Amazon jak Microsoft

07.01.2012
Amazon jak Microsoft

Amazon jak Microsoft

O Jeffie Bezosie niektórzy mówią “nowy Steve Jobs”, próbując pozycjonować Amazona jako nowe Apple. To bez sensu. Po co komu nowe Apple? Apple ma się bardzo dobrze, iSprzęty sprzedają się świetnie, zarabiają ogromne pieniądze, a niemal już kult Jobsa sprawia, że Apple jeszcze pociągnie kilka lat choćby siłą rozpędu. Amazon to nie nowy Apple pod względem strategii. Amazon to nowy Microsoft.

Wszyscy pewnie wiemy, w jaki sposób Microsoft doszedł do “władzy”. “Podkradanie” pomysłów konkurencji, ostre zagrania a w końcu kupowanie, a jeśli się nie dało kupić, to niszczenie dobrze zapowiadającej się konkurencji było na porządku dziennym. Oprócz tego oczywiście największą siłą Microsoftu były produkty, które idealnie trafiły w czas boomu komputerowego.

W mniej lub bardziej kontrowersyjny sposób Microsoft zagarnął ogromne większości rynku komputerowego, która aż do teraz owocuje dominacją i tym, ze konkurenci przez długi czas nie potrafią się przebić do szerokiej świadomości.

Amazon ma bardzo podobną strategię. Może nie tak brutalną, ale też czasy są inne, a i biznes opiera się na trochę innych fundamentach. Ale to już się dzieje – który czytnik sprzedaje się najlepiej? Kindle. Nawet więcej – dla wielu ludzi nie istnieją czytniki, tylko Kindle w kilku wersjach. Kindle dotykowy, Kindle z modemem, Kindle – tablet. Amazon już jest na ścieżce, która prowadzi do globalnej dominacji.

Masa krytyczna została przekroczona, a Bezos świadomie do tego prowadził. Biznes oparty na modelu sprzedaży treści w postaci fizycznej w dłuższej perspektywie nie ma racji bytu – mp3 zastępują CD, streaming online zastępuje DVD czy Blu-Ray etc. Bezos o tym wiedział od dawna. Zdawał sobie też sprawę, że jedynie dystybucją treści nie da się zdobyć przewagi, tym bardziej, że Apple pierwszy wyczuł pismo nosem i połączył dystrybucję z urządzeniami. Jak ważne były swojego czasu iPody, jak spopularyzowały cyfrową sprzedaż i jak urządzenia produkcji Apple sprawiły, że iTunes stało się największym sklepem z muzyką w plikach na świecie.

I właśnie podobną rzecz Bezos zrobił z ebookami. Na rynkach, na których obecne są wszystkie usługi Amazonu Kindle jest liderem. Ba, więcej – Kindle jest liderem nawet w Polsce, bo choć nie ma oficjalnych danych, to szacuje się, że Kindle’i jest najwięcej. A przecież w Amazonie ebooków po Polsku jak na lekarstwo, ale urządzenie można bez problemu zamówić i korzystać z książek spoza Amazonu. A jeśli wejdzie on z treściami do naszego kraju, to sprawę będzie miał już ułatwioną.

Podobnie jest z Kindle Fire. Najpierw przygotowano grunt w postaci wypożyczalni filmów czy oferty kolorowych magazynów, potem zaoferowano urządzenie idealne do odbierania tych treści.

Wszystkie te urządzenia w cenie tak niskiej, że praktycznie żaden inny wydawca czy producent nie mógłby sobie pozwolić, bo to zbyt ryzykowne. Bezos postawił sprawę jasno – damy konsumentom najtańsze i najlepsze urządzenie, a oni i tak zostawią u nas mnóstwo pieniędzy, bo będą u nas kupować.

Tylko, że przy okazji Amazon powoduje, że konkurencja nie ma czym walczyć. Nawet, jeśli jakaś księgarnia zaoferuje sporo niższe ceny, to nie ma to znaczenia – w Amazonie jest prosto i przyjemnie. Dla autorów nieobecność w katalogu Amazonu oznacza już prawie niebyt w ogóle.

I o to chodzi. Amazon zaczął akcję skłaniania autorów do pomijania wydawnictw i umieszczania tytułów bezpośrednio w katalogu. Wydawnictwa zaczęły na poważnie bać się firmy, która chce być sklepem, producentem, wydawnictwem i pożeraczem pieniędzy w jednym. A Bezos nie odpuści.

Na razie będzie walczył cenami, które przyciągają klientów. Tym sposobem pozbędzie się sporej konkurencji – Barnes & Noble już planuje oddzielić sekcję zamującą się czytnikami i tabletami od reszty wydawnictwa, bo powoduje ona niepokój inwestorów i nie przynosi oczekiwanych zysków. A B&N to w Stanach Jednoczonych największy konkurent Amazonu.

Nawet w Polsce jak na szpilkach wyczekujemy tego, czy Amazon w końcu ogłosi ficjalne plany wejścia do nas. Zdajemy sobie sprawę, że żaden polski sklep nie zaoferuje tak wiele treści i usług, a na inne nie ma co czekać – bo na co? Na Barnes & Noble, które zresztą prowadziło (nie wiem, czy jeszcze prowadzi)wysyłkę do Polski? Nie, na to nikt nie czeka, bo B&N nie przebił się d światowej świadomości, nie wybił z Nookiem i nie potrafi sprzedać się światu.

Pamiętacie historię Microsoftu? Przez lata my jako użytkownicy płacimy za licencje spore pieniądze (czy bezpośrednio, czy OEM) i nie mamy żadnej sensownej alternatywy, bo Windows wdarł się do domów, urzędów, szkół, firm i korporacji i wszędzie, gdzie się dało. I użytkownicy wybierają kolejne Windowsy siłą rozpędu, a taki biznes najczęściej nie ma wyboru i musi z niego korzystać, by wszystko było wstecznie kompatybilne i tak dalej i dalej i dalej…

A gdy Kindle zdobędzie odpowiednią masę krytyczną co stoi na przeszkodze, by Amazon zablokował na przykład możliwość odczytu nieamazonowych formatów?

Dołącz do dyskusji

Advertisement