Serwis dla młodzieży, bez dorosłych… ale o co chodzi?

08.02.2012
Serwis dla młodzieży, bez dorosłych… ale o co chodzi?

Serwis dla młodzieży, bez dorosłych… ale o co chodzi?

Zainteresowała mnie dzisiaj informacja prasowa, jaką otrzymałem od nowo startującego serwisu o tajemniczej nazwie jo-ki.com (przy okazji, chwała temu, kto bez problemu zapamięta i bez pomocy wujka G. będzie wracał do projektu). Sama nazwa niewiele mówi, prawda?

Gdy wejdziemy na stronę też zbyt prędko nie odgadniemy co autor miał na myśli tworząc grafikę, na której para rozkosznych dzieciaków swoją mową ciała mówi nam – stop! To było pierwsze negatywne wrażenie, ale nie zrażony tymże niefortunnym graficznym zabiegiem postawiłem poszperać dalej i po przeczytaniu informacji prasowej, oraz przewertowaniu projektu on-line chciałem się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.

Czy czegoś się dowiedziałem? Absolutnie niczego. Nie mam zielonego pojęcia do czego portal ma służyć, w jaki sposób ma rywalizować z konkurencją i jakie proponuję rozwiązania by rozwiązać problemu o których mowa w informacji prasowej, którą otrzymałem.

Cytując:

Ostatnie wydarzenia związane z ACTA uświadamiają wszystkim jak wiele jest jeszcze do rozwiązania problemów związanych z Internetem. Jedną z wciąż nie rozwiązanych kwestii jest bezpieczeństwo dzieci w sieci. Prób w tym zakresie było wiele, ale żadna z nich do tej pory nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Dosłownie w tej chwili startuje  kolejna propozycja. Ta koncepcja różni się jednak od pozostałych.

Po raz pierwszym mamy bowiem do czynienia z tak bezpiecznym serwisem skierowanym do dzieci i młodzieży. Jest to www.jo-ki.com, pomysł w całości polski, który powinniśmy rozpowszechnić za granicą. Serwis właśnie startuje i przy okazji dyskusji nad ACTA jego twórców ogarnęły obawy. Czy użytkownicy będą mogli swobodnie wyrażać swoje myśli i korzystać z dóbr kultury? Jakie będą przyszłe obowiązki administratorów? Jakie koszty będziemy ponosić z tego tytułu? W jakim zakresie będziemy odpowiedzialni za działania użytkowników? To mały start-up z wielkimi ambicjami, ale jak wszyscy chcielibyśmy wiedzieć dokąd zmierzamy.

Zaproponowane przez jo-ki.com rozwiązania są innowacyjne i niezwykle istotne, zwłaszcza w czasach kiedy mało kto wie jak dbać o najmłodszych użytkowników Internetu. jo-ki.com to pierwszy na świecie serwis skierowany do dzieci i młodzieży o tak zaawansowanym poziomie bezpieczeństwa. Dostęp do serwisu jest całkowicie zamknięty dla użytkowników mających więcej jak 16 lat.

Wyjątkowy system rejestracji konta na jo-ki.com pozwala już na samym początku wyeliminować
z grona użytkowników osoby dorosłe. System, korzystając z możliwości jakie daje oko kamery, rejestruje każdego, kto chce dołączyć do społeczności jo-ki.com. Ta i inne procedury jo-ki.com stwarzają szansę na wprowadzenie najprawdopodobniej najbezpieczniejszych rozwiązań w dziedzinie ochrony dzieci i młodzieży w sieci, nie tylko w Polsce czy Europie ale na całym świecie.

Na czym polega ten niezwykle innowacyjny proces weryfikacji konta? Otóż po uzupełnieniu danych osobowym w zwykłym formularzu przechodzimy na stronę, której zadaniem jest uruchomienie naszej kamery internetowej i nagranie 10 sekund z naszego życia. Jak mniemam ma to na celu zweryfikowanie cech fizycznych potencjalnego użytkownika. Co w wypadku, gdy wiele osób wygląda znacznie młodziej, lub starzej? W jaki sposób konkretnie odbywa się weryfikacja? Tego nie wiadomo, ale jeżeli serwis zdobędzie popularność to współczuje temu, kto będzie musiał przeglądać wszystkie filmy nagrane przez użytkowników. Z całą pewnością będzie to jeszcze lepsza zabawa niż obserwowanie ludzi na Chatroulette.

Z ciekawostek. Podczas rejestracji dowiedziałem się np., że Łódź w której mieszkam leży w województwie Wielkopolskim, ot co.

Z całym szacunkiem dla twórców serwisu. Jeżeli chcą oni konkurować z projektami, o podobnej tematyce, takimi jak na przykład Togetherville.com będący od nie dawna własnością Disneya, to powinni choć w najmniejszym stopniu wyjaśnić potencjalnym użytkownikom jakie korzyści płyną z korzystania z ich serwisu. Wytłumaczyć, dlaczego mieliby się przesiąść z wygodnego siodła, tylko po to by korzystać z czegoś co jest aż tak nie jasne. Tego wszystkiego brakuje, a same rzucanie na lewo i prawo frazesami w stylu “Pokaż swoje ulubione”, Dziel się swoimi pasjami” etc. działać może jak broń obusieczna. Użytkownicy zirytowani brakiem obiecanych możliwości szybko jo-ki.com opuszczą i wymażą adres z pamięci.

Idea sama w sobie jest fajna – chcesz poznać Davida z Nowego Yorku, nic prostszego – wystarczy, że dołączysz do jo-ki.com. Rzecz w tym, że na świecie jest już przynajmniej kilka serwisów, które oferują usługi skupione wokół rozwiązywania podobnych problemów z komunikacją międzynarodową wśród dzieci i młodzieży. Poza tym, czy aby na pewno rodzicie chcieliby aby ich dzieci egzystowały w świecie bez kontroli? Czy tworzenie wirtualnej Nibylandii jest aby na pewno słuszne i poprawne wychowaczo?

Tagi: ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement