Walka z piractwem w oparach absurdu, vol. 2: zabezpiecz router albo cię pozwiemy

07.02.2012
Walka z piractwem w oparach absurdu, vol. 2: zabezpiecz router albo cię pozwiemy

Walka z piractwem w oparach absurdu, vol. 2: zabezpiecz router albo cię pozwiemy

Przyznać trzeba, że amerykańskie firmy  potrafią zaskoczyć pomysłowością w walce z piractwem. Mieliśmy już sprawę serwisu CNET.com, który został oskarżony o wspieranie piractwa tylko dlatego, że udostępniał do pobrania klienta BitTorrent, ale teraz mamy coś jeszcze fajniejszego. Firma Liberty Media Holdings złożyła właśnie do sądu w Massachusetts pozew, w którym grupie pozwanych zarzucono, że uczestniczyli w nielegalnym dystrybuowaniu filmów (gwoli ścisłości: gejowskiego porno), ponieważ… nie zabezpieczyli właściwie swoich sieci WiFi.

W skrócie rzecz ujmując, wygląda to tak (podaję za PCWorldem): przedstawiciele Liberty Media Holdings namierzyli ok. 50 mieszkańców Massachusetts – z ich IP pobierano/udostępniano za pośrednictwem BitTorrenta film. Co ważne, sam powód przyznaje w pozwie, że te osoby (zarówno wymienione z imienia i nazwiska, jak i anonimowe, opisane jako “abonent numeru IP XXX”) prawdopodobnie nie były bezpośrednio zaangażowane w pobieranie/udostępnianie filmu.

Chodzi o to, że osoby te stworzyły otwarte sieci WiFi, do których podłączali się obcy i korzystając z łącza dystrybuowali ów feralny film. Najpewniej chodzi tu o treści pobierane z BitTorrenta – bo to w tym systemie użytkownik domyślnie udostępnia pobierany film.

W pozwie napisano m.in.

Pozwani nie zabezpieczyli odpowiednio swojego łącza internetowego – chodzi tu zarówno o możliwość fizycznego podłączenia się do routera kablem sieciowym, jak i podłączenie się do niezabezpieczonej sieci WiFi. To zaniedbanie pozwoliło innym osobom na nielegalne kopiowanie i udostępnianie filmu, do którego prawa posiada powód.

Autorzy pozwu domagają się w tej sytuacji od wszystkich 50 pobranych… zabezpieczenia swoich sieci oraz, rzecz jasna, wypłacenia odszkodowania.

Tak na pierwszy (i drugi, i trzeci też) rzut oka, to wszystko wydaje się jedną wielką bzdurą – na tyle dużą, że nawet zadziwiające niekiedy swoimi werdyktami amerykańskie sądy powinny wykazać się rozsądkiem i w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnić przedstawicielom Liberty Media Holdings co mogą zrobić ze swoim pozwem. Swoją drogą, gdyby jednak stało się inaczej, to ja oczyma wyobraźni już widzę te setki pozwów przeciwko restauracjom, lotniskom i ratuszom oferującym darmowe WiFi.

Ale w tej sprawie interesujące jest zupełnie coś innego – oto widzimy, na jak absurdalne pomysły mogą wpadać autorzy pozwów o piractwo. Zauważmy, czego tak naprawdę domaga się tutaj powód – przedstawiciele Liberty Media Holdings chcą decydować, jak ktoś zupełnie z nimi nie powiązany podejmował pewne działania i w jakimś sensie ograniczał swoją swobodę tylko po to, by zadbać o ich interesy. Ok, faktem jest, że tworzenie otwartej sieci WiFi nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem na świecie – ale karanie kogoś za to, że nie chce lub nie potrafi (bo dla znacznej części użytkowników wcale nie jest to takie łatwe zadanie) jej zabezpieczyć jest po prostu idiotyzmem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement