Przedsiębiorcy patrzą w gwiazdy, widzą w nich miliardy dolarów zysku

07.12.2011
Przedsiębiorcy patrzą w gwiazdy, widzą w nich miliardy dolarów zysku

Przedsiębiorcy patrzą w gwiazdy, widzą w nich miliardy dolarów zysku

Kiedy latem bieżącego roku NASA oficjalnie zamknęła program wahadłowców kosmicznych entuzjaści podboju kosmosu donośnie załkali. Bo niby kto teraz będzie zdobywał kolejne światy? Nikt nie wierzy w prywaciarzy. Mylnie.

Nie ukrywam, że tak jak jestem ultraliberałem gospodarczym z poglądów, tak wieść o poważnym cięciu kosztów przez NASA bardzo mnie zasmuciła. Tu nie zagrała logika, tu istotne były tylko emocje. To Amerykanie i ich narodowy program kosmiczny od dekad były symbolem podboju kosmosu. Jasne, Europa ma bardzo ambitne plany, Chiny po cichu też prowadzą swój program. Ale każde dziecko wie, kto to był Neil Armstrong, a jestem pewien, że większość z was nie jest w stanie wymienić z imienia i nazwiska ani jednego załoganta Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Tu jednak chodzi o ważniejsze rzeczy, niż nostalgia. Tu chodzi o dalszy rozwój. A NASA, po zakończeniu zimnej wojny, jak większość instytucji pracujących za publiczne pieniądze, zaczęła się lenić. Bo na brak budżetu narzekać nie mogła. Teraz, nie mając już „zylionów” dolarów na zmarnowanie amerykańska agencja kosmiczna przestaje mieć monopol  na swoją działalność. Powstaje dużo miejsca na prywatne przedsięwzięcia.

Wiele osób wątpi w prywaciarzy. Nie widzi dla nich szansy na jakikolwiek zysk z interesu. Nic bardziej mylnego. Zainteresowanie jest, i to olbrzymie. Pierwsza firma, która już zaciera ręce, to Virgin Galactic. Ma ona nadzieje na stworzenie zupełnie nowej gałęzi przemysłu, o której mówi się nieśmiało od dawna: kosmiczna turystyka. Virgin Galactic przeprowadziło już badania rynkowe, by sprawdzić, czy przedsięwzięcie ma sens, czy da się na tym zarobić. I kontynuuje inwestycje.

Loty w kosmos dla rozkapryszonych bogaczy to jednak olbrzymie przedsięwzięcie z punktu widzenia finansowego. Tyle,m że prywatny sektor ma dużo większą wolność w planowaniu strategicznym, niż instytucje publiczne, takie jak NASA. Dlatego też Virgin Galactic nie będzie tworzyć całego, kompleksowego programu kosmicznego. Zredukuje swoją działalność do bycia odpowiednikiem linii lotniczych. „Lotniskami”, czyli wyrzutniami pojazdów kosmicznych zajmie się inna firma. Być może taka, jak SpaceX, wspierana przez Elona Muska, założyciela PayPala. SpaceX ma plan stworzenia naziemnej infrastruktury dla statków kosmicznych, która będzie kosztowała dużo mniej, niż jakikolwiek projekt zaprezentowany kiedykolwiek przez NASA.

Virgin Galactic, jak już wspominałem, będzie pełniło rolę linii lotniczych. Co z rozwojem technologii, statków kosmicznych, naukowym podejściem do tematu? Tu również mamy trochę odpowiedników Boeinga. Obiecująca przyszłość rysuje się przed Space Island Group. Koncern już niedługo ma być gotowy do przyjmowania pierwszych zamówień na podzespoły do kosmicznych liniowców. Kończy też planowanie własnego programu naukowego. Co oczywiste, jak to u prywaciarzy, nie ma w tym nic altruistycznego. Sieć stacji badawczych umieszczonych na orbicie okołoziemskiej będzie opracowywała nowe technologie, które następnie będą sprzedawane partnerom za niemałe pieniądze. Nie chodzi tu tylko o partnerów powiązanych z „kosmicznym” rynkiem. Space Island Group jest przekonana, że na jej pracy skorzystają również inne sektory, w tym producenci elektroniki użytkowej. Biorąc pod uwagę chociażby to, że powszechność takiego wynalazku, jak długopis, zawdzięczamy NASA, możemy brać nadzieje Space Island Group na poważnie.

To jednak dopiero początek drogi. Kosmiczna turystyka, stacje badawcze wokół ziemi to jedno wielkie nic w porównaniu do dalekosiężnych planów tych i innych korporacji. A te są bardzo ambitne. Czy podbój naszego układu słonecznego w przeciągu najbliższych czterech dekad brzmi jak abstrakcja? Nie dla tych przedsiębiorców. Ale czego właściwie mogłyby te firmy szukać, co mogłoby przynieść zysk? Odpowiedź jest prosta: wokół Słońca orbitują biliardy dolarów. Trzeba tylko się po nie schylić. No, i nieco pobrudzić swoje ręce.

Chodzi o surowce. Izotop 3He może zostać wykorzystany w kontrolowanej reakcji termojądrowej z deuterem do uzyskiwania energii bez powstawania niepożądanych odpadów promieniotwórczych. Na Ziemi 3He występuje jedynie śladowo, natomiast znaczne ilości tego izotopu występować mogą w gruncie księżycowym, w związku z czym rozważane są projekty jego wydobycia i transportu z Księżyca na Ziemię. Nie brakuje go też w górnych częściach atmosfery wszystkich gazowych gigantów. Całkowicie zautomatyzowane, robotyczne kopalnie to nie są wizje science-fiction. To inwestycje warte miliardy dolarów, ale obiecujące wielokrotnie większy zysk. A to tylko przykład. Istnieją bardzo poważne pomysły na operacje wydobywcze, które miałyby być prowadzone w pasie asteroidów, gdzie można znaleźć pełen przekrój minerałów, w tym tych niezwykle rzadkich na Ziemi.

Istnieją też dość absurdalne (dla zdrowego rozsądku, nie dla nauki) plany implodowania Jowisza, przekształcając nasz układ słoneczny w dwugwiezdny, czyniąc księżyce Jowisza zdatnymi do kolonizacji. Plany te jednak nie są traktowane poważnie, gdyż są mało opłacalne i szalenie niebezpieczne dla Ziemi, dla której nawet niewielka zmiana w orbicie mogłaby doprowadzić do zagłady całej ludzkości. Mówi się, w marzeniach oczywiście, o kolonizacji planet z innych układów gwiezdnych, które nieraz w znacznej mierze zbudowane są z pierwiastków, wartych miliony na ziemi. Tego jednak już nie dożyjemy. Może nasze prawnuki…

NASA to setki geniuszy, bohaterów, prawdziwych Kolumbów i Magellanów naszej epoki. Ale ich czas minął już dawno temu. Należy nisko się do nich ukłonić i zdjąć nakrycie głowy, ale nie żałować marginalizacji ich roli. Przyszłość, jak zawsze, będzie w rękach prywatnych przedsiębiorców. A ci nie marnują czasu. Kto wie, może za 15 lat, na Spider’s Web będziemy w konkursie rozdawać wycieczki na księżycowe wakacje. Ech, Gajewski się znowu rozmarzył…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement