Recenzja: Acer Aspire S3 – taniej, ale czy dobrze?

SW Testuje 05.01.2012
Recenzja: Acer Aspire S3 – taniej, ale czy dobrze?

Recenzja: Acer Aspire S3 – taniej, ale czy dobrze?

Ultrabook tu, ultrabook tam – każda licząca się firma produkująca komputery musi mieć w swojej ofercie przynajmniej jeden model, który można w ten sposób określić, a jeśli zdarzy się tak, że jeszcze nie jest on dostępny w sprzedaży, najprawdopodobniej jego premiera będzie miała miejsce w najbliższej przyszłości. Jednym z najszybszych graczy na rynku był Acer, który jako pierwszy zaprezentował światu swoją wizję ultrabooka – Aspire S3.

Tym, co najmocniej przykuwało uwagę była cena, która od samego początku była wyraźnie niższa niż w przypadku MacBooka Air o podobnych wymiarach, a także niższa od innych komputerów z tej kategorii, pracujących pod kontrolą Windowsa. Od momentu premiery cena spadła jeszcze dodatkowo, dzięki czemu najnowszy produkt Acera wydaje się być całkiem ciekawym zakupem. Czy jednak na pewno?

CO NA ZEWNĄTRZ?

Z zewnątrz najnowszy produkt Acera wygląda… cóż, jak produkt mocno zainspirowany MacBookiem Air. Z wierzchu producent raczy nas więc elegancką pokrywą ze szczotkowanego aluminium, dodatkowo ozdobioną centralnie ulokowanym wypukłym logo producenta o dość ostrych krawędziach (nie wkładać do torby razem z tabletem) oraz praktycznie niewidocznymi ikonami przypisanymi do niewielkich diod (stan komputera i stan baterii) znajdujących się na wykonanej z czarnego plastiku tylnej części urządzenia.

Pierwszy z tych elementów wykonany został praktycznie bez zarzutu – jest efektowny, a przy tym – pomimo tego, że pozwala na niewielkie uginanie – niemal całkowicie chroni ukrytą pod nim matrycę, na której takie naciski nie robią większego wrażenia. Jeśli jednak miałbym się już do czegoś przyczepić (przecież sobie nie podaruję), to jest to ochrona ekranu przed ewentualnym zakurzeniem i dostawaniem się ciał obcych, czyli inaczej rzecz biorąc – to, jak ściśle obudowa matrycy przylega do dolnej części obudowy w pozycji złożonej. Zaledwie jeden rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że laptopa Acera, dzięki dość widocznej szczelinie pomiędzy tymi elementami, raczej nie powinien być luzem pakowany do torby, w której nie-wiadomo-co-było-wcześniej. Wystarczyłaby przecież delikatna gumowa ramka i już nie byłoby żadnego problemu.

W przeciwieństwie do testowanego niedawno Lenovo U300s, boczne krawędzie nie posiadają stałej grubości, która w tym przypadku zmniejsza się teoretycznie dość wyraźnie w kierunku przedniej części urządzenia. Dlaczego teoretycznie? Bo w praktyce z jakiegoś powodu trudno to było zaobserwować bez dłuższego i uważnego przyglądania się (choć na zdjęciach może to wydać się oczywiste) i nawet Acer podaje jedynie maksymalną grubość – 17,5 mm. W związku też z właśnie taką a nie inną konstrukcją i grubością krawędzi, na ich powierzchni znalazło się miejsce praktycznie wyłącznie dla pojedynczego gniazda na karty pamięci, które przed dostawaniem się do wnętrza kurzu, chronione jest plastikową, wyciąganą (i niczym nie umocowaną na stałe) zaślepką.

Rozwiązanie jest oczywiście dość skuteczne, ale jeśli ktoś nie posiada zbyt długich paznokci, radzę mieć przy sobie zawsze coś, co będzie w stanie je w tej sytuacji zastąpić – element ten jest niemal dosłownie zaklinowany we wnętrzu maszyny, w związku z czym, po pierwszych próbach miałem wątpliwości, czy na pewno zabieram się do tego dobrze. Na szczęście potem było już lepiej i Aspire S3 umożliwił mi bezproblemową wymianę zdjęć z moim aparatem bez konieczności podłączania jakiegokolwiek kabla.

Jeśli już jesteśmy przy kablach, to zestaw, który możemy podłączyć do najnowszego produktu Acera jest dość standardowy, tyle że w przeciwieństwie do konkurencji, w tym ultrabooku znakomitą większość z nich umieszczono w tylnej części obudowy. Dla niektórych może być to wadą, dla innych zaletą – w takim układzie nie musimy oglądać „flaków” wystających z każdej bocznej ścianki naszego laptopa, natomiast Ci, którzy w czasie dnia wielokrotnie korzystają z różnych pendrive’ów, dysków zewnętrznych i innych akcesoriów, raczej takiego wyboru projektantów nie przyjmą z radością, ceniąc sobie funkcjonalność ponad estetyką. Prawdopodobnie jednak nie było po prostu wyboru przy takim kształcie urządzenia, które „przyzwoicie grube” robi się właśnie dopiero w tej części komputera.

Standardowy komplet zawiera w sobie dwa gniazda USB (niestety tylko 2.0 i bez możliwości ładowania urządzeń po wyłączeniu systemu), umieszczone dość blisko siebie, ale jednak nie uniemożliwiające korzystanie z obu z nich jednocześnie (choć w takich wypadkach trzeba wyciągać „za kabel”), pełnowymiarowe wyjście HDMI oraz port ładowania.

Całość uzupełnia pojedynczy (i jedyny dla S3) wywietrznik, ponad którym znajdują się wspomniane już wcześniej diody sygnalizacyjne oraz górna krawędź przycisku odpowiedzialnego za uruchamianie laptopa, z którego nie da się niestety w pozycji zamkniętej skorzystać.

Jedynym gniazdem, któremu udało się (oprócz gniazda na karty pamięci) uciec z tylnej części laptopa jest gniazdo słuchawkowe (również z obsługą mikrofonu), które ostatecznie wylądowało po lewej stronie S3.

Obrócenie komputera do góry nogami (a właściwie do dołu pokrywą) ujawni nam miejsce, w którym skryły się… głośniki stereo urządzenia. Na szczęście udało im się trafić na nieco zaokrąglony fragment obudowy, w związku z czym dźwięk wydobywający się z nich nie będzie bezpośrednio „uderzał” w biurko na którym stoi lub np. w kołdrę, jeśli planujemy korzystać z niego również w łóżku.
Poza tym oczywiście pełny standard – cztery gumowane podstawki (o przyczepności średniej, choć wciąż nieco lepszej niż w U300s) oraz wielka błyszcząca płyta (co wygląda raczej przerażająco niż prestiżowo) z ciągiem ikon informujących o normach spełnianych przez Aspire S3, kluczem licencyjnym Windowsa oraz całą masą innych ciekawostek, których bez wątpienia nie czytał i nie będzie czytać praktycznie żaden użytkownik. Dodatkowa niespodzianka? Nie dość, że spód Acera jest już plastikowy (choć niezwykle solidny), to jeszcze straszy nas całkiem sporą ilością śrubek. O unibody nie ma mowy.

Przy tym wszystkim ultrabook Acera spełnia wszelkie wymagania dotyczące masy tego typu urządzenia, która w tym konkretnym przypadku wynosi zaledwie 1,4kg, dzięki czemu wkładając go do plecaka czy torby, albo trzymając na kolanach, praktycznie nie odczuwamy jego ciężaru.

Pierwsze wrażenia są więc bardziej niż przyzwoite – solidna, efektowna obudowa, niewielkie rozmiary i masa, pozwalająca na planowanie każdej podróży z tym laptopem bez konieczności szukania dla niego specjalnie obszernej przestrzeni. Umieszczenie portów w tylnej części jest być może dyskusyjne, ale z całą pewnością nie da się tego określić jednoznacznie jako wady – warto o tym jednak pamiętać przed zakupem i spróbować przewidzieć, czy będzie nas to denerwować, czy nie.

Oczywiście laptopem będziemy nie tylko świecić po oczach znajomym i przypadkowym przechodniom, w związku z czym warto sprawdzić co kryje wewnątrz jeden z pierwszych ultrabooków, jakie w ogóle pojawiły się na rynku.

CO W ŚRODKU?

Niestety po otwarciu laptopa czar nieco prysł. Pierwsze (choć drobne) problemy wiązały się już z samym podnoszeniem pokrywy, która w żaden sposób nie chce się na to zgodzić, jeśli wykorzystamy do tego tylko jedną rękę (nawet w moim ThinkPadzie tak się da!). Centralnie umieszczony zawias (podobne rozwiązanie jak w U300s) chodzi po prostu bardzo opornie i choć teoretycznie powinno to zapewnić stabilizację wyświetlacza (faktycznie, nie składa się on sam z siebie), cierpi na podobny problem, co omawiany wcześniej Lenovo – strasznie trzęsie się podczas zmiany kąta nachylenia i chyba nic na to nie pomoże. Do tego dochodzi jeszcze problem związany z konstrukcją, której efektem jest przeniesienie sporej części masy laptopa na jego tył, dzięki czemu próbując podnieść klapę jedną ręką… podnosimy w końcu całego laptopa, opierającego się jedynie na… wywietrzniku.

Jeśli już jednak wysilimy się i do otwierania S3 zatrudnimy dwie ręce (na szczęście tyle całkowicie już wystarczy i nie trzeba wzywać pomocy)… cóż, może to kwestia gustu, ale ja byłem dość mocno rozczarowany. Design wnętrza (widocznego bez rozkręcania laptopa oczywiście) można określić w skrócie: szary, na szarym, z dodatkiem białego, a do tego jeszcze praktycznie zupełnie nieczytelny jasny błękitny (też na szarym). Całość ratuje nieco czarny pas pod ekranem, będący kontynuacją plastiku z tylnej części obudowy, na którym znajduje się przycisk uruchamiania komputera, logo Dolby Home Theather oraz (kolejne) opisy diod LED, które widoczne są również w tej pozycji.

Oczywiście doskonale wiem, że obiektywna ocena estetyki danego przedmiotu jest rzeczą niemożliwą, ale jeśli mi – komuś, komu podoba się niemal jednolity czarny kolor i praktycznie niezmienny od lat design ThinkPadów – nie podoba się w teorii równie „monotonny” projekt Acera, to coś tu jest mocno nie w porządku. S3 wewnątrz jest po prostu do bólu nudny i ciężko mi było ten minimalizm powiązać z elegancją. Zastrzegam przy tym, że z całą pewnością znajdą się osoby, którym takie wygląd się spodoba, choć mówiąc szczerze, nie udało mi się ich jak do tej pory znaleźć.

Inną sprawą jest fakt, że otwierając pokrywę laptopa ostatecznie pożegnaliśmy się z metalowym wykończeniem – od teraz mamy do czynienia wyłącznie z plastikiem, choć trzeba wspomnieć o tym, że jest on przy tym dość wysokiej jakości (z wyjątkiem obszaru pod samą klawiaturą ciężko jest go wcisnąć), a stylizacja na materiał podobny do materiały klapy matrycy sprawia, że mniej uważni zdołają się z całą pewnością nabrać. I choć właśnie ten element był od samej premiery najgłośniej krytykowany, trudno jest z czystym sumieniem zaliczyć go do wad, chyba że ktoś poczuje się oszukany, żywiąc przekonanie, że ultrabook = zawsze metalowa obudowa, nawet w przypadku najtańszych modeli.

Poza tym w tej części nie ukryto praktycznie niczego, czego nie moglibyśmy się spodziewać – jest klawiatura, pokaźnych rozmiarów Touchpad, mikrofon ulokowany w prawej górnej części obudowy oraz logo, na podstawie którego bez problemu zidentyfikujemy kryjący się we wnętrzu procesor oraz wykorzystujący go system operacyjny. Aby nie psuć kolorystyki, również obie naklejki zostały pozbawione wszelkich kolorów z wyjątkiem miliona odcieni szarości.

Na szczęście kolorowy jest ekran, otoczony solidną (choć także plastikową) ramką, ozdobioną licznymi gumowymi „stopkami”, chroniącymi przed kontaktem z klawiaturą, znaczkiem producenta (białym na szarym tle, więc czasem go nie widać) i dość sporym „oczkiem” kamery.

EKRAN

Acer w modelu Aspire S3 nie próbował zaskoczyć chyba nikogo i nikogo nie zaskoczymy też my, pisząc, że jego ekran jest… co najwyżej standardowy. Zastosowana matryca o proporcjach 16:9 oczywiście wyposażona została w powłokę odblaskową, w związku z czym przed zakupem należy upewnić się, że nasze obecne i potencjalne miejsca pracy z komputerem nie posiadają źródła oświetlenia znajdującego się za naszymi plecami i że w tobie na laptopa znajdzie się miejsce na przenośną parasolkę plażową. W przeciwnym przypadku będziemy mogli liczyć jedynie na zaoferowane przez producenta najwyższe poziomy jasności ekranu, które mogą wprawdzie nieco pomóc (ekran jest faktycznie bardzo, bardzo jasny), ale z całą pewnością nie stworzą z Acera S3 komputera „wszędobylskiego”.

Standardowa jest również rozdzielczość – „HD” 1366×768 oraz kąty, pod którymi da się korzystać z ekranu bez obserwowania wyraźnych przekłamań. W poziomie są one bardzo dobre i obraz pozostaje czytelny (choć nie idealny) praktycznie do momentu, kiedy tracimy go z oczu. W pionie jest jednak o wiele gorzej – nawet niewielkie zmiany wychylenia wpływają dość wyraźnie na kontrast (co ciekawe – warto chwilę popróbować z domyślnym „fizycznym” ustawieniem – w teoretycznie standardowym wydaje się być strasznie „wyprany” z kolorów), by dość szybko niemal całkowicie uniemożliwić nam korzystanie z urządzenia.

Na szczęście przeprowadzone na żywym organizmie testy wskazują na to, że da się ostatecznie znaleźć odchylenie wygodne w każdej pozycji (od biurka, przez kanapę, aż po łóżko), w czym pomaga dość szeroki maksymalny kąt odchylenia, choć niestety nie jest to pełne 180 stopni.

KLAWIATURA

Jeśli miałbym być w tym momencie miły, powinienem opis klawiatury zakończyć w jednym z poprzednich akapitów, w którym napisałem o tym, że klawiatura… jest. Właściwie bowiem to (oraz fakt, że posiada wszystkie niezbędne klawisze) jest jej nie tyle główną, co jedyną zaletą. Odnajdziemy tu tak wiele dziwnych rozwiązań i braków, że aż trudno zdecydować się od którego z nich zacząć. Zaczniemy więc po kolei.

(Uwaga, autor od pierwszej przygody z komputerami do teraz korzysta praktycznie wyłącznie z ThinkPadów)

Oczywiście klawiatura w Aspire S3 jest niemal standardowa dla ultrabooków i oferuje nam całkiem sporych rozmiarów osobne klawisze, z dość sporymi przestrzeniami pomiędzy nimi. Na pierwszy rzut oka (z wyjątkiem koloru) niewiele różnią się od tych, proponowanych przez Lenovo w U300s, jednak wystarczy spróbować napisać na nich cokolwiek, aby przekonać się o tym, jak mylne było to wrażenie.

Przede wszystkim klawisze są niesamowicie niskie, wykonane z dość taniego w ogólnym odczuciu plastiku i charakteryzują się bardzo krótkim „skokiem”, przez co w rezultacie podczas pisania często dosłownie wpadamy palcami pomiędzy nie, nie mając jednocześnie świadomości, że nie wcisnęliśmy litery/klawisza funkcyjnego, a plastik je oddzielający. Wrażenie jest mniej więcej takie, jak podczas pisania na wirtualnej klawiaturze na tablecie (może z dodatkiem niewielkiej wibracji przy wciśnięciu klawisza) i do prawdziwego pisania na komputerze nie jest zbytnio zbliżone.

To jednak nie koniec. Przyciski na klawiaturze Acera nie posiadają żadnych (absolutnie) zagłębień umożliwiających instynktowne wyczucie, czy trafiliśmy w środek klawisza – wszystkie z nich to niemal absolutne „płaszczki”. Niby nic wielkiego, ale połączmy to z faktem, że naciskanie niektórych skrajnych fragmentów klawisza nie powoduje żadnej reakcji. Efekt? Jednocześnie należy patrzeć i na klawiaturę (żeby wiedzieć co się wciska) i na ekran (żeby wiedzieć co się pojawia). Prawdopodobnie z czasem da się do tego w miarę przyzwyczaić i ktoś, kto nie pisze zbyt dużo może nawet nie zauważyć, że coś jest nie tak, ale dla kogoś, kto wprowadza dziennie więcej tekstu, niż potrzebne jest na aktualizację statusu na Twitterze, może być tą klawiaturą bardzo rozczarowany. Mobilność mobilnością, ale w niektórych przypadkach nie należy iść na tak dalece posunięte kompromisy.

Na sam deser pozostaje zestaw niezrozumiałych dla mnie zupełnie rozwiązań. O ile w klawiaturze U300s nieco przeszkadzać mógł fakt, że praktycznie wszystkie klawisze były dokładne tych samych rozmiarów, o tyle Acer „wyróżnił” przyciski kierunkowe tak, że do ich obsługi powinna zostać dołączona wykałaczka. Sześć (6) klawiszy jest w tym przypadku wielkości… 1,5 normalnego przycisku i wcale nie są to najmniej przydatne funkcje – oprócz standardowych strzałek znajdziemy tu również Page Up, Page Down, Home, End, regulacja podświetlenia czy głośności.

Równie fascynujący jest Enter, który początkowo wygląda jak „stary, dobry, duży enter”, ale już o chwili jego oszustwo wychodzi na jaw. Klasyczny kształt klawisza w obróconej litery „L” to w rzeczywistości efekt niezwykle bliskiego ułożenia Entera i… ukośnika. Po co i komu takie rozwiązanie? Zwłaszcza ktoś, kto w dotychczasowym komputerze posiadał właśnie „L-kę”, prawdopodobnie zostanie doprowadzony co najmniej do lekkiej irytacji.

Na sam koniec detal najmniej istotny – kolor drugorzędnych funkcji poszczególnych przycisków. Tym razem jest on jasnobłękitny na jasnoszarym tle i wielokrotnie byłem zmuszony przy słabszym oświetleniu pochylać się nad klawiaturą, żeby zobaczyć co się stanie, jeśli przytrzymam „Fn” i wcisnę jakiś klawisz. Jest to o tyle istotne, że klawiatura nie posiada absolutnie żadnego dodatkowego źródła oświetlenia, poza ekranem i naturalnym światłem, w związku z czym korzystanie z niej po ciemku może być dość problematyczne.

Wad wyszło wprawdzie dużo, ale nie oznacza to oczywiście, że na klawiaturze S3 nie da się pisać – da się i pewnie da się po pewnym czasie przyzwyczaić do części jej wad i bardzo specyficznych rozwiązań, ale jaki jest powód, żeby traktować ją tak źle w laptopie z (mimo wszystko) stosunkowo wysokiej półki cenowej? Może i nie jest to najważniejszy element komputera, ale jeśli nie potrzebuję klawiatury, to dlaczego miałbym nie kupić równie mobilnego tabletu z Windowsem?

TOUCHPAD

O wiele mniej można na szczęście zarzucić touchpadowi, który choć mniejszy niż w przypadku konkurencyjnego Lenovo czy MacBooka Air i na dodatek pokryty lekko chropowatym plastikiem zamiast szkła, sprawuje się bez większych zarzutów.

Cały touchpad, podobnie jak w laptopach innych producentów, wykonany jest z pojedynczej płytki, pozbawionej całkowicie jakichkolwiek oznaczeń przycisków (oraz w ogóle przycisków otaczających), umożliwiając jednak obsługę lewego i prawego klawisza myszy przez delikatne dociśnięcie lub mocniejsze wciśnięcie, potwierdzane dość głośnym kliknięciem. Niestety nie odbiega też pod innymi względami od konkurencji, więc tak samo jak i u niej, również w Aspire S3 górna część Touchpada jest całkowicie niewrażliwa na wciśnięcia (choć obsługuje w dalszym ciągu dotyk). Dodatkowo (przynajmniej w naszym modelu) dolna partia touchpada była dość wyraźnie zagłębiona w obudowę, co wprawdzie nie przeszkadzało w obsłudze kursora, ale potrafiło być dość niewygodne przy klikaniu.

Co ciekawe, w wielu przypadkach wydawało się, że akcje podejmowane za pomocą obsługiwanych gestów wykonywanych wieloma palcami (obracanie, powiększanie, przewijani), są wykonywanie płynniej i naturalniej niż na U300s. Trudno jednak odnaleźć przyczynę, która spowodowała ograniczenie powierzchni tego elementu – zwłaszcza przy „pinch-to-zoom” zdarza się po prostu…przekroczyć jego granice, a miejsca po bokach jest przecież pełno.

CO POD MASKĄ (I WYDAJNOŚĆ)

W zasadzie specyfikacja Acera Aspire S3, który trafił do naszej redakcji jest niemal identyczna z tą, którą mogliśmy odnaleźć w Lenovo U300s – dwurdzeniowy, niskonapięciowy procesor Intel Core i5-2467M o taktowaniu 1,6GHz, zintegrowany układ graficzny Intel HD Graphics 3000 oraz 4 GB pamięci RAM. Różnica leży jednak w dysku twardym, które w tym przypadku odnajdziemy aż dwa, choć do dyspozycji użytkownika przeznaczony jest tylko jeden. Pierwszym z nich (niedostępnym) jest 20-gigabajtowy dysk SSD, służący wyłącznie do obsługi trybu uśpienia i hibernacji systemu, który dzięki takiemu rozwiązaniu jest w stanie wybudzić się z niego w rewelacyjnym czasie (szybszym nawet niż U300s). Po podniesieniu pokrywy urządzenia system jest gotowy do pracy praktycznie szybciej, niż nam uda się przenieść ręce z obudowy na klawiaturę – zajmuje to sekundę, może dwie i doskonale wpisuje się w ideę komputera dostępnego zawsze i wszędzie od razu.

Gorzej będzie jednak w momencie, kiedy postanowimy wyłączyć jednak urządzenie całkowicie. W takim przypadku traci ono całą swoją magię ultrabooków, gdy okazuje się, że za wszystko inne odpowiada już nie dysk SSD, a niemal standardowy (i to należący do tych wolniejszych) dysk HDD (w naszym przypadku o pojemności 320GB). Ok, nie wymagamy cudów (jak np. startowe 20 sekund U300s), ale wyraźnie ponad minuta (około 1:25 minuty) na pełne uruchomienie systemu w 2011 roku? Nie wygląda to najlepiej.

Rodzaj zastosowanego dysku nie ma jednak znaczącego wpływu na przyjemność pracy – owszem, kopiowanie, przenoszenie czy praca nad obróbką większych plików nie jest aż taka błyskawiczna jak na SSD, ale nie dajmy się zwariować o te ułamki sekund. Programy w dalszym ciągu uruchamiają się nad wyraz sprawnie, trudno zauważyć większe przestoje w trakcie korzystania z większości funkcji (w tym nieco mniej wymagających gier i multimediów w wysokiej rozdzielczości), a ogólne wrażenia z użytkowania są naprawdę pozytywne. Zaletą zastosowania HDD może być za to możliwość otrzymania konfiguracji sprzętowej, w której będzie o wiele więcej miejsca niż w przypadku ultrabooków ze standardowym HDD (do 500GB).

Warto przy tym pamiętać, że nasz pierwotny wybór jest niezwykle istotny – praktycznie wszystkie elementy są na stałe przylutowane do płyty głównej, a więc nawet pomimo faktu, że obudowa nie jest prawdziwym unibody i da się ją rozkręcić, o dokładaniu np. RAM nie ma mowy.

ŁĄCZNOŚĆ ZE ŚWIATEM

Standard ultrabooków – WiFi (z działającą poprawnie funkcją natychmiastowego połączenia po przebudzeniu) i Bluetooth 4.0, WiDi i (tu już bonusowo) DLNA. Brak 3G, LTE czy czegokolwiek, co poza zasięgiem sieci WiFi umożliwiłoby nam połączenie się z internetem bez korzystania z routerów MiFi lub naszego telefonu komórkowego z funkcją mobilnego hotspotu.

Do bardziej bezpośredniej komunikacji przyda się kamera zamontowana w górnej części obudowy ekranu oraz mikrofon, ulokowany na prawo od klawiatury, chociaż trzeba przyznać, że żaden z tych elementów nie robi szczególnego wrażenia – po prostu są i zarówno dźwięk jak i wideo, które możemy uzyskać za ich pomocą nie robią szczególnego wrażenia pod żadnym względem. Pytanie tylko, czy faktycznie powinny? Są i działają poprawnie – powinno nam wystarczyć.

HAŁAS

Po U300s, w którym wiatrak chodził praktycznie bez przerwy, ale w przy tym właściwie bezgłośnie, po kolejnym ultrabooku można się było spodziewać tego samego. Błąd. Acer S3, wyposażony m.in. w dysk HDD jest w stanie wygenerować całkiem spory (choć nie ogłuszający) hałas, który – co ciekawe – pojawia się w dość niesamowitych momentach. Wystarczy tylko jako przykład podać dwie sytuacje – przy oglądaniu filmów w wysokiej rozdzielczości S3 był praktycznie milczący i jedynie delikatnym szumem dawał znać o tym, że funkcjonuje całkowicie poprawnie i nie zamierza się spalić od wewnątrz. Pozostawiony jednak bez żadnej opieki (i aktywności – wszystkie aplikacje były zamknięte, jedynie połączenie WiFi było włączone), zaczynał od czasu do czasu „oddychać” tak głośno, że słychać go było nie tylko przebywając bezpośrednio przy nim. Fakt, nie był to poziom głośności mojego X300, ani też nikt nie powinien szczególnie narzekać na głośność w biurze, na spotkaniach czy w podróży, ale umówmy się – jeśli ultrabook oznacza wysoką jakość, jednym z podstawowych czynników jest niska głośność systemów m.in. chłodzenia i powinno to być zrobione lepiej niż w kilkuletnim komputerze.

Na tle irytującego od czasu do czasu wentylatora, odgłosy wydawane przez dysk twardy nie wydają się zbytnio przeszkadzać, choć nie da się ukryć, że są słyszalne. Całość jednak mieści się w średniej gatunku – ani nie daje wrażenia, że laptop zaraz wzbije się w powietrze i odleci przez okno, ani też nie mamy problemów z rozpoznaniem na pierwszy rzut oka (ucha?) czy jest włączony czy nie.

CIEPŁO

Na szczęście nie można w tym przypadku powiedzieć (a może właśnie można?), że para z systemu chłodzącego idzie w gwizdek – Acer spisuje się bardzo dobrze, jeśli chodzi o nagrzewanie się obudowy i w przypadku większości zastosowań nie powinniśmy się martwić, że którykolwiek z jego elementów nagrzeje się powyższej akceptowalnych wartości. Warto jedynie pamiętać, aby nie zasłaniać wylotów powietrza z tylnej części urządzenia i już możemy korzystać z niego spokojnie, nawet na nieco wyższych obrotach.

SYSTEM I DODATKI

Podobnie jak w przypadku większości ultrabooków i testowanego wcześniej U300s, również i tutaj odnajdziemy system operacyjny Windows 7 w wersji Home Premium, ale tu niestety kończą się podobieństwa. Na pokładzie Acera odnajdziemy całą masę mniej lub bardziej przydatnych programów, z czego część – dostępna jedynie w ograniczonych czasowo wersjach demonstracyjnych – potrafi nas potem zasypywać milionem okienek z prośbą o aktualizację, wykupienie nowego pakietu, etc, etc. Wśród nich znalazły się m.in. MacAfee Internet Security, newsXpress, Norton Online Backup, Skype, clear.fi, Chrome, aplikacje Dolby, Acera (w tym z wyskakującą prośbą o rejestrację), etc, etc, etc. Nie wpływa to być może na funkcjonowanie systemu, ale przedzieranie się przy starcie komputera przez kolejne powiadomienia wcale nie jest przyjemne i innym udało się tego jakoś uniknąć.

BATERIA

Bateria w ultrabooku powinna wytrzymywać ponad 5 lub (w lepszych przypadkach) nawet ponad 8 godzin. Acer zadeklarował, że trójogniwowa bateria jego Aspire S3 mieści się niemal idealnie pomiędzy tymi granicami, osiągając średnio 6-7 godzin pracy. Owszem, wynik taki został osiągnięty podczas testów i możemy go z czystym sumieniem potwierdzić, pod warunkiem jednak, że profil użytkownika to „6 godzin przy ekranie praktycznie bez podświetlenia i bez połączenia”. Tak, S3 wytrzymał łącznie 6:28h… po prostu stojąc na biurku.

W przypadku bardziej realnych testów, przy ekranie z podświetleniem skręconym do około 70%, aktywnym połączeniu WiFi, otwartej przeglądarce (bez filmów wideo) i programie do pisania, bateria ledwo dożyła nieco ponad 3,5 godziny (około 3:45h), pod czym odmówiła posłuszeństwa. Wynik nie jest być może taki zły, ale nawet w porównaniu do U300s, który przy podobnym obciążeniu był w stanie wytrzymać nawet ponad 5 godzin, nie jest to nic, czym można by się pochwalić.

Przy oglądaniu filmów również musimy się nieco ograniczyć i raczej jedno ładowanie nie wystarczy, aby zapewnić nam rozrywkę podczas kilkugodzinnej podróży. Jeśli chcielibyśmy w tym czasie oglądać filmy z internetu, to wystarczy nam zaledwie na około 2,5h zabawy, natomiast filmy odtwarzane z dysku nie dadzą raczej szans na wyraźne przekroczenie 3h.

PODSUMOWANIE

Acer Aspire S3 zdecydowanie nie jest modelem dla wszystkich, zwłaszcza tych, którzy posiadają największe wymagania w stosunku do kupowanych komputerów. Pomimo bardzo dobrej jakości wykonania większości elementów (nawet jeśli nie wszystkie z nich są metalowe), dobrej wydajności, przyjemnego Touchpada, znośnego ekranu i wymiarom pozytywnie wpływającym na jego mobilność, pierwszy ultrabook Acera posiada cały szereg mniejszych i większych usterek, które znacząco zmniejszają przyjemność pracy. Wystarczy wśród nich wymienić naprawdę przeciętną (żeby nie powiedzieć „kiepską”) klawiaturę oraz umiarkowany czas pracy na baterii, aby większość z nas poważnie zastanowiła się jeszcze raz przed zakupem. Za tym może jednak przemawiać cena, która z całą pewnością należy do najniższych w swojej klasie i wynosi „zaledwie” nieco ponad 3200zł. W tej cenie nie da nam się znaleźć nic innego, co mogłoby spełniać wszystkie standardy ultrabooków.

Pytanie tylko, czy warto?

Dołącz do dyskusji

Advertisement