Mój Chromebook przypomina teraz Windowsa. Nie kupuję tego

10.04.2012
Mój Chromebook przypomina teraz Windowsa. Nie kupuję tego

Mój Chromebook przypomina teraz Windowsa. Nie kupuję tego

Chromebooka lubię za prostotę. Chrome OS to wyłącznie przeglądarka, i można to lubić lub nie, ale trzeba przyznać, że wraz z ograniczeniami przynosi to wiele zalet. Oprócz długiego czasu na baterii jedną z nich jest to, że Chrome OS jest tak przejrzysty i nieskomplikowany, że trudno cokolwiek w nim popsuć czy niechcący zmienić. Osobiście Chromebooka polecałabym tylko osobom świadomym, lub takim, które z komputerami nie miały wiele styczności, bo im system w postaci wyłącznie przeglądarki może ułatwić życie. Jednak nowe aktualizacje i przebudowanie Chrome OS świadczy o tym, że Google nie poradził sobie z systemem opartym wyłącznie na przeglądarce. Albo świat nie jest jeszcze na to gotowy, albo z ideą było coś od początku źle. Bo Chrome OS przypomina teraz Windowsa, OS X, Ubuntu czy inne, tradycyjne systemy.

Tylko że jest bardziej ograniczony i wciąż oparty na chmurze. Nowy Chrome OS (na razie tylko w wersji niestabilnej, która jest zabugowana, ale to uroki deweloperskich wersji) przynosi sporo zmian, zarówno estetycznych, jak i funkcjonalnych. Wygładzono dosyć nieociosany interfejs. Wyszło bardzo ładnie – obramowania i menu utrzymane są teraz w stylu nowego wyglądu usług Google, tego z GMaila czy Readera.

Jednak ważniejsze zmiany zaszły w funkcjonalności i interfejsie. Ten nie jest już tylko pełnoekranową przeglądarką. Okna można skalować, można też używać trybu pełnoekranowego. Działa też umieszczanie okien na połowie ekranu za pomocą przeciągnięcia w bok. GTalk, czy odtwarzacz też otwierają się w oknach, które można przesuwać czy minimalizować.

Właśnie – minimalizować. Nowy Chrome OS dostał belkę ze skrótami i otwartymi oknami czy aplikacjami. Coś jak… pasek zadań w Windowsie, czy dock w OS X. Otwarte aplikacje zaznaczone są małym, białym paskiem pod ikoną. Dodatkowo lista aplikacji została przeniesiona z nowej karty w Chromie na launchera, do złudzenia przypominającego Launchera z OS X. Z jego poziomu można przypinać aplikacje do paska.

Odświeżone zostały też ustawienia, a rozwijane paski ustawień baterii czy sieci zostały zintegrowane w jedno menu. Mamy też pulpit, który jest niczym więcej, jak tłem, na którym nie da się nic zrobić prócz zmienienia tapety.

Google zrobił bardzo cwaną rzecz. Upodobnił Chrome OS do tego, co na rynku istnieje od dawna, usprawnił obsługę okien tak, że system stał się nagle o wiele bardziej funkcjonalny przy pracy. Dodanie paska zadań, czy wyciągnięcie ikon web aplikacji z przeglądarki i stworzenie złudzenia istnienia natywnych programów ma zapewne na celu uczynienie Chrome OS bardziej konkurencyjnym.

Bo wiadomo, że ludzie lubią to, co znają lub to, co przypomina im coś, co znają. Przeglądarka jako system nie sprzedawała się dobrze. “Gdzie tu pulpit?”, “mogę zainstalować to czy tamto?”, “nie ma manu start?” to jedne z najczęściej słyszanych przeze mnie pytań po pokazaniu Chromebooka. Teraz będzie można mówić “no, tu jest pulpit, tu pasek, tu ściągasz programy, tu masz pasek, okno można zmniejszyć czy otworzyć nowe”.

Podoba mi się możliwość zarządzania oknami, pasek zadań, nawet launcher, który ma małą funkcjonalność, jednak grupuje wszystkie dostępne aplikacje na jednym ekranie. Wszystko to sprawia, że Chrome OS przypomina zwykły system. Oprócz zwykłych, nieprzekonanych do systemu-przeglądarki użytkowników, nowy Chrome OS ma w końcu szansę trafić też do bardziej wymagających osób.

Każdy czat otwiera się w nowym okienku...

Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to krok wstecz. Nagle mój Chromebook zaczął przypominać inne komputery. Pojawiło się mnóstwo okienek i zamiast wysuwanych od dołu pop-upów przyczepionych na stałe mam okienka, które muszę minimalizować, a potem przywracać z paska zadań. Zamiast innowacyjnego systemu opartego na chmurze dostaję system oparty na chmurze, ale zapakowany tak, żeby udawał, że nie jest oparty na chmurze.

Mam mieszane uczucia. Chrome OS miał być rewolucją, i pod względem tego, że korzysta wyłącznie z web aplikacji wciąż jest. Jednak interfejs o funkcjonalność i prostotę można się pewnie w tym przypadku kłócić. Dla mnie to znak, że na rewolucję w interfejsach jeszcze nie czas, i że utknęliśmy w “okienkowatości”.

No, ale może taka zmiana poskutkuje lepszą sprzedażą. I taką mam nadzieję.

Galeria nieprzeskalowanych zrzutów na Google+ tutaj.

Dołącz do dyskusji

Advertisement