Pinterest jest ładny. Ładny. Ładny. Ładny

09.02.2012
Pinterest jest ładny. Ładny. Ładny. Ładny

Pinterest jest ładny. Ładny. Ładny. Ładny

Jeśli NK.pl jest dla Polski B, to Pinterest jest dla internautów B. Albo Ameryki B. Niektórzy mówią, że jest dla gospodyń domowych, inni, że to świetny przykład tego, że potencjał w budowaniu społeczności wokół zainteresowań, a nie znajomych, jest ogromny. Wszyscy mają trochę racji. Pinterest to taki pusty i nie przynoszący praktycznie nic pożeracz czasu, który przyciąga tym, że jest ładny i stosuje nieprzyjemne zagrania, powodujące, że na przykład ja podziękuję mu serdecznie za współpracę.

Wszyscy próbują tłumaczyć fenomen Pinteresta na setki przeróżnych sposobów. Tymczasem wychodzi na to, że Pinterest to po prostu targowisko próżności. Polega ono na tym, że użytkownicy przypinają treści prezentowane w formie grafik, które można przewijać, przewijać, przewijać i klikać… Potencjał tego rozwiązania jest pewnie duży i mógłby być wykorzystywany w różnych celach, jednak otoczka serwisu, jego lekka “cukierkowatość” i to, że od początku opanowały go w większości osoby lubujące się w dizajnerskich zdjęciach, spowodowały, że trafia on najbardziej w konkretną grupę – w młode kobiety.

Przedzierając się przez tablice kategorii nie da się wręcz nie zakrzyknąć: jakie to wszystko ładne i w większości bezużyteczne. Same nazwy kategorii mówią już sporo:

Nawet działy takie jak geek czy technologie są mocno… słodkie:

A tablica zatytułowana  “wszystko” pokazuje, że najwięcej przypinanych rzeczy pochodzi z kategorii ubrań i designu.

Każdą grafikę można kliknąć, polubić, przepiąć na swoje tablicę. Można też przejść do strony, z której oryginalnie pochodzi. Zdjęcia przewija się w dół, praktycznie w nieskończoność.

Na czym polega więc ten fenomen Pinterest? Wcale nie na tym, że może to być świetne narzędzie do katalogowania rzeczy w internecie. Chodzi tu raczej o patrzenie, choć może powinnam napisać “paczenie”. “Paczenie” na tysiące ładnych zdjęć, wśród których czasem przewijają się te mniej ładne, ale z racji otoczenia i one wydają się ładne.

Pinterest w  ładny sposób połączył Twittera, Tumblra, wyszukiwanie grafik Google, Canv.as i jeszcze kilka innych serwisów. Nie ma w tym nic złego – Pinterest to ładny pożeracz czasu napędzany przez ludzi uwielbiających patrzeć na ładne rzeczy.

Za każdym razem, gdy ktoś przepnie lub polubi coś z moich tablic, sprawdzam kim jest. 90% to kobiety z niewypełnonymi opisami. Wygląda to tak:


To właśnie typowi użytkownicy Pinteresta. Oni, a właściwie one, napędzają serwis i wypełniają go treścią. W ten sposób życie na Pintereście jest ładne, kolorowe, dobrze wykadrowane, stylowe.

Ale Pinterest sam w sobie już nie jest taki miły – postanowił wykorzystać swoje użytkowniczki w celu komercyjnym. Nie byłoby w tym nic złego, choć reklamy to z natury rzeczy śliski temat. Serwis postanowił przerabiać linki wrzucane przez ludzi w linki afiliacyjne, a mówiąc bardziej życiowo – zwyczajne refferale. Na przykład Pani Amber Fowler przypina do swojej tablicy ładny czajniczek, który znalazła w jakimś sklepie internetowym. Pinterest dodaje do linku refferala po to, żeby ci, którym się czajniczek spodoba i zechcieli go kupić, wygenerowali odpowiedni zysk dla właścicieli serwisu. To jeszcze nie jest naganne, bo wiele serwisów działa w ten sposób. Zastanawiające jest jednak to, że pani Amber Fowler nawet nie wie, że służy jako narzędzie marketingowe i że swoim znajomym funduje taką przyjemność. Pani Amber Fowler przypina dalej.

Czy to jest fair? Pinterest chce wykorzystać rosnącą liczbę użytkowników i komercjalizować swój sukces. Chce wykorzystać potencjał już teraz, a nie najpierw rozwijać się i ugruntować swoją pozycję, a dopiero potem szukać sposobu na zarabianie. I jest to całkiem zrozumiałe. Jednak na miejscu Pani Amber Fowler poczułabym się oszukana, bo nikt mnie nie poinformował o tym, że moje linki będą zmieniane. Co innego wyświetlać reklamy, czy powiedzieć jasno – zamieniamy linki na refferale, a co innego po cichu wykorzystywać to, że przypinanie i zbieranie lajków jest zabawne.

Tymczasem wpisuję “architecture” w Google, przełączam na wyszukiwaine grafik i przewijam sobie w dół ciesząc oko ładnymi widokami i tym, że zdjęcia wyświetlają się w równych, nie męczących tak oczy rzędach jak w serwisie Pinterest. W każde mogę też kliknąć i przenieść się do strony skąd zdjęcie pochodzi. Mogę przy okazji wpisywać w wyszukiwarkę Google bardziej wymyślne rzeczy, niż “Men’s Apparel”.

Tagi:

Dołącz do dyskusji

Advertisement