Rozejm w wojnie patentowej? Nie wierzę.

09.02.2012
Rozejm w wojnie patentowej? Nie wierzę.

Rozejm w wojnie patentowej? Nie wierzę.

Najwięksi wojownicy bitew o patenty jak jeden mąż publikują deklarację zmiany polityki patentowej. Zapewniają w nich, że nie będą „trollować”, a swoją własnością intelektualną będą dzielić się na uczciwych zasadach. Czy ktoś w to wierzy?

Microsoft właśnie opublikował oświadczenie dotyczące swojej polityki patentowej. Stwierdza w nim, że nigdy nie będzie blokował konkurencji poprzez zastrzeganie patentów, które są „kluczowe do rozwoju”. Microsoft oświadczył też, że wspiera i wspierać będzie wyznaczone przez odpowiednie organy standardy i zamierza też pomagać w ich rozwoju. Patenty, które należą do giganta, będą udostępniane na „niedyskryminacyjnych, rozsądnych i uczciwych zasadach”. Najważniejsza jest jednak deklaracja Microsoftu dotycząca naruszeń własności intelektualnej. „Microsoft nigdy nie będzie doprowadzał do wstrzymania sprzedaży lub wykluczenia produkty z rynku z powodu naruszenia kluczowych patentów”.

Trzeba przyznać, że oświadczenie Microsoftu nie mija się z prawdą. Część rzeczy jednak nie uwzględnia. Bo tak jak Microsoft faktycznie nie zablokował drogą prawną sprzedaży żadnego produktu, tak prawie każdy producent sprzętu z Androidem odprowadza opłaty licencyjne do giganta z Redmond. Opłaty za patenty, które zdaniem wielu, są trywialne. Co więcej, Microsoft nie tak dawno temu złożył przeciwne oświadczenie Federalnej Komisji Handlu. Stwierdził w nim, że firmy powinny mieć prawo do blokowania produktów naruszających własność intelektualną, a takie działanie to nagroda dla firm, które uczciwie licencjonują patenty. To jak to jest w końcu, Microsoft?

Microsoft nie jest sam w swoich obietnicach. Podobną złożył Google, czując nosem, że wolny rynek to przeszłość, i że fuzja z Motorolą może być zablokowana przez urzędników. By ich uspokoić, zapewnił, że będzie przestrzegał wszystkich zasad etycznych i prawnych dotyczących własności intelektualnej. Wszystko ma być „uczciwie, fair i po rozsądnych cenach”. Google podał wręcz konkretne finansowe szczegóły: nigdy nie zażąda więcej, niż 2,25 procent kosztu netto urządzenia naruszającego patenty giganta. Upominać się o opłaty zamierza. Począwszy od Apple’a. Zobowiązał się też do szukania za wszelką cenę ugody. W przeciwieństwie do Microsoftu, nie zapewnił jednak, że nie będzie blokował wprowadzenia produktów do sprzedaży.

Apple również przedstawił swoje stanowisko. Poinformował europejskie instytuty regulacyjne, że brakuje wytycznych w europejskim prawie dotyczących polityk udostępniania patentów, które są trywialne lub niezbędne do rozwoju. Żali się w nim również, że firmy które przystąpią do łagodnej polityki udostępniania patentów są „karane” z uwagi na niemożność dochodzenia swoich praw i są zmuszone do rezygnacji ze swojej polityki.

Prawdą jest to, że niezależnie od tego, czy jesteś zwolennikiem prawnej ochrony własności intelektualnej, czy też, jak ja, nie uznajesz wiedzy czy nauki za produkt na sprzedaż, chyba jesteś w stanie przyznać, że amerykańskie i europejskie, archaiczne prawo doprowadziło do absurdów i nadużyć. Ze wszystkich stron, nawet ze strony najmniej wojującego w tej wojnie Google’a. Nie wierzę jednak, że trzech największych wojowników tej batalii mówi w tej sprawie jednym, zgodnym głosem, twierdząc, że teraz będziemy fajni, przyjaźni i uczciwi. Jestem przekonany, że jest tu coś, co umknęło mi i obserwatorom. Tylko co?

Ilustracja wiodąca to przerobiona wersja obrazka znalezionego na Phone Arena

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Advertisement