Pogadajmy o Baldur’s Gate 3

31.03.2012
Pogadajmy o Baldur’s Gate 3

Pogadajmy o Baldur’s Gate 3

Baldur’s Gate to taka marka, że nie sposób – nawet w kontekście plotek – nie mówić o ewentualnych kontynuacjach. Zwłaszcza, że choć Tron Bhaala w ewidentny sposób zamykał tę niesamowitą historię, Interplay szybko pozwolił sobie na swoiste apokryfy, a imię ich brzmiało Dark Alliance (i reszta niech będzie milczeniem). Teraz temat Baldur’s Gate 3 znów jest na tapecie, a ja chciałbym zapytać was, jak sobie go wyobrażacie.

Tyle wiemy na pewno: do Baldur’s Gate 3 rozmaici twórcy podchodzili już kilka razy. W 2002 roku były już nawet rozległe plany, sama gra miała zaś nazywać się The Black Hound, stworzona by była na zupełnie nowym silniku Aurora i opowiadałaby historię bardzo bardzo luźno powiązaną z przygodami rodem z Amnu i Wybrzeża Mieczy. Nie udało się – może to i lepiej, jeśli poczytamy jaki był mniej więcej zarys artystyczny.

Zasadniczym problemem Baldur’s Gate 3 jest status prawny marki, która w chwili obecnej rozdarta jest między posiadacza praw do tytułu (Atari) a także twórców systemu Advanced Dungeons & Dragons, w związku z czym już zanim przystąpimy do tworzenia tej produkcji, trzeba się trochę namęczyć ze zdobyciem co najmniej jednej licencji. A dziś już nikt nie odda jej za bezcen, tak jak piętnaście lat temu.

Co więcej, pierwotni twórcy Baldurów – BioWare, a także współpracujące nieco z nim Black Isle czy Interplay w zasadzie rozpierzchły się po świecie. BioWare zostało wchłonięte przez Electronic Arts i w przerwie między robieniem DLC od czasu do czasu wydaje RPG-i, które bardziej się ogląda, niż w nie gra. Druga wielka sierota po Interplay, Obsidian, znany jako “firma, która wydawała gorsze sequele gier BioWare’u” ostatnio wreszcie mógł poczuć się spełniony z kapitalnym wręcz Fallout New Vegas. Obecnie myśli o tym jak zamienić w RPG miasteczko South Park.

Dawne legendy z różnych względów raczej nie będą skore do współpracy z Atari występując w niej w roli podwykonawcy. Dlatego firma będzie musiała poszukać nowego studia. Wątpliwe jest dogadanie się z Bethesdą, która swego czasu udowodniła, że stare dobre produkcje można z sukcesem próbować wskrzesić w naszych czasach. Prawdopodobnie więc Atari musiałoby poszukać zewnętrznego podwykonawcy z niższej ligi.

Niemcy gry RPG produkują równie masowo co filmy pornograficzne i mniej więcej na tym samym poziomie finezji: góry, lasy i doliny kilku elfów, trochę czarów i jakiegoś strasznie wkurzonego smoka. Koniec. Zdecydowanie chętniej w roli podwykonawcy Baldur’s Gate 3 widziałbym nasz rodzimy CD Projekt, który jeśli chce, to potrafi nadać grze odrobiny polotu, na dodatek współpracę z Atari ma już w swoim CV. “Jestem Baldur. Z Polski”. W kategorii kulturalnej niesamowitości po raz pierwszy od dawna zbliżylibyśmy się do Fryderyka Chopina.

Nie tak dawno temu o planach stworzenia Baldur’s Gate 3 przebąkiwał Beamdog, a więc firma, która tworzy edycję rozszerzoną pierwszych dwóch Baldurów, także w wersji na iPada. Co więcej, w swoich ambicjach nie do końca ufa finansom Atari (z którym jest naprawdę nieciekawie) i do współpracy na podobnych zasadach co Brian Fargo, chcieliby zaprosić także hojnych graczy. Baldur’s Gate 3 robiony przez anonimowe niemal studio, które jest tak biedne, że gracze muszą dorzucać się do procesu tworzenia? To brzmi jak profanacja.

A nawet gdyby znalazł się godny wykonawca Dzieła, to stoją przed nimi setki wyzwań z kategorii niemal niemożliwych. No bo czy zachować oldskulowy rzut izometryczny, który ucieszy dziadków i odstraszy każdego kto ma mniej niż 15 lat? A jeśli w trójwymiarze, to czy – tak jak kiedyś – można dotknąć wszystkiego niczym w Skyrim, czy też jednak lepszy byłby model a’la Dragon Age, gdzie prowadzeni przez rękę robimy wszystko dokładnie tak jak wymarzyli to sobie twórcy.

No i wreszcie – kluczowa kwestia. Fabuła. Czy Baldur’s Gate 3 ma być prawo kolejną już grą z serii, w której nawet na krok nie zbliżamy się do ukochanych Wrót Baldura? Czy kontynuacja tak wielkiej sagi, po tylu latach, powinna opowiadać zupełnie nową historię? A jeśli nie – jak powrócić do dawnych bohaterów, których dalsze losy znamy niemal do ostatnich ich dni. Co z chomikiem Boo? Sensownym wyjściem z tej sytuacji byłby godny prequel, który odesłałby nas wprost do Czasów Niepokoju, gdy bogowie zstąpili na ziemie Faerunu. Wcielić się w Cyrika, który zajmuje miejsce Bhaala? Ja taką historię kupiłbym w ciemno. Ostatecznie – w ramach kompromisu oczywiście – mógłbym pokierować losami Sarevoka, który jest chyba najciekawiej zbudowanym czarnym charakterem jakiego spotkałem w grach komputerowych.

Reasumując (tl;dr) – Baldur’s Gate 3 tylko na silniku Skyrima, z masą pobocznych questów, najchętniej znów na Wybrzeżu Mieczy, mile widziani starzy bohaterowie. Chyba, że mowa by była o prequelu, ale wtedy motyw rywalizacji bogów ze śmiertelnikami wynagrodziłby brak wszystkich smaczków. Powiem krótko: byłbym w niebie.

A jakiego wy byście chcieli Baldur’s Gate 3? Opowiedzcie mi o tym!

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement