Legalne pliki muzyczne za 10 eurocentów? W Rosji i nie tylko to możliwe

02.01.2012
Legalne pliki muzyczne za 10 eurocentów? W Rosji i nie tylko to możliwe

Legalne pliki muzyczne za 10 eurocentów? W Rosji i nie tylko to możliwe

Internet zmienił przemysł muzyczny w dramatyczny sposób – to wiemy od dawna. Najpierw Napster podważył cały dotychczasowy system dystrybucji muzyki zamieniając sieć w jeden wielki serwer wymiany plików muzycznych w formacie mp3, a następnie iTunes pomógł zalegalizować internet jako główną platformę do sprzedaży muzyki, szybko stając się największym na świecie sklepem muzycznym. Branża ciągle próbuje się bronić przed internetowymi nowinkami związanymi ze sposobem dystrybucji muzyki w internecie (np. przed nowym fenomenem streamingu). Na dodatek wciąż traci na niehomogenicznych systemach prawnych, co prowadzi do absurdów. Chociażby takich jak rosyjskie strony internetowe oferujące przepastne zasoby plików mp3 po kilkunastokrotnie niższych cenach od tych w iTunesie, Nokia Music, czy Muzodajni. 

Czy to legalne? W Rosji na pewno tak. A poza jej granicami? To już do końca pewne nie jest, ale tych, którzy wręcz hurtowo zaopatrują się na rosyjskich stronach w nowości muzyczne za bardzo to nie interesuje. A jest ich zapewne bardzo wielu, bo nie ma chyba osoby, która szukając muzyki w sieci, nie natrafiłaby na rosyjskie serwisy oferujące tanie “legalne” pliki mp3. Soundike, MP3Sale, LegalSounds, MP3Fiesta, MP3Panda, GoldenMP3 – żeby wymienić tylko te najbardziej znane. Ceny? Fenomenalnie dobre – w takim GoldenMP3 najnowszy album Coldplay za 1 euro, a ostatni hitowy album Adele w takim MP3sale można wyrwać za 1,04 euro. Za pojedyncze kawałki zapłacimy 10 centów. Nic tylko kupować.

Strony te działają na podstawie prawa rosyjskiego, według którego każdy, kto płaci odpowiednią licencję może dystrybuować i sprzedawać muzykę. W państwach o nieco bardziej posuniętym prawodawstwie wygląda to nieco inaczej – jeśli chce się sprzedawać daną płytę, trzeba zdobyć odpowiednie prawa od wydawcy. W Rosji wystarczy tylko prowadzić rejestr sprzedaży (w przypadku dystrybucji internetowej informację o pobraniach plików na dysk) oraz płacić odpowiednią opłatę do agencji ROMS (Russian Organization for Multimedia and Digital Systems)  zajmującej się zbieraniem takich należności, a następnie redystrybucją pieniędzy pomiędzy właścicielami praw autorskich.

Nawet jeśli uznać, że według prawa rosyjskiego działalność stron MP3Sale, MP3Fiesta i innych jest legalna, to wydaje się, że korzystanie z nich jest legalne tylko i wyłącznie na terenie Rosji. A tymczasem strony te mają angielskie wersje swoich serwisów i nie ma najmniejszego problemu kupować pliki mp3 z terenów innych krajów, chociażby z Polski. Nie ma żadnych ograniczeń terytorialnych zarówno dla zakładania kont, jak i dokonywania zakupów i pobrań. W praktyce system płatności działa w ten sposób, że na koncie danej strony trzeba zdeponować za pomocą karty kredytowej jakąś kwotę pieniędzy (zazwyczaj od 20 euro wzwyż), którą następnie wykorzystuje się na zakup poszczególnych plików mp3, czy też całych albumów (zazwyczaj z dodatkową 10% zniżką za zakup całego albumu).

Co więcej, oferta rosyjskich sklepów z muzyką jest czasami zadziwiająco dobra. Często wygląda to tak, że niektóre nowości są w nich dostępne nawet przed… światową premierą, co jednoznacznie wskazuje na szemrany sposób dotarcia do plików. Zdarzają się nawet takie kwiatki, gdy część z oferowanych na sprzedaż (przypominam: legalnie…) plików jest uszkodzona w sposób, który jawnie przypomina to, co niektórzy wydawcy specjalnie robią z plikami wrzucanymi do sieci (przyspieszenia muzyki, zrywanie jej po kilkudziesięciu sekundach, szeleszczenia, itp.). Rosyjskie strony oferują nawet specjalny przycisk, za pomocą którego można zgłosić do systemu takie pliki, a administratorzy spróbują “zdobyć” poprawny plik.

Nie ma też oczywiście mowy o jednolitym systemie bitrate dla wszystkich plików oferowanych przez dany sklep. Zdarza się więc tak, że część plików w danym albumie jest w lepszym, a cześć w gorszym bitrate. Ponownie to sugeruje raczej niezbyt legalną drogę zdobywania plików przez rosyjskie sklepy muzyczne.

Tak, czy siak, istnieją one sobie w internecie i to wcale nie na jego obrzeżach – prowadzą akcje marketingowe próbując przekonywać do swoich usług użytkowników internetu z wielu krajów. Dość głośne akcje protestacyjne niektórych wydawców (szczególnie tych mniejszych) palą na panewce, bo w rosyjskich realiach udowodnienie nielegalności działania sklepów jest raczej niemożliwe.

Żadne organizacje antypirackie, zrzeszenia wydawców, czy coraz bardziej restrykcyjne amerykańskie ustawodawstwo im nie straszne.

Dołącz do dyskusji