Czy zielone centra danych wyciągną Islandię z kryzysu?

10.04.2012
Czy zielone centra danych wyciągną Islandię z kryzysu?

Czy zielone centra danych wyciągną Islandię z kryzysu?

Na południowo-zachodnim końcu Islandii, w miejscu dawnej bazy lotniczej NATO powstało warte 700 milionów dolarów centrum danych, które już wkrótce może stać się miejscem przechowywania informacji z całego świata. To co odróżnia ten ośrodek od innych tego typu projektów rozsianych po całym świecie, to to, że energia niezbędna do zasilania tysięcy serwerów czerpana jest ze złóż geotermalnych, a do chłodzenia systemów informatycznych wykorzystuje się arktyczne powietrze Islandii. Björgólfur Thor Björgólfsson, były bankier i pierwszy islandzki miliarder próbuje w ten sposób uchwycić kawałek szybko rosnącego rynku jakim są „zielone centra danych”.

Według prognoz szacowanych przez Pike Research, inwestycja w energooszczędne farmy serwerów wzrośnie do 42 miliardów dolarów w roku 2015. Islandia jest jednym z niewielu miejsc na ziemi, gdzie wiele niezbędnych atrybutów można znaleźć w jednym miejscu. Islandia jest też jedynym miejscem, gdzie można znaleźć 100% odnawialnej energii i 100% swobodnego chłodzenia.

Populacja Islandii liczy 319,575 tysięcy ludzi i od czasu światowego kryzysu gospodarczego próbuje znaleźć sposób na wyjście z finansowego dołka. Jednym ze sposobów na przyciągnięcie do siebie inwestorów jest reklamowanie kraju jako bezpiecznej przystani dla danych między Europą i Ameryką Północną. W przyszłym roku zostanie ukończone układanie podmorskiego kabla, który pozwoli na przesyłanie ogromnych ilości danych z wybrzeża Irlandii do Nowego Jorku. Inwestycja ta kosztować będzie ok. 300 milionów dolarów, a Islandia odgrywa w niej jedną z kluczowych ról. Aby pobudzić gospodarkę, rząd planuje także zmniejszyć cła na import sprzętu komputerowego.

Zielona farma serwerów nie jest pierwszym projektem tego typu w tym kraju. Niedaleko międzynarodowego lotniska Keflavik znajduje się inne centrum danych, które zostało osadzone na twardym podłożu, z dala od aktywnych sejsmicznie części wyspy. Projekt ten opiera się na energii odnawialnej z elektrowni wodnych i elektrowni geotermalnych. Serwerownia została wyposażona w specjalny układ chłodzenia, który wyrzuca ciepłe powietrze na zewnątrz budynku i zasysa zimne z zewnątrz. Ten prosty system jest znacznie tańszy i co najważniejsze wydajniejszy niż tradycyjne systemy klimatyzacji, które tylko w samych Stanach Zjednoczonych pochłaniają ok. 1/4 kosztów operacyjnych centrów danych. Islandzka farma serwerów na brak klientów nie może narzekać. Z jej usług korzystają firmy takie jak Datapipe, A Jersey City, czy EVE Online.

Również giganci – jak Microsoft – coraz bardziej interesują się ofertą Islandii. Jednak aby kraj stał się światowym imperium przetwarzania danych, Islandia potrzebuje znacznie więcej dużych klientów. To czy tacy się pojawią zależy tylko i wyłącznie od determinacji i szybkości wdrażania inwestycji przez Islandzkich polityków.

„Zielone farmy” to nie tylko domena Islandii. Pod wpływem rosnących kosztów energii i mody na bycie zielonym również Szwecja i Finlandia pracują nad własnym projektem. W południowej Finlandii znajduje się centrum obliczeniowe Google’a. Facebook również planuje wybudowanie farmy serwerów w pobliżu koła podbiegunowego Szwecji, które będą obsługiwać klientów z Europy.

Chociaż to dopiero początek mody na ekologiczne serwerownie konkurencja robi się zacięta. Według Thomasa Darre Medard, dyrektora ds. operacyjnych firmy hostingowej one.com, Islandia może przegrać w tej rywalizacji z powodu swojej odległości od Europy. Według niego lokalizacja Islandii świetnie nadaje się na centrum kopii zapasowych, a nie jako centrum pośredniczące w przesyłaniu danych. Zdania są podzielone i trudno przyznać któreś ze stron rację. Z drugiej strony położenie Islandii na środkowym Atlantyku jest doskonałym miejscem do centralizacji danych, które będą szybko i tanio replikowane w Europie i Ameryce Północnej.

Dołącz do dyskusji

Advertisement