Przeglądarki i urządzenia mobilne zjadają pakiety biurowe, i Microsoft o tym wie

15.02.2012
Przeglądarki i urządzenia mobilne zjadają pakiety biurowe, i Microsoft o tym wie

Przeglądarki i urządzenia mobilne zjadają pakiety biurowe, i Microsoft o tym wie

Libre Office pojawiło się w nowej, stabilnej wersji 3.4.5. Następca Open Office, największego darmowego pakietu biurowego, zyskał nowe funkcje, został dopracowany, a twórcy chwalą się, że praca nad nim była bardzo owocna i w w ciągu 16 miesięcy przyłączyło się do niej wielu chętnych deweloperów. Libre Office 3.4.5 jest już gotowy do pobrania, a mnie zastanawia jedno – czy pakiety biurowe, te w starym stylu odnajdą się w nowych realiach?

Pakiety biurowe, jak sama nazwa wskazuje, potrzebne są w biurach. Potrzebne są też osobom, które w jakiś sposób związane są z własną działalnością i tym podobne. I tyle. Pakiet biurowy w formie, którą znamy sprzed kilku lat, jako pełnego oprogramowania, które praktycznie każdy miał zainstalowane, odchodzi powoli w niepamięć. Bo po co mi pakiet biurowy? Po to, żeby odbierać pliki od osób, które też wcale go nie potrzebują, ale mają, bo też odbierają pliki od innych osób… Upraszczam, ale chodzi o to, że przeciętny użytkownik, ta pani Zosia, wcale nie potrzebuje na swoim komputerze ani Microsoft Office ani Libre Office, ani żadnego zamiennika. Era internetu i urządzeń mobilnych przewróciła wszystko do góry nogami.

Jako przeciętny użytkownik sieci, który do pracy wymaga edytora tekstu, a do rozrywki nawet tego nie, miejsca na pakiet biurowy u siebie nie mam. Plan zajęć od uczelni stworzony w Excelu? Klikam na niego w skrzynce mailowej i wyświetla mi się w przeglądarce. Informacje prasowe? To samo. Przeciętny użytkownik nie tworzy, a odbiera. Kupowanie Microsoft Office do odbierania planu lekcji czy stworzenia prostych notatek jest równie sensowne, co kupowanie komputera za 10 tysięcy złotych wyłącznie do przeglądania Facebooka.

Na urządzeniach mobilnych do sporządzania notatek najwygodniejsze są dedykowane aplikacje, a nie pakiety biurowe kompatybilne z Microsoft Office. Są lżejsze, atrakcyjniejsze, potrafią synchronizować się z chmurą i spełniają swoją jedną, określoną funkcję. Tyle wystarcza masowym odbiorcom, a biznes to inny sektor.

Liczy się też wygoda. Napiszę coś w Wordzie, muszę to synchronizować z chmurą, zapisywać w odpowiednim katalogu… A Google Docs czy nawet Office 365 pozwala mi o tym zapomnieć. Jeśli mam potrzebę, to zapiszę plik na dysku. Zazwyczaj takiej potrzeby nie ma.

Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby Microsoft Office faktycznie na tabletach ARM z Windowsem 8 dostępny był za darmo z prostego powodu – jeśli nie będzie, to przeciętni użytkownicy nie będą z niego korzystali. Zamiast kupować pakiet Office za spore pieniądze ściągnąć jakieś proste edytory tekstu, łatwe i tanie lub nawet darmowe notatniki… A Pakiet Office pozostanie tylko dla biznesu.

Mimo, że Microsoft Office wciąż jest standardem w wielu miejscach, to urządzenia mobilne i rozwiązania webowe stanowią dla niego spore zagrożenie. Zaryzykowałabym nawet powiedzenie, że jedyną aplikacją biurową od Microsoftu przydatną Pani Zosi jest OneNote. Bo jest prosty, szybki, bo da się w nim pisać, bo daje prosty dostęp na urządzeniach mobilnych. Poza tym Pani Zosia potrzebuje od święta tylko czegoś, co poprawnie wyświetli pliki Office’a bez konieczności edycji.

Zresztą coraz więksi gracze, którzy pracują na dokumentach przenoszą się na inne rozwiązania. To trochę potrwa, ale na przykład Uniwersytet w Berkeley zamiast rozwiązań Microsoftu wybrał Google Docs, i w uzasadnieniu napisał, że chociaż Microsoft daje większe możliwości techniczne, to Google Docs jest po prostu prostsze dla studentów, których większość już zna interfejs Gmaila, a pełen, sprwdzony dostęp z przeglądarki do Google Apps bije ten Microsoftu.

Instalowane na komputerach czy innych urządzeniach pakiety biurowe skończą w niszy. Większość z nas ich nie potrzebuje. Microsoft musi dołączyć Office’a za darmo, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że w tylko w ten sposób utrzyma jego popularność i przez uzależnienie pociągnie sprzedaż.

Szkoda tylko, że na przykład w szkołach wciąż uczy się wyłącznie pracy w Wordzie i Excelu i nie pokazuje, że są inne rozwiązania, które też mogą być przydatne we wciąż zmieniającym się świecie komputerów.

Dołącz do dyskusji

Advertisement