wygórowaną cenę samych urządzeń, ale ich unikalne wzornictwo. To właśnie design jest obecnie największą siłą firmy założonej w 1923 roku przez braci Loewe. Obecnie w spółce prawie 30% udziałów ma japoński Sharp, a 11% znany z różnego rodzaju pamięci LaCie. Sama firma za głównego konkurenta oczywiście może uważać Bang & Olufsen, czyli duńskiego producenta równie prestiżowych urządzeń.

Sprzęt takich firm jak Loewe czy Bang & Olufsen nie jest przeznaczony dla wszystkich. Przede wszystkim cena 40-calowego telewizora zaczyna się od 10 tysięcy złotych wzwyż i nie mówimy tutaj o ekranach OLED, a jedynie LCD podświetlanych na krawędziach diodami LED. Oczywiście telewizory posiadają funkcje Smart TV, 3D – czyli wszystko to, co jest teraz w modzie. Jednak to, co je wyróżnia to wzornictwo nadające specyficzny charakter. Takich produktów nie kupuje się dla jakości obrazu, czy dźwięku – to sposób by w jakiś sposób odmienić duży pokój gdy nas na to stać. Jedni będąc miłośnikami dobrej jakości starać się będą kupić sprzęt o jak najlepszych parametrach sprzętowych, wydając na ten cel także nie małą ilość pieniędzy, inni natomiast za główny atut sprzętu, który chcąc nie chcąc jest meblem w większości domów niezależnie od tego czy jesteśmy biedni czy bogaci, uznają wygląd i prestiż. Loewe należy więc oceniać przede wszystkim pod względem wzornictwa.

Loewe wprowadza aktualnie do sprzedaży ekrany o nazwie Connect ID w rozmiarach 32, 40 oraz 46 cali. Wszystkie dostępne są w wersji ze zintegrowanym dyskiem lub bez niego. Do wyboru jest także 12 różnych wersji kolorystycznych oraz 30 różnych sposbów konfiguracji całego telewizora – od rodzaju podstawki, kolor obudowy po obramowania. Podsumujmy więc: trzy rozmiary, dwa warianty jeśli chodzi o dysk, dwanaście różnych kolorów i 30 różnych konfiguracji – po przemnożeniu otrzymujemy astronomiczną liczbę 2160 różnych wersji do wyboru.

Trzeba przyznać wzornictwo tej serii robi niesamowite wrażenie. Kto by pomyślał, że w podstawce pod telewizor można zainstalować wazon. Jeśli jednak nie zamierzamy ukwiecić naszego salonu telewizorem, możemy wybrać piękną nogę lub wersję ze… zintegrowanym stolikiem.

Jest w czym wybierać jeśli tylko mamy odpowiednio zasobny portfel i chcemy wydać te pieniądze właśnie na taki unikalny telewizor. Trochę obawiam się jednak, że jakość obrazu nie będzie tak perfekcyjna jak wykonanie samego ekranu. Ale cóż, nawet wydając sporą ilość gotówki musimy być przygotowani na pewne kompromisy. W końcu nie każdy chce mieć nowoczesnego OLEDa od „jakiś” koreańskich firm.

Jak to się mówi – jest w czym wybierać 🙂

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement