Druga młodość perły z lamusa: będzie remake UFO Enemy Unknown!

30.03.2012
Druga młodość perły z lamusa: będzie remake UFO Enemy Unknown!

Druga młodość perły z lamusa: będzie remake UFO Enemy Unknown!

Trwa niemałe zamieszanie wokół powstających właśnie dwóch gier marki Xcom. Pierwsza z nich ma być taktycznym shooterem, co wzbudziło donośny protest nieco starszych graczy. Druga z kolei podoba się starszym graczom, za to młodsi zupełnie nie rozumieją czym się tu ekscytować, skoro nic nie wybucha i nie ma dynamicznej akcji. To ja może wyjaśnię skąd to całe zamieszanie…

UFO: Enemy Unknown to jedna z tych gier, przez które zapewne umrę wcześniej, wrażliwszy na jakąś chorobę. To gra, przez którą młody gówniarz Maciek, zamiast się wysypiać jak każde zdrowie dojrzewające dziecko, zarywał jedną noc za drugą, układając pod drzwiami pościel, by rodzice nie dostrzegli światła monitora, i że trzecia nad ranem, a Maciek dalej gra w te głupie gry. To była gra ze wszech miar genialna, wciągająca i błyskotliwa. Nie była do końca czymś zupełnie nowym, ale wymieszała pomysły z innych gier których nie znałem, dodając dużo od siebie. Ale zacznijmy od początku.

UFO: Enemy Unknown było grą strategiczną składającą się z dwóch trybów. W pierwszym, zarządzaliśmy w czasie rzeczywistym naszymi bazami, budowaliśmy nowe budynki, martwiliśmy się o ekonomię, inwestowaliśmy w nowe technologie i wynalazki. W drugim musieliśmy wykonywać misje w trybie turowym, dowodząc grupką żołnierzy i pojazdów. Naszym przeciwnikiem był tajemniczy wróg z kosmosu. Nie wypowiedział nam on jednak wojny. Gra trafiła w swój czas dzięki wyjątkowo modnemu (i do dziś moim ulubionemu) serialowi „Z Archiwum X”. Kosmici nie wytoczyli przeciwko nam swojej armady, jak w Dniu Niepodległości. Podobnie jak w serialu, porywali ludzi, infiltrowali struktury rządowe, siali niepewność, terror i panikę. By z nimi walczyć powołano specjalną, międzynarodową organizację Xcom. Dowództwo powierzono tobie, graczu.

Xcom ma swój budżet, zespół naukowy, inżynieryjny i militarny. Niestety, bardzo skromny. Pozyskiwanie dalszych funduszy i zasobów należało już do ciebie. A ONZ, jak zawsze, bardziej przeszkadza niż pomaga. Najlepszą metodą na rozwój, jak się szybko okazuje, jest walka z kosmitami. Dzięki doświadczeniu nabytym w walce rozwijali się żołnierze, a dzięki technologiom pozyskanym z rozbitych latających talerzy i martwych kosmitów (lub przesłuchiwaniu żywych) zyskiwaliśmy nowe technologie i pieniądze z ich sprzedaży. Rzecz jasna, im dalej w las, tym trudniej. Działania kosmitów stają się coraz intensywniejsze, z czasem zamiast porywać wieśniaków i patrolować przestworza, zaczynają swoje pierwsze ataki na poszczególne miasta. Nigdy nie ma czasu na odpoczynek, nigdy Xcom nie jest na tyle potężny, by spać spokojnie i wiedzieć, że teraz to już pójdzie jak po maśle.

UFO: Enemy Unknown powstawał w bólach. Jego twórcy długo nie mogli znaleźć wydawcy, a sama gra była przeprojektowana kilka razy (zaczęło się od bycia drugą częścią Laser Squad…), będąc nieraz na skraju anulowania produkcji. Ostatecznie wydał ją Microprose (ci od Cywilizacji). Gra była tworzona w wersji dla MS-DOS, jednak Microprose zarządził prace nad portami dla Amigi, Amigi CD32 i PlayStation. Nie była jednak promowana. Microprose nie wierzył w jej sukces. Nie wiedział, że średnia ocen wyniesie 93/100 (wg Metacritic), a gra zostanie po kilku latach mianowana klasykiem wszechczasów.

O sukcesie UFO zadecydowały dwa elementy: mechanika i klimat. Gra była bardzo trudna, ale łatwa w obsłudze. Wydarzenia generowane były losowo, więc nawet po jej przejściu można było zacząć przygodę od nowa i nie być znudzoną lub znudzonym. To, co było jej najmocniejszą stroną, to część taktyczna. Ten tryb rozgrywki pozwalał na niespotykaną wcześniej złożoność zabawy, która zarazem nie była frustrująca. Każdy z żołnierzy miał indywidualne „parametry”, które rozwijał wraz z doświadczeniem. Inaczej strzelał, gdy miał czas na wymierzenie broni w przeciwnika, inaczej, gdy strzelał serią w popłochu. Każdy rodzaj broni miał zupełnie inne działanie na przeciwnika. Wszystko zależało od punktów akcji przydzielanych co turę. Liczyło się nawet morale żołnierzy: żółtodzioby łatwo wpadały w panikę i w trudnych sytuacjach ratowali się ucieczką, nie radząc sobie psychicznie z sytuacją. Losowo generowane plansze, na początku banalnie proste, z czasem stawały się złożone, wielopoziomowe, dając graczowi duże pole do popisu i kreatywności. Pojedyncza misja pod koniec gry potrafiła w efekcie trwać nawet parę godzin. A mimo to nie czułem znużenia. To dzięki wyżej wspomnianemu klimatowi. UFO, mimo iż nieco groteskowe, było mroczne i tajemnicze. Nie przypominam sobie innej „turówki”, która potrafiła tak wkręcić a nawet nieraz przestraszyć. Ciekawa oprawa graficzna, mistrzowska oprawa muzyczno-dźwiękowa z pewnością się do tego przyczyniły, wspomagane przez (tak, wiem, powtarzam się) genialną mechanikę samej gry i tajemnicę, która intryguje i domaga się rozwikłania.

Gra doczekała się wielu kontynuacji. Niestety, poziom trzymał tylko sequel, który wprowadził nowy element do gry: misje podwodne. Niestety, im dalej tym gorzej. Seria na tyle mocno podupadła, że w pewnym momencie nie było sensu jej kontynuować. UFO: Enemy Unknown i Xcom: Terror From The Deep to klasyki. O reszcie warto zapomnieć i udawać, że nigdy nie zaistniały.

Wtem! Wiele lat później 2k Games ogłasza, że reaktywuje markę. Pokazano pierwsze zrzuty ekranu. Budziły mieszane uczucia, z uwagi na zupełnie inną estetykę, ale też intrygowały. Były „obce” i tajemnicze na swój sposób. A potem się okazało, że gra będzie shooterem. Teraz już rozumiecie ten lament? Najważniejsza część UFO, która uczyniła tę grę legendą, została wycięta. Bo przecież to XXI wiek, era konsol i szybkiej zabawy. Turówka się nie sprzeda. Prawda? Guzik prawda. Nowe UFO (nazwane XCOM) kupię, bo lubię shootery. Ale z oryginału pozostał tylko wątek strategiczny, czyli zarządzanie samą organizacją. W trybie taktycznym zamiast dowodzić grupką komandosów bierzemy gnata we własne ręce, by rozprawić się z kosmitami. Gra wygląda bardzo intrygująco, myślę, że będę się przy niej dobrze bawił. Ale to nie to. To nie to. Lamentowałem z resztą starszych graczy.

Aż tu nagle! (bo „wtem!” już było) Studio Firaxis stwierdziło, że turówka może się jednak sprzedać. Twórcy Cywilizacji stwierdzili, że również mają zamiar reaktywować markę. Ale nie będą psuć niczego. Powstaje nowe UFO (pod tytułem XCOM: Enemy Unknown), które będzie oparte o dokładnie to samo, co pierwsza część. Ktoś chyba słyszał moje donośne „hip hip hurra!”, a konkretniej wydawnictwo Cenega. Zaproszono mnie jako reprezentanta Spider’s Web (a także Chipa i Gamblera, przez co byłem trzy razy na liście, ale ciii…) na pierwszą w historii polskiego „growego” PR-u prezentację gry przez samych jej twórców. Z grupką dziennikarzy innych tytułów posadzono nas przed stucalową plazmą, twórcy gry weszli na scenę i po krótkim wprowadzeniu i użeraniu się z deweloperską wersją Xboxa (tak, gra będzie również na konsole, i to obie). Zanim napiszę o samej prezentacji, muszę tu pochwalić Cenegę: nigdy wcześniej nie ściągano do Polski VIP-ów zza oceanu, by pokazali ekskluzywną (na światową skalę) prezentację o „hitowej” grze. Panowie (i Panie?): brawo!

XCOM: Enemy Unknown zapowiada się po prostu genialnie. Starsi gracze: wyobraźcie sobie „nasze” UFO z ślicznej, trójwymiarowej grafice HD. Wyobraźcie sobie, że zamiast statycznych bitmap, nasze bazy żyją, składają się z ruchomych elementów, w koszarach trenują komandosi, w laboratoriach grupki naukowców pracują nad kolejną technologią obcych. Wszystko tętni życiem jak w Settlersach. A tryb taktyczny? Nie zmieniono nic… i bardzo dobrze! Dalej jest turowo. Dalej jest tajemniczo, mrocznie, ciekawie. Interfejs został tylko zmieniony, ale na plus. Zamiast panelu zarządzania na 1/3 ekranu mamy menu kontekstowe, pojawiające się tylko w razie potrzeby. No i jest grafika 3D. Obawiałem się, że będzie mnie to irytować, ale dynamiczne najazdy kamery zostały zrobione w sposób przemyślany, a nie tylko widowiskowy. W momencie strzału, kamera ląduje na skroni żołnierza, by pokazać jego pole widzenia w momencie strzału. Jak ktoś (lub coś) ginie, również mamy zbliżenie, by wprowadzić nieco dynamiki do rozgrywki. Na szczęście nie jest to widowiskowość a’la Call of Duty: zlikwidowano statykę, ale gra nie zamienia się w teledysk z MTV: buduje napięcie muzyką, dźwiękiem, rozwojem wydarzeń a nie świecidełkami i błyskotkami. Na ewentualne pytania chętnie odpowiem w komentarzach.

Gra pojawi się jeszcze w tym roku. W Polsce sprzedawać ją będzie Cenega. Dostępna będzie w wersji na Playstation 3, Xbox 360 i Windows. Nie wyklucza się również wersji dla OS X, aczkolwiek decyzja nie została podjęta. A „strzelankowy” XCOM? A kogo to obchodzi…

Chcę też serdecznie pozdrowić chłopaków z PCArena.pl, którzy byli dla mnie tak niezrozumiale mili, nosząc mi soki i ciastka z cateringu (sic!), że nie mogę o nich tu nie wspomnieć 🙂

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement