CES 2012 – nudy, nudy i jeszcze raz nudy

16.01.2012
CES 2012 – nudy, nudy i jeszcze raz nudy

CES 2012 – nudy, nudy i jeszcze raz nudy

Rekordowa liczba odwiedzających targi – 153 tys. (4 tys. więcej od rekordowego poprzedniego roku); rekordowa liczba wystawców – 3,1 tys. na rekordowo wielkiej liczbie metrów kwadratowych – 1,86 mln; rekordowa liczba odwiedzających z zagranicy – 34 tys. oraz rekordowa liczba nowych produktów pokazanych na targach – 20 tys. – mimo tego wszystkiego tegoroczne targi Consumer Electronic Show (CES) w Las Vegas przejdą do historii jako jedne z najnudniejszych w historii.

Przez trzy dni w zeszłym tygodniu – od wtorku do czwartku – amerykańskie miasto  hazardu Las Vegas na chwilę przestało grać w jednorękich bandytów i poszło oglądać elektroniczne gadżety 2012 roku. Byliśmy też tam i my, i to co zobaczyliśmy raczej nas rozczarowało – zarówno pod względem tego, co na targach zostało pokazane, jak i samej organizacji tego wielkiego przedsięwzięcia. 

Wcale nie są przesadzone komentarze, że największym zwycięzcą tegorocznego CESa był Apple. Przechadzając się po stoiskach właśnie takie wrażenie można było odnieść – nie dość, że w ujęciu liczbowym jestem przekonany, że najwięcej ze wszystkich wystawianych produktów stanowił osprzęt do produktów Apple’a, to na dodatek jedna z hal nazwana była po prostu… iLounge, gdzie tylko i wyłącznie prezentowane były produkty związane z iPhone’ami, iPadami, iPodami i Makami. To trochę tak, jakby cały Macworld wystawiał się przy okazji na targach CES.

Ale to jeszcze nie koniec – patrząc na to, co największe firmy technologiczne świata miały do zaprezentowania w tym roku w Las Vegas nie da się nie odnieść tego do produktów Apple’a. Z której strony by nie patrzeć, jak na dłoni widać, że głównym innowatorem rynku technologicznego jego Apple, a konkurenci próbują odpowiadać prezentując alternatywne produkty.

Tegoroczny CES zdominowany był przez trzy kategorie produktów: tablety, ultrabooki oraz telewizory. I we wszystkich tych kategoriach wyraźnie widać piętno Apple’a, zarówno tam, gdzie Apple jest już obecny, jak i w tych, w których jeszcze go nie ma. W tabletach jest oczywistym, że rynek ciągle dąży do zniwelowania ogromnego sukcesu iPada, choć wciąż większość nowych produktów wygląda na mniej lub bardziej na klony tabletu Apple’a. Ultrabooki – cokolwiek by mówić o ich innowacyjności – w prostej linii wyglądają jak odpowiedź zarówno Intela, jak i producentów poszczególnych komputerów PC na MacBooka Air. W kategorii telewizorów z kolei, jak na dłoni widać, że brakuje w nich innowacyjności Apple’a – niby każdy z topowych producentów zaprezentował własny pomysł na SmartTV, czyli połączenie treści internetowych z usługami telewizyjnymi, niby każdy spróbował uprościć niezwykle skomplikowany system interfejsu użytkownika sprzętu telewizyjnego, niby każdy zaprezentował nowy typ urządzenia sterującego (nowoczesne dotykowe piloty, specjalne tablety, itd.), ale wydaje się, że to wciąż dreptanie w miejscu i telewizor potrzebuje prawdziwego wstrząsu z zewnątrz.

Były CEO Apple, John Sculley, który odwiedził targi i rozmawiał z kilkoma dziennikarzami stwierdził, że “jedyną firmą, która może zrewolucjonizować telewizor jest Apple” i naprawdę trudno się z nim nie zgodzić. W końcu od co najmniej dwóch lat jest niemal pewne, że Apple wejdzie na rynek telewizorów i producenci mieli mnóstwo czasu, aby zrewolucjonizować telewizory, czym można by odwrócić bardzo negatywny trend sprzedażowy na tym rynku. Dotychczasowe innowacje na rynku telewizyjnym ostatnich lat, na czele z 3D, okazały się niewystarczające by pchnąć w rynek nowe życie. Sprzedaż telewizorów przynosi coraz większe straty dosłownie wszystkim, którzy na tym rynku działają: Sony, Panasonic, LG i Samsung – wszyscy oni notują straty na tej działalności od długich lat (a Sony, czy Panasonic od co najmniej… ośmiu). Paradoksalnie jedną z niewielu szans na odwrócenie tego bardzo negatywnego trendu może przynieść debiut Apple’a na tym rynku. W oficjalnej biografii Steve’a Jobsa, w jednym z ostatnich jej rozdziałach, cytowany jest Jobs, który mówi, że w końcu rozgryzł problem jaki leży u podstaw odpowiedniego podejścia do zarządzania telewizorem przez użytkownika. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że już w tym roku dowiemy się, czy miał rację.

Nie można się również oprzeć wrażeniu, że z każdym rokiem maleje znaczenie największych masowych targów na świecie. CES 2012 był ostatnim, na którym wystawia się Microsoft, który do tej pory miał bardzo uprzywilejowaną pozycję otwierając swoją konferencją targi i posiadając najbardziej eksponowane miejsce głównej hali. Tym sposobem na kolejnej edycji targów w 2013 r. zabraknie dwóch czołowych firm technologicznych świata – Apple’a, który na CESie nie wystawia się od dawien dawna, oraz Microsoftu, który nie będzie obecny po raz pierwszy. To tylko potwierdza fakt, że technologiczny marketing będzie coraz częściej dążył do dedykowanych imprez poszczególnych największych graczy. W dobie coraz bardziej postępującej globalizacji informacji takie imprezy są bardziej skuteczne, ponieważ przyciągają uwagę świata tylko do konkretnej marki czy firmy.

Brakowało w tym roku na CES czegoś olśniewającego. W zalewie mniej lub bardziej przydatnych nowinek technologicznych, brak było czegoś naprawdę spektakularnego, czegoś co mogłoby zrobić globalną karierę. Trudno wyrokować, czy wpływ na to mają raczej negatywne emocje wokół światowej ekonomii, ale fakt faktem, że tegoroczny CES był dość… smutny i bez entuzjazmu. Choć z drugiej strony, konstrukcja stoisk poszczególnych największych firm technologicznych świata oraz zainteresowanie nimi odwiedzających mógł dać pogląd na to, kto dziś rozdaje karty.

Zdecydowanie największym powodzeniem cieszyło się stoisko Samsunga, który prezentował na nim całe portfolio swoich produktów. Nie trzeba być znawcą rynku by dostrzec, że to właśnie ta koreańska firma jest dziś głównym rozdającym karty na rynku tech. Aby dostać się na stoisko Samsunga trzeba było niejednokrotnie swoje odczekać w kolejce.

Widać też było, jak wielką ofensywę przypuścił Intel, który po kilku latach innowacyjnej posuchy wraca na rynek nie tylko potężnym portfolio ultrabooków (ma się ich pojawić co najmniej 75 na rynku w tym roku), ale także smartfonami i oprogramowaniem.

Do miana jego najpoważniejszego konkurenta wyrasta Qualcomm i nie chodzi tu tylko o rynek procesorów, ale o rozmach z jakim rozwija swoje działania firma zarządzana przez Paula Jacobsa. Qualcomm to dziś nie tylko dostawca chipów do ponad 80% aktualnie sprzedawanych smartfonów, ale także pionier w rozwoju technologii medycznych, kolorowego e-inku, technologii lokalizacyjnych i poszerzonej rzeczywistości. Rozmach działań przekładał się na gęsto oblegane stoisko na targach CES. Widać jak na dłoni, że Qualcomm jest dziś na bardzo wysokiej fali wzrostu zainteresowania swoją działalnością.

Dużym zainteresowaniem odwiedzających i mediów cieszyło się także stoisko Nokii. Widać było naturalną ciekawość wokół nowych smartfonów fińskiego producenta z systemem Windows Phone. Prezenterzy mieli mnóstwo roboty tłumacząc zainteresowanym podstawy systemu Microsoftu, co z kolei skłania ku refleksji, że jeszcze przed obiema firmami bardzo dużo pozytywistycznej pracy związanej z promocją podstawowych wartości systemu operacyjnego.

Na CESie widać było również, które największe firmy technologiczne świata są dziś w odwrocie – stoiska RIM, Motoroli, czy Panasonica, mimo że całkiem spektakularne i wielkie, nie cieszyły się zbytnią popularnością wśród zwiedzających.

Już wkrótce kolejne wielkie targi branży technologicznej – Mobile World Congress w Barcelonie, które powinny przynieść odpowiedź na to, jaki będzie ten rok dla branży technologicznej: czy nudny, jak wskazuje na to tegoroczny CES, czy może znowu wszystko to, co najciekawsze będzie miało miejsce na rynku mobilnym. W Barcelonie wystawiać się będą w większości ci sami gracze (podobnie jak w Las Vegas, na MWC zabraknie również Apple’a), więc otwartym pozostaje pytanie, czy czasem nie przytrzymali najgorętsze premiery na prezentację pod koniec lutego w Barcelonie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji