Windows Store zapowiada się rewelacyjnie – i dla klientów i dla Microsoftu

07.12.2011
Windows Store zapowiada się rewelacyjnie – i dla klientów i dla Microsoftu

Windows Store zapowiada się rewelacyjnie – i dla klientów i dla Microsoftu

Do tej pory Microsoft, jeśli chodzi o internetowe sklepy z oprogramowaniem, musiał pozostać w cieniu Apple. Wersja dla urządzeń mobilnych, pomimo ciągłego rozwoju, przy stosunkowo niewielkiej ilości działających na świecie urządzeń raczej nie mogła aspirować do miana sukcesu, natomiast wersja dla stacjonarnego Windowsa nie istniała wcale. Dziś dowiedzieliśmy się, jak Microsoft zamierza rywalizować nie tylko z Mac App Store, ale również z AppStore, w jednym miejscu skupiając wszystkie aplikacje dla Windows 8 – zarówno dla komputerów, jak i tabletów (zarówno x86 jak i ARM). Trzeba przyznać, że wygląda to doskonale, praktycznie pod każdym względem.

Oczywiście wygląd sklepu nie będzie zaskoczeniem dla nikogo, kto przynajmniej pobieżnie przyjrzał się (lub sam przetestował) pierwszym wersjom Windows 8. Metro, Metro i jeszcze raz Metro. Microsoft najwyraźniej zamierza promować swój nowy interfejs niezależnie od sprzętu, na którym będzie on funkcjonować i choć może to wzbudzać całkiem uzasadnione obiekcje u niektórych (takie UI wydaje się być nieszczególnie efektywne na urządzeniach bez ekranu dotykowego), to jeśli weźmiemy pod uwagę to, że podobnie skonstruowany był Zune, nie powinniśmy się raczej spodziewać większych problemów.

Tym, co oprócz interfejsu będzie wyróżniać nowy Windows Store będzie fakt, że Microsoft najwyraźniej dość dokładnie przyjrzał się istniejącej już konkurencji (od Apple po Google) i postanowił w praktycznie każdym przypadku obrać pozycję pomiędzy dwoma skrajnościami, reprezentowanymi w jego opinii przez Android Market i Apple AppStore. Opłata za rejestrację dla programistów wynosi więc 49$ (99$ w przypadku firm), a selekcja przy akceptacji zgłoszonych aplikacji nie będzie ani zbyt rygorystyczna (AppStore), ani „praktycznie żadna” (Android Market). Do kieszeni twórców może trafić za to nawet 80% wpływów za stworzony przez niego program, pod warunkiem jednak, że łączna wartość przychodów z zakupu samej aplikacji i dodatków wewnątrz programu (in-app purchase) przekroczy 25000$. Biorąc pod uwagę, że po przekroczeniu tej granicy praktycznie każdy procent może stanowić całkiem słuszną gotówkę, taka forma motywacji do tworzenia jak najlepszych programów i gier jest o wiele lepsza niż „płaska stawka”. Cena poszczególnych aplikacji ma mieścić się w przedziale 1,49$ – 999$. Trochę brakować może magicznego „mniej niż dolar”, ale ostatecznie nie powinno być to większym problemem.

W przeciwieństwie do Apple, Microsoft uznał, że jednak „najlepszą formą promocji aplikacji jest sama aplikacja”, w związku z czym dopuszczalne będą darmowe wersje próbne, zarówno ograniczone czasowo, jak i pozbawione wybranych funkcji. Użytkownik, w przypadku kiedy zdecyduje się na wykupienie pełnoprawnego wydania, będzie w stanie dokonać tego bez najmniejszych problemów, przy zachowaniu dotychczasowej pracy (lub stanu gry).

Wersje demonstracyjne aplikacji to nie jedyny aspekt, w którym Microsoft nie zgodził się z Apple i uznał, że wybór jest o wiele lepszy od… jego braku. Dzięki temu programiści będą mieli m.in. możliwość tworzenia produktów wyświetlających reklamy, przy czym Microsoft nie będzie ich jedynym dostawcą – decyzja odnośnie sieci, mającej zapewnić jak najlepszą jakość (i rentowność) reklam zależeć będzie tylko i wyłącznie od twórcy. Kuszący może być także mechanizm płatności wewnątrz aplikacji, gdzie ponownie można skorzystać z rozwiązania Windows Store lub z własnego. Jako przykład podana została aplikacja The Daily Telegraph, wykorzystująca własny system płatności oraz weryfikacji, np. dla już istniejących klientów.

Co jeszcze powinno przyciągnąć programistów? Według deklaracji Microsoftu, oprócz atrakcyjnych stawek oraz ogólnie pojętej „otwartości”, będzie to szereg narzędzi analitycznych oddanych do ich dyspozycji. Dzięki temu będą oni mogli śledzić nie tylko szczegółowe informacje na temat ilości pobrać, ale również uzyskać o wiele bardziej przydatne dane, takie jak np. kiedy i dlaczego stworzony przez nich program uległ awarii i na jakim sprzęcie (i przy jakiej konfiguracji) miało to miejsce.

Oprócz tego gigant z Redmond podparł się całkiem imponującymi, choć też łatwymi do przewidzenia statystykami, według których rynek aplikacji dla Windowsa będzie o wiele atrakcyjniejszy dla deweloperów niż w przypadku konkurencyjnych platform. Wystarczy przytoczyć chociażby ilość nowych komputerów z Windows 7, które od momentu jego premiery trafiły na rynek – 500 milionów. Więcej niż Androidów, iPhone’ów, czyli dwóch najistotniejszych platform „sklepowych” łącznie. Jeśli okaże się, że prędkość przyjmowania się Windows 8 będzie przynajmniej zbliżona do tego wyniku, a klienci chętnie decydować się będą na zakupy w nowym sklepie, szansa dla programistów może być ogromna.

Oficjalna wersja Windows Market dostępna będzie w 231 krajach i 100 językach, natomiast pierwsza publiczna wersja beta trafi do wszystkich zainteresowany już w lutym przyszłego roku, wraz z kolejną wersją testową Windows 8. Początkowo dostępne będą wyłącznie darmowe aplikacje, a możliwość ich zgłaszania otrzymają wyłącznie osoby i firmy zaproszone do programu.

Szykuje się naprawdę wielki hit, zarówno dla użytkowników, którzy w końcu otrzymają jedno miejsce do odnajdywania najciekawszych aplikacji, programistów, których bez wątpienia ucieszy otwartość oraz samego Microsoftu, który może na tym wszystkim tylko skorzystać. Problem jest tylko jeden – oczekiwania rozbudzone przez producenta Windowsa są gigantyczne. Jeśli nie uda mu się zaspokoić ich w jakimkolwiek aspekcie, publiczność z przyjemnością ogłosi porażkę i wytknie każdy błąd.

Dołącz do dyskusji

Advertisement