Recenzja Sony Xperia S – już nie Sony Ericsson, ale jeszcze nie w pełni Sony

SW Testuje 19.03.2012
Recenzja Sony Xperia S – już nie Sony Ericsson, ale jeszcze nie w pełni Sony

Recenzja Sony Xperia S – już nie Sony Ericsson, ale jeszcze nie w pełni Sony

Mimo że Sony Xperia S jest pierwszym smartfonem sygnowanym marką Sony po tym, jak japońska firma wykupiła się z joint-venture z Ericssonem, to jednak na każdym kroku czuć tu ducha poprzedniego brandingu. Zarówno na pudełku, jak i w poszczególnych usługach Sony dostępnych wewnątrz smartfonu wielokrotnie napotkamy tu jeszcze napis Sony Ericsson. I tak trzeba rozpatrywać Sony Xperia S – to jeszcze pokłosie długiej współpracy z Ericssonem, a nie dzieło samego Sony.

Muszę zaznaczyć, że wcześniej nie byłem zbytnim entuzjastą smartfonów linii Xperia. Wiele mnie w nich drażniło – od koślawego Androida z tandetnymi nakładkami autorstwa Sony-Ericssona, po toporne wyświetlacze i dość przeciętne wzornictwo bryły telefonu. Z androidowego podwórka zdecydowanie bardziej trafiały w mój gust produkcje Samsunga, czy HTC. Sony Ericsson był zawsze w moich oczach bliżej chińskich dokonań marek ZTE, czy Huawei, aniżeli nastawionych bardziej na gusta konsumenta z tzw. cywilizacji zachodniej producentów z Korei, czy Tajwanu. Z przyjemnością muszę stwierdzić, że Xperia S jest pierwszym smartfonem Sony, który w moim odczuciu spokojnie może stawać w szranki z Samsungami, czy słuchawkami od HTC. Nie brak tu irytującej spuścizny Sony Ericssona, ale na szczęście Xperia S ma kilka bardzo mocnych zalet, które rekompensują niedociągnięcia.

Wygląd

Trudno wydać jednoznaczny wyrok na temat wyglądu Sony Xperia S. Z przodu smartfon wygląda zjawiskowo, szczególnie ze przezroczystą ramką u podstawy (o której poniżej) i chyba najcieńszą ramką wokół ekranu na rynku, co skutkuje majestatycznym wręcz charakterem frontu. Jednak z tyłu czas pryska. Jest on bowiem wypukły i przez to całość urządzenia ma charakter beczkowaty. Choć Xperia S jest naprawdę niewiele grubsza od Samsunga Galaxy SII (który ma bardzo smukłą sylwetkę), to jednak z powodu wypukłości tylnej obudowy sprawia wrażenie znacznie grubszego i cięższego. Patrząc na urządzenie od góry lub od dołu, wrażenie to jest jeszcze bardziej potęgowane. Sprawdziłem wagę urządzenia – de facto nie jest ona aż tak znacząco większa od Samsunga Galaxy SII – 144 g. vs. 116 g.

Większość czasu spędza się jednak z frontem urządzenia. Tu w przypadku Xperia S jest naprawdę przyjemnie. Pierwszym co rzuca się w oczy patrząc na to urządzenie, to oczywiście przezroczysta plastikowa ramka u podstawy konstrukcji smartfonu. Ramka pełni rolę tylko i wyłącznie wizualną, chociaż zaznacza miejsca trzech przycisków systemowych Androida powyżej i ładnie się podświetla, gdy przyciski włączamy. To zresztą nieco mylące, szczególnie na początku zabawy z telefonem, ponieważ w naturalny sposób palce uciekają do ramki, tam szukając aktywnych przycisków, które de facto znajdują się nad ramką. Dodatkowo wydaje mi się, że projektanci Sony udostępnili bardzo mało aktywnego pola przyciskom Androida, bo żeby w nie trafić trzeba być odpowiednio precyzyjnym. Powtarzałem to już wielokrotnie na łamach innych recenzji – nie jestem zbytnim entuzjastą pozbywania się wszystkich fizycznych przycisków. Przynajmniej jeden pozwala użytkownikowi szybciej orientować się w położeniu urządzenia. W przypadku Sony Xperia S gdzieś dopiero po drugim dniu dość intensywnego używania urządzenia przyzwyczaiłem się do wirtualnych przycisków (i ich ułożenia nad ramką).

Bardzo podoba mi się rozłożenie przycisków sterowania power, głośności oraz aparatu fotograficznego. Dla mnie optymalnym miejscem na umiejscowienie przycisku power jest góra urządzenia (a nie bok, jak stosuje większość producentów). Po prostu palce szybciej takie miejsce odnajdują, szczególnie gdy wyjmujemy smartfon z kieszeni łatwiej jest go przy takim umiejscowieniu odnaleźć. Slot wejścia słuchawkowego również jest na przodzie urządzenia – tam, gdzie powinien się znajdować, by trzymając smartfon w kieszeni być najmniej problematycznym. Sterowanie głośnością, wyjście HDMI oraz przycisk aparatu są umiejscowione klasycznie po prawej stronie. Slot ładowania urządzenia ułożony jest po lewej stronie i zakryty klapką – tego nienawidzę w telefonach. Po pierwsze najlepiej dla ergonomii urządzenia jest, gdy slot ładowania znajduje się na dole urządzenia i gdy nie jest zamykany klapką. Codzienne otwieranie i zamykanie klapki zawsze mnie stresuje – boję się po prostu, że zaraz ją urwę.

Wyświetlacz

Jeśli miałbym nazwać największą zaletę Sony Xperia S, to byłby to bez wątpienia wyświetlacz. Po pierwsze rozmiar 4,3-cala jest w moim odczuciu optymalny dla smartfona, a po drugie jego jakość robi kolosalne wrażenie. Tak wielkie, że gdy wraca się później do wyświetlaczy o słabszej rozdzielczości, to można poczuć lekkie zniesmaczenie. Co ciekawe, wyświetlacz w Xperii S to żaden AMOLED, czy SUPER AMOLED, tylko po prostu TFT LCD, ale 342 punkty na cal czyni ekran smartfonu Sony chyba niedoścignionym aktualnie na rynku. Gigantyczna rozdzielczość 720 x 180 pikseli też robi swoje. Obraz jest nieprawdopodobnie precyzyjny i porównać go można chyba tylko z Retina Display, który Apple instaluje w iPhone’ach. Co więcej, wyświetlacz Xperia S zachowuje się na zewnątrz w kapitalny wręcz sposób – nawet w pełnym słońcu jest poprawnie widoczny. Dla kogoś, kto korzysta ze smartfonów głównie na zewnątrz może to być najbardziej wartościowa cecha Xperii S.

Tak doskonały ekran daje najlepsze efekty w przypadku multimediów wizualnych – przeglądanie zdjęć, czy oglądanie wideo (nawet słabej jakości w YouTube), to bajka. Żaden z testowanych przeze mnie smartfonów – a testowałem ich już wiele – nie prezentował treści wideo lepiej od Xperii S. Trzeba jednak pamiętać o tym, że osoby przyzwyczajone do ekranów Samsunga mogą odnieść wrażenie, że kolory są tutaj jakby nieco mniej nasycone. To po prostu charakterystyka innego typu ekranu aniżeli AMOLED w Samsungach, trzeba się nieco przyzwyczaić i gdy już to zrobimy, to powrót do przeglądania wideo, czy zdjęć chociażby na Galaxy SII może być nieco… komiczno-bolesny.

Mam tylko jedną uwagę w stosunku do wyświetlacza. Odniosłem wrażenie, że jest on znacznie bardziej podatny na działanie tłuszczu i kurzu niż ekrany w innych smartfonach, przez co w kilka chwil potrafi się cały zapaćkać. Przyda się tu mała szmatka w kieszeni i częste jej używanie, bo obcowanie z doskonałym ekranem Xperii S psute jest niezbyt miłymi efektami wizualnymi ludzkiego tłuszczu na szybie.

Ekran świetnie reaguje na dotyk. Jest przyjemnie miękki, a prędkość reakcji jest doskonale dopasowana do ruchu palcem – nie jest ani za szybko (jak to w iPhone’ach), ani za wolno (jak to w HTC). Nie napotkałem tu również na denerwujące sytuacje, których często doświadczam w smartfonach linii Nokia Lumia, kiedy urządzenie błędnie rozpoznaje moje intencje i zamiast przesunięcia ekranu dotknięcie odbiera jako próbę włączenia aplikacji pod ikoną.

Jak już jesteśmy przy ekranie, to w tym miejscu muszę się nieco poskarżyć na wzornictwo, które Sony stosuje we własnym UI Androida. Nie jestem ani entuzjastą kanciastych czcionek, ani niezbyt urodziwych ikon (szczególnie tych własnych od Sony służących do nawigacji po menu) w smartfonach linii Xperia. Tutaj jest nieco lepiej niż dotychczas (pewnie ze względu na fenomenalny wyświetlacz), ale ciągle stylistyka Sony mało do mnie przemawia. Wolę cukierkowatość Samsunga.

Aparat fotograficzny

Z takim doskonałym wyświetlaczem Xperia S nie może mieć słabego aparatu fotograficznego i… nie ma. 12-megapikselowa matryca – mówiąc kolokwialnie – daje radę. Nie jestem wybitnym fotografem (żeby nie powiedzieć, że tragicznym), ale zdjęcia wykonywane aparatem w Xperia S są po prostu dobre same z siebie. Poziom obrazowania szczegółów, nasycenia kolorów i kontrastu nawet na laiku takim jak ja robią świetne wrażenie. Co więcej, Xperia S wyposażona została w oprogramowanie, które chyba najprościej na rynku pozwala robić zdjęcia panoramiczne – wystarczy po prostu przesunąć telefon od lewej do prawej strony. Tu ode mnie duży plus, bo chyba po raz pierwszy udało mi się zrobić kilka fajnych panoramicznych zdjęć kompletnie bez żadnego wysiłku. W ogóle wydaje się, że amatorzy mobilnej fotografii powinni się zainteresować smartfonem Sony Xperia S, bo urządzenie oferuje dość zaawansowane opcje fotografii, na czele z 3D oraz multi-angle. Ważne jest również to, że zdjęcia wykonywane smartfonem wyglądają równie dobrze na samym urządzeniu, co na komputerze, co – jak wiemy chociażby z przykładu smartfonów Samsunga – nie jest takie oczywiste. Podobną jakość do zdjęć, prezentuje także wideo nagrane kamerą wideo w Xperii S.

Zdjęcie w pełnej rozdzielczości. Kliknij by powiększyć
Zdjęcie w pełnej rozdzielczości. Kliknij by powiększyć
Zdjęcie w pełnej rozdzielczości. Kliknij by powiększyć
Zdjęcie w pełnej rozdzielczości. Kliknij by powiększyć
Zdjęcie w pełnej rozdzielczości. Kliknij by powiększyć
Zdjęcie w pełnej rozdzielczości. Kliknij by powiększyć


Bateria

Niestety bateria w Sony Xperia S nie jest najmocniejszą stroną smartfonu, żeby nie powiedzieć, że jest najsłabszą. Szczególnie dziwnie zachowuje się w trybie czuwania. Wystarczy ustawić podstawowe konto Google’a na pełną synchronizację push, a nawet mimo bardzo biernego użycia, w ciągu dnia bateria potrafi spaść do krytycznego minimum. Przy aktywnym użyciu jest jeszcze gorzej – w moich testach bateria miała problemy, aby wytrzymać pięć, sześć godzin intensywnej pracy. Była to dokładnie taka sama praca, jaką stosuję korzystając na co dzień z Nokia Lumia 710 oraz Samsunga Galaxy SII, więc mam bezpośrednie porównanie. Niestety bateria w Sony Xperia S wydaje się znacznie słabsza niż w wyżej wymienionych urządzeniach. Jeśli Sony Xperia S miałby być jedynym urządzeniem mobilnym w użyciu, to po całonocnym ładowaniu można spodziewać się stresu już wczesnym popołudniem. Według deklaracji producenta bateria w Xperii S ma pojemność 1750 mAh (czyli nie tak wcale mało) i ma działać 420 minut w trybie czuwania. Wątpię, czy komukolwiek uda się osiągnąć ten wynik, jak również pochodnych od niego związanych z odpowiednim użyciem smartfonu w ciągu dnia.

Sposób działania

Pamiętam swoje poprzednie kontakty ze smartfonami linii Xperia. Niejednokrotnie były to frustrujące doświadczenia, głównie ze względu na bardzo niską stabilność pracy urządzeń, notoryczne lagi oraz częste błędy w działaniu poszczególnych aplikacji, które skutkowały wyrzucaniem do ekranu głównego. Tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczy nie doświadczymy użytkując Sony Xperia S. Dzięki silnym bebechom, głównie dwurdzeniowemu procesorowi o taktowaniu 1,5 Ghz od Qualcomma oraz 1 GB pamięci RAM nawigacja po urządzeniu odbywa się płynnie i bez żadnych przestojów. Nie doświadczyłem żadnych lagów, urządzenie świetnie reaguje na komendy wydawane palcem, szybkie przemieszczanie się pomiędzy aktywnymi aplikacjami oraz dynamiczne zmiany. No, ale to dzisiaj obowiązkowy standard. Czasy niemiłosiernie niestabilnego Androida pierwszej generacji (legendarny i strasznie crapowaty G1) już dawno minęły i od flagowych smartfonów poszczególnych producentów oczekujemy płynnego bezbłędnego działania.

Oprogramowanie

Sony Xperia S dostarczana jest z systemem Google Android w wersji 2.3.7, więc na pierwszy rzut oka nie ma się tu zbytnio czym chwalić, skoro na rynku (szczególnie w przypadku nowych smartfonów) standardem staje się Android 4.0. Producent deklaruje, że Xperia S dostanie aktualizację do najnowszej wersji systemu Google’a, jednak nie nastąpi to wcześniej niż… w drugim kwartale 2012 r. Miejmy nadzieję, że będzie to bliżej jego początku, który już za chwilę, aniżeli końca.

Androidową skórkę autorstwa Sony-Ericssona można było kochać lub nienawidzić. Ja zdecydowanie zaliczałem się do tej drugiej grupy użytkowników. Kanciastość czcionek i ikon nawigacyjnych mogę jeszcze przeboleć, ale za to wątpliwej jakości aplikacji i widgetów Sony już nie. Całe szczęście w Xperii S producent dał chyba najwięcej możliwości wyrzucenia swoich własnych usług na Androida w historii linii Xperia, więc z radością to zrobiłem. Po tej operacji, Android w Xperia S jest całkiem znośny, choć oczywiście chciałoby się skorzystać z najnowszych jego dobrodziejstw, chociażby z przeglądarki Chrome, czy nowego sposobu wyświetlania listy aplikacji i widgetów. Taki odarty z widgetów Sony Ericssona Android w Xperia S przypomina nieco… gołego Androida znanego z Nexusa S, co chyba dobrze świadczy o Sony.

O poszczególnych aplikacjach producenta, preinstalowanych w urządzeniu z litości nie będę się wypowiadał. Jedną rzecz muszę jednak pochwalić – możliwość tworzenia folderów z aplikacjami, nawet na dolnej belce z ‘przyklejonymi’ ikonami, które widoczne są na wszystkich aktywnych ekranach jest świetna. Domyślnie telefon uruchomił mi się z folderem multimedia i był to jeden z niewielu elementów jakie preinstalował Sony, którego nie zmieniłem.

Bardzo dobre wrażenie zrobiły na mnie dwa kluczowe elementy UI w Sony Xperia S: dobrze przemyślany ekran startowy oraz wirtualna klawiatura. Na ekranie startowym (lockscreen) bardzo przyjemnie prezentują się powiadomienia. Nieodebrane połączenia oraz nieodczytane wiadomości mogą być od razu z poziomu tego ekranu aktywowane ruchem w prawo palca po ekranie. Wirtualna klawiatura z kolei okazała się kompletnie bezproblemowa od samego początku, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Zawsze bowiem jest tak, że pierwsze kontakty z wirtualną klawiaturą w nowo użytkowanym telefonie skutkują frustrującymi pomyłkami i poszukiwaniami klawiszy funkcyjnych, a tu nie napotkałem na żadne problemy. Jestem przekonany, że gdyby przyszło mi używać Xperii S na co dzień, to szybko doprowadziłbym korzystanie z klawiatury do perfekcji.

Sony Xperia S jest wyposażony w chip NFC, który Sony chce wykorzystywać także do podstawowego korzystania z urządzenia. Smartfon może działać w oparciu o SmartTags, które mogą być użyte do automatycznej zmiany ustawień telefonu związanego z lokalizacją (np. dom, biuro, samochód, itd.). Próbowałem ustawić kilka takich zdefiniowanych miejsc, ale szybko zrezygnowałem patrząc na skomplikowanie tego procesu. Takie bajery to chyba tylko dla naprawdę zagorzałych fanów nowinek. Ciekawi mnie również to, jak używanie na bieżąco SmartTags wpływa na i tak przecież niezbyt wytrzymałą baterię.

Bardzo przyjemna natomiast jest wbudowana przeglądarka internetowa, czyli jedna z najważniejszych, o ile nie najważniejsza aplikacja na smartfonie. Przeglądarka jest bardzo szybka (oczywiście najszybsza będąc w obrębie zasięgu HSDPA), bardzo szybko renderuje nawet przydługawe strony, dobrze działa z multi-touchem i poprawnie dostosowuje się do ekranu. No i obsługuje flasha, więc mogę sobie pooglądać reklamy na Spider’s Web 🙂

Przykra niespodzianka spotka użytkowników komputerów Mac, którzy byliby zainteresowani kupnem smartfonu Sony Xperia S. Niestety mimo wielu prób, nie udało mi się zmusić Maka do rozpoznania podpiętego do komputera telefonu. Smartfon dostarczany jest z wbudowanym programem PC Companion, ale działa on tylko i wyłącznie na Windowsie. Próbowałem szukać informacji w sieci jak podłączyć Xperię S do Maka w celu synchronizacji multimediów, ale… okazało się, że łatwej możliwości nie ma. Gdzieś wyczytałem, że jest jakaś aplikacja Bridge for Mac, ale niestety nie udało mi się jej znaleźć.

Podstawowe dane techniczne

Sony Xperia S posiada dwurdzeniowy procesor 1.5 GHz od Qualomma (MSM8260), 1 giga pamięci RAM oraz dysk o pojemności 32 GB. Bateria wbudowana, niewymienialna. Potrzebna karta SIM – microSIM. Wymiary: 128 x 64 x 10,6. Masa: 144 gram.

Podsumowanie

Sony Xperia S to zdecydowanie najlepszy smartfon z linii Xperia w historii. Nie jest to jednak pierwszy autorski smartfon Sony, lecz produkt przejściowy – już nie Sony Ericsson, ale jeszcze nie w pełni Sony. Mnóstwo elementów, które raziły w poprzednich modelach marki Xperia poprawiono, jednak wciąż sporo tu niekonsekwencji oraz denerwujących błahostek. Sony Xperia S ma jednak kilka bardzo mocny zalet, które zdecydowanie mogą przypaść do gustu potencjalnym konsumentom.

Na plus:
– bardzo przyjemny wygląd przodu urządzenia
– fenomenalny wyświetlacz
– doskonały aparat fotograficzny oraz kamera wideo
– świetna wirtualna klawiatura
– bardzo dobra przeglądarka internetowa
– spory, ponadstandardowy dysk 32 GB

Na minus:
– niezbyt przyjemny wygląd tyłu urządzenia
– bardzo słaba bateria
– stary Android 2.3.7
– mnóstwo crapu od Sony, które trzeba pousuwać z telefonu
– brak oprogramowania współpracującego z systemem OS X

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji