Apple zatrzęsie szkolną ławą

18.01.2012
Apple zatrzęsie szkolną ławą

Apple zatrzęsie szkolną ławą

Jutro konferencja Apple’a, tymczasem medialnego podniecenia, które od dłuższego czasu towarzyszy wszelkim medialnym spędom organizowanym przez ekipę z Cupertino, jakby tym razem brakowało. To pewnie dlatego, że jutro nie będzie debiutował ani kolejny iPhone, ani kolejny iPad, ani nawet nowa wersja iPoda. Jednak mimo to warto uważnie obserwować to, co jutro do powiedzenia będą mieli przedstawiciele Apple’a, bo zdaje się, że chcą wywołać trzęsienie ziemi na kolejnym rynku. Tym razem chodzi o rynek edukacyjny, a konkretniej mówiąc o podręczniki szkolne. 

Brzmi banalnie? Może i tak, ale wszystko co związane z materiałami do nauki w szkole to gigantyczne pieniądze na każdym lokalnym rynku – tak jak w USA, tak w Polsce, w Rosji i pewnie w odległej Kambodży. Wszędzie to rynek warty gigantyczne pieniądze, na dodatek działający na styku pieniędzy publiczno-prywatnych, zazwyczaj przy dużym błogosławieństwie aparatów państwowych. Dotychczas rynek podręczników dość skutecznie opierał się cyfrowej rewolucji – w szkołach w nawet najbardziej rozwiniętych państwach świata wciąż w znacznej mierze dominują fizyczne, drukowane podręczniki, a urządzenia komputerowe, na czele z nową wielką falą mobilnych urządzeń komputerowych traktowane są raczej jako wróg aniżeli przyjaciel.

To się musi w końcu zmienić i Apple, jak to Apple, trzyma w rękach narzędzie, dzięki któremu ta zmiana jest możliwa. To oczywiście iPad, który został już wystarczająco spopularyzowany na całym świecie by móc być brany pod uwagę nie tylko jako gadżet do przyjemnej konsumpcji mediów internetowych, ale również jako narzędzie do skutecznej nauki. Zresztą, gdy debiutował iPad, jednym z fundamentów jego praktycznego wykorzystania miała być ława szkolna. Tak mówił podczas pierwszej prezentacji urządzenia Steve Jobs, który w autoryzowanej biografii autorstwa Waltera Isaacsona wyraźnie mówił, że z tabletem Apple chciał także zmienić rynek podręczników szkolnych. Według słów samego Jobsa, Apple miał pomysł na zlecanie twórcom podręczników przygotowania cyfrowych wersji zoptymalizowanych pod iPada, z wykorzystaniem wszelkich jego dobrodziejstw, głównie multimediów i interaktywności.

W biografii Jobsa padają również przykłady konkretnych negocjacji, które Steve Jobs miał prowadzić z przedstawicielami największych wydawnictw (amerykańskich oczywiście) pod kątem nowej linii podręczników szkolnych. I trzeba przyznać, że na papierze Apple jest do tej nowej rewolucji całkiem nieźle przygotowany. Ma już kultowy gadżet (iPad), ma także wewnętrzny system publikacji e-książek (iBookStore), ma w końcu sprawnie i niezwykle intuicyjnie działającą usługę synchronizacji w technologicznej chmurze (iCloud), co łącznie może stanowić o sile nowej oferty dla rynku edukacyjnego.

A że w ujęciu biznesowym jest o co walczyć, to jest oczywiste. Według Roba Reynoldsa z MBC Direct Digita, cytowanego przez “Wall Street Journal”, w tym roku cyfrowe podręczniki będą stanowiły ok 6% wszystkich sprzedanych podręczników w Stanach Zjednoczonych, co będzie świetnym 100% wzrostem w porównaniu do zeszłego roku. To jednak nic w porównaniu do tego, co ma być do końca 2020 r., gdy cyfrowe podręczniki mają stanowić co najmniej 50% rynku.

Zalety tabletów w nauce szkolnej wydają się wręcz nieocenione, szczególnie jeśli połączymy to z rozwojem fenomenu internetu społecznościowego, a także mobilnego internetu, dzięki któremu stale można być online. I nie chodzi tu tylko o system nauki dla najmłodszych przedstawicieli społeczeństwa, lecz także – a może przede wszystkim – także tym starszym z uniwersytetów. To tam bowiem, w takim iPadzie połączonym z komunikatorem, Facebookiem, Twitterem, YouTube i wszystkimi możliwymi do wyobrażenia sobie mulitmediami, leży gigantyczny potencjał na zrewolucjonizowanie sposobu w jakim się studiuje i generalnie naucza w szkolnictwie wyższym.

A to, że iPad już dziś jest świetnym narzędziem edukacyjnym, to widać również po zalewie świetnych aplikacji dla najmłodszych, które uczą czytać i pisać, matematyki i języków obcych, historii i geografii w sposób niezwykle atrakcyjny dla młodego człowieka. Apple spróbuje pewnie stworzyć teraz cały system tworzenia, publikacji i zarządzania nowym formatem cyfrowego podręcznika, który będzie czerpał z bogatego doświadczenia aplikacji, które już na iPada są dostępne.

Jest tylko jedno zagrożenie związane z potencjalną nową rewolucją Apple’a – ograniczenie terytorialne. Trudno bowiem oczekiwać, aby system, który zaproponuje jutro Apple był globalny, czyli taki, który dawałby szansę na przygotowanie podobnych rozwiązań w Stanach Zjednoczonych, Polsce i we wspomnianych powyżej Rosji i Kambodży. Nie dość, że rynki edukacyjne działają bardzo odmiennie w różnych częściach świata, to jeszcze same systemy edukacyjne mogą przybierać przeróżne kształty. Nie mówiąc już o tym, że sposób organizacji edukacji, uczenia zarówno młodych jak i starszych studentów znacznie się różni w poszczególnych krajach. To, co zaproponuje jutro Apple będzie pewnie ofertą jedynie dla amerykańskiego systemu edukacji, co jednak nie oznacza, że – jeśli rzeczywiście nastąpi jakiś przełom w USA – w przyszłości nie zostanie w taki czy inny sposób przeniesione na rynku lokalne.

Ważny dzień się więc szykuje jutro.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement