Myśleć globalnie, działać lokalnie. A może na odwrót?

05.01.2012
Myśleć globalnie, działać lokalnie. A może na odwrót?

Myśleć globalnie, działać lokalnie. A może na odwrót?

Myśleć globalnie, ale czy działać też globalnie? Gdy robimy biznes w sieci i w krótkiej perspektywie czasowej liczymy na zewnętrzne wsparcie finansowe, jesteśmy zmuszeni by od samego początku myśleć o użytkownikach z całego świata. Przyczyną takiej kolei rzeczy jest fakt, że wśród funduszy panuje obecnie moda na szukanie projektów o potencjale globalnym.

Wiadomo – aby osiągnąć wysoką stopę zwrotu z inwestycji musimy mieć odpowiedni rynek zbytu. Należy w jak najkrótszym czasie zdobyć masę krytyczną, czyli odpowiednią liczbę użytkowników/klientów zapewniających naszemu biznesowi rentowność. Ale czy aby na pewno jest to jedyna słuszna droga? Czy koniecznością jest rozwijanie biznesu z myślą o użytkownikach z całego świata? W teorii tak powinno być łatwiej – zrobić projekt w języku angielskim, z którego korzysta większość internautów i wypuścić go na szerokie wody.

Ok, ale można też działać globalnie i myśleć globalnie, prawda? Można wprowadzać międzynarodowe standardy na nasz rodzimy rynek mając na uwagę jego specyfikę i realizować strategię z działaniami skupionymi w jednym regionie geograficznym. Utopia? Absolutnie nie, bo jeżeli spojrzymy na największy biznesowe sukcesy polskiego internetu, to musimy wymienić między innymi takie firmy jak Allegro, InFakt, Nasza Klasa, Ciufcia.pl, Gadu-Gadu, GoldenLine.pl, Merlin, Agito, mBank, Sympatia.pl, Fotka, Grono.net i jeszcze kilka innych. Wymieniać tak można długo, ale chodzi tu głównie o wspólny mianownik, który łączy te firmy. Mianowicie – każda z nich była i jest skupiona na użytkowniku lokalnym. Zamiast skupiać się na zdobywaniu rynków zagranicznych, wdrażają one globalne standardy prowadzenia biznesu i realizują je tu na miejscu, w Polsce.

Wszędzie dookoła wciska się nam, że robienie biznesu na międzynarodową skalę to konieczność. Czy aby na pewno? Czy nie lepiej działać lokalnie, budować procesy, zdobywać doświadczenie, a dopiero później ewentualnie myśleć o innych rynkach zagranicznych?

Jest też druga strona medalu, czyli myśleć lokalnie i działać globalnie. To właśnie dlatego swego czasu mieliśmy wysyp mikroblogów, które nie miały prawa zdobyć popularności. Może teraz, gdy ludzie zdecydowanie w większym stopniu pojmują ideę mikroblogowania miałoby to sens. Wtedy (czyt. 2-3 lata temu) nie miało. Twitter był popularny, więc powstawały jego polskie odpowiedniki, które prędzej czy później zniknęły, umarły lub wegetują.

Podobnie w chwili obecnie jest z zakupami grupowymi. Skoro na zachodzie i w USA istnieje kilkaset serwisów tego rodzaju, to wielu myśli, że gdy postawi swoją kopie jednego z nich, osiągnie podobny sukces jak Groupon. Po pierwsze, czy faktycznie możemy mówić o sukcesie Groupona? Jasne wszedł na giełdę, jego właściciele zebrali miliony dolarów, ale problemów tej firmie nie brakuje. Po drugie, czy naprawdę jesteśmy aż tak naiwni?

Owszem mamy perełki takie jak Topicmarks, Manubia i inne, ale czy będą one w stanie odnieść sukces na miarę GG lub Allegro? Czy będą w stanie generować przychody na tyle wysokie, by stanowić o sile polskiej internetowej przedsiębiorczości? Wątpliwe. Ich twórcy prawdopodobnie dorobią się, kupią dom, najnowszy model ulubionego samochodu, ale nigdy nie zbliżą się do poziomu jaki osiągnęły biznesy skupione wokół rodzimego rynku.

Są też takie usługi, które w mgnieniu oka powinno wprowadzać się na szerokie wody, ale czy miernik dla każdego z projektów powinien być taki sam? Zdarzają się wyjątki, gdy fundusze inwestują w projekty bez planów ekspansji zagranicznej, ale to wyjątki potwierdzającego regułę. Nie masz planów na podbój dzikiego zachodu? Odpuść albo szukaj innych źródeł finansowania. Fundusze i inkubatory raczej nie pomogą ci odnieść sukcesu.

Tagi: ,

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement