Wirtualne leczenie, rzeczywiste problemy

11.02.2012
Wirtualne leczenie, rzeczywiste problemy

Wirtualne leczenie, rzeczywiste problemy

Autorem tekstu jest Michał Jakubowski. Tekst pierwotnie ukazał się w najnowszym wydaniu magazynu „Teberia”, w którym pojawiła się także moja relacja z ostatnich targów CES w Las Vegas. Magazyn „Teberia” dostępny jest za darmo na stronie: www.teberia24.pl.

Telemedycyna, czyli świadczenie usług medycznych na odległość to może już nie całkiem nowe zjawisko w medycynie, ale w Polsce to nadal świeża dziedzina, która może okazać się niezłym panaceum na bolączki rodzimej służby zdrowia. A jednak trudno jej zaistnieć w Polsce.

Telemedycyna w znaczeniu takim, jak sobie to wyobrażają niektórzy, iż chorzy nie będą musieli odwiedzać lekarza (gdyż ten ich zbada na odległość) – jest wciąż pieśnią przyszłości. Niemniej kuszącą, bo mogłoby to wyglądać w następujący sposób: łazienkowa waga oraz aparaty do pomiaru ciśnienia i poziomu cholesterolu, połączone za pomocą komunikacji bluetooth z komputerem, przesyłają nasze wyniki do lekarza rodzinnego, a on mailem przysyła zalecenie, by wobec poprawy zmniejszyć dawki zażywanych leków. Eh, perspektywa kusząca, ale wciąż odległa.

Telemedycyna stosowana w polskiej medycynie nie ma aż tak mocno zaawansowanego wymiaru technologicznego. Powszechnie już stosowane badania telekardiologiczne, polegają na tym, iż pacjent ma przyłożone do ciała elektrody, monitorujące pracę jego serca, dokonuje zapisu i wysyła dane do lekarza za pośrednictwem telefonu stacjonarnego lub komórkowego. Wielu pacjentów zawdzięcza tej wydawałoby się prostej usłudze przynajmniej spokój, jeśli nie życie – uważają specjaliści.

Telemedycyna wobec kryzysu powszechnego systemu zdrowia może jednak odegrać znaczącą rolę. Dzięki niej można zwiększyć dostęp do świadczeń zdrowotnych, zwłaszcza w tak kluczowych obszarach jak kardiologia oraz wyrównać dysproporcje występujące w różnych regionach Polski.

Dawniej proporcja między świadczącymi usługi medyczne a ich odbiorcami przemawiała na korzyść tych drugich. Obecnie na każdego lekarza przypada kilkanaście osób. Społeczeństwo się starzeje i sytuacja jeszcze się pogorszy. W systemie telemedycyny jeden lekarz odpowiednio wyposażony pod względem technicznym będzie mógł świadczyć usługi wielu pacjentom, żyjącym nawet w odległych, trudno dostępnych regionach

– tłumaczy prof. Ryszard Tadeusiewicz z AGH, znany nie tylko w Polsce specjalista w dziedzinie telemedycyny.

Zdalna opieka to najlepsze rozwiązanie dla pacjenta, który pozostaje w domu. Korzyść płynie też z ekonomicznego punktu widzenia – koszt takiej opieki jest znacznie niższy.

Dzięki telemedycynie możliwe jest udzielenie skutecznej pomocy przy niewielkiej liczbie personelu medycznego oraz nadzór nad prawidłowym przebiegiem rehabilitacji

– mówi prof. Ryszard Tadeusiewicz.

Obszarem, w którym telemedycyna może wykazać się największą efektywnością (przynajmniej w Polsce) są telekonsultacje, coraz częściej wykorzystywane w naszej służbie zdrowia. Telekonsultacje odgrywają szczególną rolę na wsi i w miasteczkach. Umożliwiają bowiem małym ośrodkom medycznym dostęp do szybkich konsultacji wysokiej klasy specjalistów medycznych, jak również do aktualnych informacji, szkoleń i danych medycznych.

Przykładem bardzo udanego systemy telekonsultacyjnego jest aplikacja TeleDICOM, która powstała dzięki połączenie wiedzy informatycznej i medycznej, a ściślej współpracy naukowców AGH z lekarzami z krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.

Prof. Krzysztof Zieliński z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Elektroniki AGH wyjaśniając koncepcję TeleDICOM odwołuje się do przykładu: „Szpital w Tarnowie wykonuje zabiegi koronarografii, ale nie ma tam oddziału kardiochirurgii. Kiedy lekarze widzą trudny przypadek, mogą z użyciem tego oprogramowania połączyć się ze szpitalem w Krakowie. Dane medyczne uzyskane podczas badania mogą oni niemal natychmiast i interaktywnie skonsultować z ekspertami z Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II. Chirurdzy zastanowią się, co zrobić z takim pacjentem – czy go natychmiast przywieźć do Krakowa i położyć na stole operacyjnym, czy można jeszcze poczekać, czy podjąć jeszcze jakąś inną decyzję”.

Podejmowanie szybkich decyzji jest niezwykle ważne zwłaszcza w kardiochirurgii.

Zanim rozwinęła się telemedycyna, lekarze, którzy mieli do czynienia ze skomplikowanymi przypadkami, musieli wsiadać w samochód i jechać do odległego szpitala z wynikami badań pacjenta zapisanymi na płytce CD. To zdecydowanie wydłużało czas podejmowania decyzji

– wyjaśnia dr Andrzej Gackowski z krakowskiego szpitala.

Kluczowe dla współczesnej medycyny jest dzielenie wiedzy eksperckiej. Ostatnio zdarzyły się przypadki śmiertelne, gdyż przez tydzień nie było w szpitalu radiologa. Coraz częściej nie jest problemem samo przeprowadzenie badania. Kłopot może polegać na znalezieniu eksperta, który oceni, co jest na obrazie i jaka diagnoza powinna być postawiona. Tomograf może być niebawem w każdym szpitalu, ale nie wszędzie będzie odpowiednio wykwalifikowana kadra, która będzie potrafiła zinterpretować złożone przypadki. W takich sytuacjach możliwość przesłania danych i bezpośredniej konsultacji jest nieoceniona

– przekonuje profesor Zieliński.

Choroby układu krążenia są w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów. Blisko 3 miliony osób jest z tego powodu niepełnosprawnych. Jedna z przyczyn takiego stanu rzeczy to słaby dostęp do świadczeń kardiologicznych. Potwierdza to fakt, że o ile w miastach z powodu chorób układu krążenia umiera 417 osób na 100 tysięcy mieszkańców, to na wsiach – 505 osób na 100 tysięcy. Liczby najlepiej obrazują skalę problemu, ale i potencjał nowoczesnych technologii, w naszym konkretnym przypadku aplikacji TeleDICOM.

TeleDICOM stanowi doskonałą odpowiedź na problem dostępu do specjalistycznych świadczeń, gdyż pozwala lekarzom w sposób zdalny i interaktywny konsultować między sobą wyniki badań obrazowych swoich pacjentów. Narzędzie, po 4 latach od chwili wprowadzenia jest już wykorzystywane w ponad trzydziestu szpitalach i ośrodkach w Polsce południowej. Te same dane mogą jednocześnie analizować eksperci z klinik w Krakowie, Zabrzu i Aninie – trzech najważniejszych polskich ośrodków kardiologicznych.

Obrazowe dane medyczne pochodzące na przykład z tomografii komputerowej, koronarografii albo ultrasonografii mogą być jednocześnie analizowane w różnych placówkach medycznych i komentowane przez ekspertów

– mówi prof. dr Zieliński.

Jeżeli dane mają, jak w przypadku koronarografii, formę filmu, to przy zatrzymaniu animacji ta sama klatka pojawia się na monitorach wszystkich lekarzy. Specjaliści mogą mierzyć na przykład przekroje naczyń krwionośnych, przedyskutować właśnie tę a nie inną klatkę, na której kontrast rozłożony jest odpowiednio dla szczegółowej analizy. Dodatkowo dzięki oprogramowaniu może dokonać pomiarów, np. grubości aorty czy prędkości przepływu krwi przez zastawki. Lekarze mają do dyspozycji kolorowe kursory, dzięki którym wskazują wybrany fragment obrazowego wyniku badania, by zwrócić uwagę na ważne obszary.

Jeden z twórców systemu, dr Łukasz Czekierda, podkreśla wyjątkową cechę aplikacji jaką jest interaktywność – Większość systemów konsultacyjnych nie jest interaktywna. Interaktywność w systemie TeleDICOM polega na tym, że dowolna liczba uczestników (lekarzy) z różnych ośrodków medycznych dołącza do tej samej sesji konsultacyjnej i w tym samym czasie pracuje nad wynikami badań, który właśnie są omawiane. Ich widoki są w pełni zsynchronizowane. Jeśli lekarz np. w Sanoku zatrzymuje obraz badania koronarograficznego i powiększa go na klatce szóstej, pozostali uczestnicy też to widzą. Użytkownicy naszego systemu mają możliwość wchodzenia w interakcję z pozostałymi uczestnikami sesji konsultacyjnej. Takie rozumienie systemów telekonsultacyjnych jest jak dotąd bardzo rzadkie i odróżnia aplikację TeleDICOM od innych rozwiązań.

System wyposażony jest również w możliwość komunikacji głosowej oraz czatowania. Tym samym interakcja jest pełna i dotyczy nie tylko synchronizacji widoku, ale również komunikacji głosowej.

To nic innego jak przeniesienie klasycznego konsylium lekarskiego do wirtualnej przestrzeni

– mówi prof. Krzysztof Zieliński.

Oprócz codziennych konsultacji, specjaliści organizują tzw. „wieczory kominkowe”.

Umawiamy się w sieci. Każdy z nas może być w swoim miejscu pracy albo po prostu w domu, z laptopem na kolanach. Na monitorze wyświetlają się nam te same dane obrazowe. Wspólnie omawiamy najtrudniejsze przypadki i zastanawiamy się nad optymalnym sposobem leczenia

– mówi dr Gackowski.

Prace nad systemem trwały prawie osiem lat. Trzy lata temu wystartowała jego pilotażowa edycja.

To jedyny tego typu system w Polsce, nie spotkałem się z podobnym także na świecie. Cały czas pracujemy nad jego udoskonaleniem

– dodaje prof. Zieliński.

Ze względu na poufny charakter danych osobowych pacjentów oraz wyników badań, dużo uwagi zwrócono na zastosowanie odpowiednich mechanizmów bezpieczeństwa, uniemożliwiających przechwycenie lub zmodyfikowanie tych danych przez osoby niepowołane. Podstawą systemu jest bezpieczna transmisja danych otrzymywanych z ośrodków lokalnych. Przesyłana treść jest zaszyfrowana, a kompletność danych gwarantowana – transmisja działa na zasadzie wszystko albo nic: dostęp do danych jest możliwy wyłącznie w przypadku w 100% bezbłędnej transmisji. TeleDICOM jest zabezpieczony na okoliczność problemów z siecią – transmisja przerwana z dowolnego powodu zostaje automatycznie wznowiona np. po usunięciu awarii.

Oprogramowanie było testowane już w układzie międzynarodowym, m.in. ze szpitalem w Berlinie, z Francją, a nawet organizowano sesje przez Atlantyk – w trudnych przypadkach jest więc możliwość konsultacji w skali globalnej.

Obecnie realizowanych jest ponad 200 konsultacji miesięcznie, a od początku wdrożenia liczba ta przekroczyła już 5 tys. Do tej pory krakowscy lekarze połączyli się ze specjalistycznymi ośrodkami w Dreźnie, Glasgow, Lionie czy Chicago.

I o ile TeleDICOM jest narzędziem skutecznym, o tyle funkcjonuje w mało doskonałym otoczeniu.

Małgorzata Rusin, kierownik zespołu technologii informatycznych i telemedycznych krakowskiej lecznicy podkreśla, że szpital nie traktuje telekonsultacji jako usługi prywatnej, co znaczy, że lecznice nie ponoszą żadnych kosztów telekonsultacji. Placówka przyjmuje wyniki do konsultacji bez różnicy – czy dotyczą pacjenta hospitalizowanego w jednostce, czy pacjenta „zdalnego”.

Mimo że ponosimy wszelkie koszty utrzymania systemu, w tym personalne, nie pobieramy obecnie za telekonsultacje żadnych opłat. Istnieje ryzyko, że gdybyśmy je wprowadzili, część placówek zrezygnowałaby z konsultacji

– mówi Małgorzata Rusin na łamach portalu rynekzdrowia.pl.

Szpital jest jednak zmuszony do występowania o dofinansowanie z zagranicy. Ponad 2 mln euro wsparcia udzieliły mu Norwegia, Islandia a nawet Liechtenstein, gdzie nie jest już kwestionowana większa skuteczność tej metody i efektywność w porównaniu do medycyny tradycyjnej. Powód? Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce finansować żadnych świadczeń z zakresu telemedycyny, bo – jak argumentują urzędnicy – nie ma ich w katalogu świadczeń, finansowanych z pieniędzy publicznych.

I choć telemedycyna, co pokazuje opisany system TeleDICOM przysparza namacalnych korzyści pacjentom, szpitalom, a także Państwu, to niestety, jak twierdzą eksperci brakuje zainteresowania organów państwowych, finansów, regulacji prawnych i przekonania, że telemedycyna naprawdę pozwala zmniejszyć koszty opieki medycznej.

Co więcej, według raportu Centrum Systemów Informatycznych Ochrony Zdrowia, nie wszystkie szpitale w Polsce dysponują rzeczą dziś niezbędną (obok telefonu), by zdalnie monitorować stan zdrowia i utrzymywać kontakt z pacjentami. Aż jedna trzecia szpitali przebadanych przez CSIOZ nie miała w 2010 r. dostępu do Internetu. Tylko pięć z blisko 190 placówek wykorzystywało Internet w kontaktach z pacjentem do uzgadniania terminów w przychodni przyszpitalnej, a w czterech (czyli 2 proc. badanych) dostęp do globalnej sieci służył do uzgadniania hospitalizacji.

A to nie wszystko. Małgorzata Rusin wskazuje, że wdrażanie rozwiązań telemedycznych rodzi wiele pytań natury prawnej.

– Jak choćby to, gdzie leży odpowiedzialność za telekonsultację?

Obecnie taka konsultacja może być tylko podpowiedzią dla innego lekarza.

Możemy sobie jednak wyobrazić ekstremalną sytuację, że na podstawie przysłanych badań pacjent nie zostanie zakwalifikowany do zabiegu i nie będzie to dla niego korzystne.

Pytanie, kto ponosi za to odpowiedzialność?

Michał Jakubowski

Źródła: AGH, PAP/Nauka w Polsce, Rynek Zdrowia

 

Dołącz do dyskusji

Advertisement