Chciwość Intela i Microsoftu doprowadzą do tabletowej katastrofy?

18.01.2012
Chciwość Intela i Microsoftu doprowadzą do tabletowej katastrofy?

Chciwość Intela i Microsoftu doprowadzą do tabletowej katastrofy?

Wracam do tematu tabletów z Windows 8, bo ostatnie dni wydają się serią porażek dla tych urządzeń. Właśnie udało nam się dowiedzieć, że za urządzenia te zapłacimy od 600 do 900 dolarów. Intel i Microsoft wierzą, że to słuszna cena. Patrząc na ceny konkurencji, śmiem wątpić.

Według źródeł DIGITIMES Systems (a to bardzo wiarygodne źródła), tablety z procesorami Intela i systemem Windows 8 będą, delikatnie rzecz ujmując, bardzo drogie. Obie firmy wkraczają na rynek bardzo spóźnione, raczej nie będą posiadały tak zwanego „cool factor”, a jedyne, co będą miały do zaoferowania, to bardzo zaawansowane możliwości systemu operacyjnego. Pytanie tylko, czy to wystarczy?

Jestem bardzo ciekaw systemu Windows 8 i, wydaje mi się, nawet sceptycy są zainteresowani. Następca „Siódemki” ma być wydajniejszy, lepiej zoptymalizowany, ma mieć zupełnie nowy interfejs, który nareszcie będzie można z przyjemnością wykorzystać również za pomocą ekranu dotykowego, a w przypadku wersji na procesory x86, zachowa kompatybilność wsteczną z aplikacjami dla Windows 7.

Zaoferuje więc całą potęgę systemu Windows (pełna wielozadaniowość, możliwość zdalnego zarządzania przed korporacyjnych administratorów, obsługa wszystkich dostępnych na rynku peryferiów, Office, Exchange i wiele innych) usuwając wiele wad poprzednich edycji (ze szczególnym nastawieniem na ociężałość i wyjątkowo niewygodny interfejs dotykowy). Możemy się oczywiście spierać, że kafelki Metro są brzydkie, zdaniem niektórych nieergonomiczne, że Linux może dużo więcej (jestem sceptyczny, ale to nie na teraz rozmowa), ale chyba wszyscy się zgodzimy, że patrząc pod kątem tabletów, to gigantyczny skok jakościowy od Microsoftu, zwłaszcza mając na uwadze tablety z Windows 7.

Problem w tym, że Microsoft wchodzi wraz z Intelem na ten rynek z gigantycznym opóźnieniem. Tablety to przede wszystkim iPad. Pod koniec ubiegłego roku w USA kontrolował on 83 procent rynku. Jeśli chodzi o światowe udziały, to jest nieco gorzej. Nie jestem w stanie podać konkretnych liczb, bo co badanie to inny wynik, ale tu też urządzenie Apple’a wyraźnie dominuje. Ludzie kochają Apple, iPad jest modny. iPad jest fajny. I przy okazji, to udany produkt, patrząc na to zupełnie obiektywnie. Czy zechcą przesiąść się na tablet Microsoftu? Nie sądzę.

Drugim największym graczem jest tu Android. I właściwie ostatnim, bo reszta, to plankton. I jest on już na tyle długo na rynku, że zdążył się zadomowić. Użytkownicy tabletów z Androidem są już związani z chmurą Google’a, mają tam już swoje maile, kalendarze, kontakty i inne dane. Co więcej, mają już powybierane swoje aplikacje, zdążyli się przyzwyczaić i raczej nie czują potrzeby przesiadki. A jakby tego było mało, bardzo przyzwoity tablet z Androidem można spokojnie kupić za 350 dolarów, a najtańsze wersje za dużo mniej. Tu również nie przewiduję odpływu użytkowników w stronę Microsoftu.

Pozostała więc grupa ludzi bez tabletów, którzy iPada uważają za zabawkę (i mają w tym sporo racji), a Androida za ciągłą wersję beta, wciąż pełną różnych niedoróbek (i również można powiedzieć, że coś w tym jest). Są jeszcze osoby ściśle związane z ekosystemem Microsoftu, którzy nie wyobrażają sobie życia bez Office’a, Exchange’a i swoich aplikacji z notebooków. Tu więc Microsoft i Intel widzą swoją szansę. Jednak kim są ci ludzie? To albo zupełni laicy, którzy boją się zmieniać swoje przyzwyczajenia nabyte z wszechobecnym Windows, albo entuzjaści, profesjonaliści, ludzie traktujący swoje komputery jako narzędzie do pracy i zarobku. Czyli, w porównaniu do statystycznego Kowalskiego, klientela dość marginalna.

Mając to wszystko na uwadze, po doniesieniach od DIGITMES na temat cen tabletów z Windows 8 parsknąłem na głos śmiechem. Zwłaszcza, że wysokie ceny nie są narzucone przez partnerów OEM. To ponoć Microsoft i Intel nie chcą dać się przekonać do obniżki cen swoich produktów. Oznacza to, że za najtańszy, najgorszy, najsłabiej wyposażony tablet z Windows 8 kupimy sobie średniej klasy iPada i jeszcze zostanie nam na zestaw akcesoriów, lub kupimy sobie i dziewczynie po tablecie z Androidem. A przekonać ma nas do zakupu kompatybilność wsteczna z aplikacjami niedostosowanymi pod interfejs dotykowy i bardzo zaawansowane możliwości samego systemu, które na tablecie są dla większości użytkowników najzwyczajniej w świecie zbędna.

Czy ja myślę jakoś na opak? Przecież Intel i Microsoft mają sztab analityków rynkowych, zamawiają badania za zyliardy dolarów, a tu gówniarz Gajewski wytyka im absurdalną politykę cenową, która doprowadzić może do porażki godnej TouchPada i Playbooka (również tańsze urządzenia…). Gdzie popełniam błąd myślowy? Czy te bagatelizowane przeze mnie zalety Windows 8 w porównaniu do iOS-a i Androida są aż tak istotne? Czy profesjonalista nie będzie wolał kupić Ultrabooka z klawiaturą, do pracy? Czy „Kowalski” aż tak bardzo potrzebuje biurkowego systemu na swoim tablecie? Przekonamy się pod koniec roku. Aczkolwiek, moim zdaniem, cała nadzieja Microsoftu leży teraz wyłącznie w nieco tańszych, jak sądzę, tabletach z procesorami ARM. „Wintelowskie” tablety za 3 500 złotych są, moim zdaniem, skazane na porażkę.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

Advertisement