Poczytaj mi Amazonie, czyli recenzja Kindle 4

20.12.2011
Poczytaj mi Amazonie, czyli recenzja Kindle 4

Poczytaj mi Amazonie, czyli recenzja Kindle 4

Kiedyś (jak prawdopodobnie każdy) czytałem całkiem sporo, można by wręcz zaryzykować stwierdzenie, że dużo (lub nawet bardzo dużo). Potem niestety odkryłem o wiele łatwiejszy w konsumpcji internet i świat zabawek elektronicznych, który na długi czas odciągnął mnie od lektury. Próbowałem kilkukrotnie powrócić do tego zajęcia, zarówno na smartfonach z większym (i mniejszym) wyświetlaczem, jak i na tabletach, dla których wydawało się to jednym z najbardziej oczywistych zastosowań. Niestety miało ono również swoje (równie oczywiste) wady, takie jak ekran uniemożliwiający czytanie przez czas dłuższy niż kilkadziesiąt minut. Ostatecznie, po dość długim namyśle, w obliczu braku nowego (i niedrogiego) gadżetu, który mógłbym kupić, zdecydowałem się na Kindle 3. Po części z czystej ciekawości, po części z nadzieją, że tak mocno dedykowane urządzenie w końcu zmusi mnie do czytania.

I udało się. Po zakupie Kindle znów zacząłem konsumować książki jak za dawnych czasów, a moje oczy mogły na reszcie przynajmniej na godzinę dziennie odpocząć od błyszczących i świecących ekranów w telefonach, tabletach, telewizorach czy komputerach. Nie tak dawno temu Amazon zaprezentował następce (choć nie do końca bezpośredniego) modelu, który posiadałem do tej pory i choć tak naprawdę nie istniały naprawdę silne argumenty za zmianą, postanowiłem zaryzykować i przekonać się, jak sprawuje się pierwszy Kindle-czytnik, całkowicie pozbawiony klawiatury.

Już pierwsze wrażenia po wyciągnięciu urządzenia z pudełka były jak najbardziej pozytywne i jeśli mam być szczery, jest to jeden z niewielu produktów, który faktycznie wygląda w rzeczywistości tak, jak na grafice na stronie producenta. Co zmieniło się w stosunku do modelu „3”? Pozornie praktycznie wszystko – usunięto (dla mnie całkowicie zbędną) klawiaturę, wyraźnie redukując w ten sposób rozmiar całego urządzenia. Czwarty Kindle jest tym samym zdecydowanie najbardziej kompaktowym przedstawicielem rodziny i bez zmniejszania ekranu raczej niewiele da się już w tej kwestii zrobić.

Oczywiście, w związku z tym, że nie jest to wersja z ekranem dotykowym, Amazon nie mógł zdecydować się na usunięcie wszystkich klawiszy – pod ekranem znajdziemy więc czterokierunkowy pad z centralnym klawiszem potwierdzenia oraz wyraźnie mniejsze przyciski w kształcie okręgów (praktycznie identyczne jak w Kindle 3) odpowiedzialne (od lewej) za „Powrót”, wyświetlanie klawiatury, wywoływanie menu opcji oraz powrót do ekranu głównego. Optymalne minimum, które z całą pewnością wystarczy wszystkim, którzy nie decydowali się na dodawanie własnych notatek do książek i/lub nie korzystają zbyt intensywnie z przeglądarki.

Umieszczony powyżej ekran jest praktycznie dokładnie tym samym produktem co w Kindle 3. Ta sama przekątna (6”), ta sama rozdzielczość, ta sama technologia. Jeśli ktoś nie miał nigdy wcześniej do czynienia z tego typu wyświetlaczami, ciężko mu będzie zrozumieć zachwyt nad nimi bez „własnoręcznego” przekonania się o oferowanych przez nie możliwościach. Jeśli natomiast miał już przyjemność zapoznać się z nimi, prawdopodobnie nie trzeba mu nic tłumaczyć. Wystarczy tylko powiedzieć, że nie ma praktycznie większej wizualnej różnicy pomiędzy ekranem e-ink a materiałem drukowanym, zarówno jeśli chodzi o czytelności, jak i widoczność w jasnym słońcu. Brak praktycznie jakichkolwiek odbić, w związku z czym bez problemu możemy korzystać z Kindle w każdych warunkach (z wyjątkiem braku oświetlenia – ekrany tego typu nie posiadają podświetlenia).

Jedyną zauważalną zmianą w przypadku wyświetlania i obsługi tekstu na nowym Kindle jest prędkość zmiany/przewijania strony, a właściwie sposób, w jaki jest to zobrazowane. Amazon zdecydował się na porzucenie standardowego do tej pory negatywu wyświetlanego na dość długi moment i zamiast tego po prostu nowa strona przez mniej więcej sekundę (lub nieco mniej) dosłownie nakłada się na obecnie czytaną. Czy faktycznie jest jednak szybciej? Według Amazon różnica wynosi kilkadziesiąt procent, według mnie – jest szybciej i to zauważalnie, ale czy na pewno aż tak? W dalszym ciągu musimy więc cierpliwie czekać na rozwój technologii e-ink, jeśli chcemy zapewnić sobie absolutnie płynną lekturę, choć chwilowe wyświetlanie się „krzaków” na ekranie pomiędzy stronami nie powinno być chyba większym problemem dla sporej części czytelników.

Po lewej i prawej stronie wyświetlacza znajdują się przyciski zmiany strony (po obu stronach mały „Poprzednia” i o wiele większy „Następna”), które uległy jedynie drobnym zmianom. W najnowszym wydaniu są nieco węższe, a przycisk „Następna” jest o wiele dłuższy w stosunku do poprzednich wersji. Generalnie nie wpływa to jednak ani na wygodę, ani na przyjemność płynącą z ich użytkowania – jest trochę inaczej, ale ani dużo lepiej, ani też (na szczęście) dużo gorzej. Podobnie jak w Kindle 3, również i tutaj nie zdarzały mi się zbyt często przypadkowe przerzucenia stron, a w momencie, kiedy chciałem to faktycznie zrobić, wszystko działało bez zarzutu.

Pewne wątpliwości wzbudza u mnie jedynie grubość ramki otaczającej ekran – w niektórych momentach, zwłaszcza jeśli chcielibyśmy zwiększyć powierzchnię, na której wyświetlana jest treść (poprzez usunięcie marginesów), zdarza się, że zasłaniami część tekstu kciukiem (przynajmniej jeśli ktoś ma dość duże ręce). Na szczęście domyślne marginesy ustawione są tak, aby nikt nie miał z tym żadnych problemów, a ilość tekstu wyświetlanego jednocześnie na ekranie urządzenia wydaje się być całkiem wystarczająca. Jeśli ktoś jednak chce mieć tekst „od brzegu do brzegu”, musi liczyć się z drobnymi niedogodnościami.

Oprócz tych elementów (i dodatkowo logo Kindle) na przedniej części czytnika Amazonu nie odnajdziemy zbyt wielu ciekawych rzeczy. Wbrew narzekaniom niektórych, Kindle 4 prezentuje się bardzo elegancko, nie starając się za wszelką cenę świecić każdym centymetrem (kwadratowym) powierzchni. Całość jest wykonana z dobrych materiałów (wydaje się być o wiele „poważniejszym” sprzętem niż Kindle 3), a szara, dominująca część panelu jest estetycznie ujęta w „ramki” z nieco ciemniejszego materiału.

Tylna część czytnika, choć trzeba przyznać, że nie jest to może najważniejszy jego element jest idealnym połączeniem tego, za co lubiliśmy Kindle 2 i Kindle 3. Z daleka przypomina nieco metalową pokrywę urządzenia drugiej generacji, co nadaje mu dodatkowego szyku, podczas gdy w rzeczywistości jest przyjemnym w dotyku matowym plastikiem. Dzięki temu Kindle 4 jest jednocześnie atrakcyjny i funkcjonalny, lekki i wygodny w trzymaniu w jednej ręce (nie musimy się obawiać o to, że wyślizgnie się w czasie czytania). Tył kryje też ciekawy dodatek w formie dwóch blaszek, będących w rzeczywistości złączami do pokrowca wyposażonego w… lampkę. Dzięki temu możemy zapewnić naszemu e-readerowi jednoczesną ochronę i oświetlenie, choć oczywiście za taki luksus musimy dodatkowo dopłacić co najmniej kilkadziesiąt dolarów.

Na samym dole urządzenia znalazły się miejsca dla złącza microUSB do ładowania i synchronizacji oraz przycisku włączania urządzenia, który w tym przypadku nie jest już suwakiem, a zwykłym przyciskiem. Podobnie jak w przypadku przemodelowania przycisków bocznych, również i tutaj trudno stwierdzić, czy jest to zmiana na lepsze czy na gorsze. Przyzwyczajenie do suwaka i jego niezawodności robi wprawdzie swoje, ale pomimo początkowych obaw, nie zdarzyło się, aby Kindle 4 samoczynnie włączył się w torbie czy plecaku i zaczął „sam” czytać książki.

Na tym właściwie kończy się opis techniczny nowego Kindle i posiadacze „trójki” z pewnością zauważą czego brakuje. Najtańszy obecnie model czytnika od Amazon pozbawiony został praktycznie wszystkich „eksperymentalnych” dodatków, z wyjątkiem przeglądarki. Nie odnajdziemy więc np. głośników umożliwiających do tej pory odsłuchiwanie książek (niestety tylko w języku angielskim) czy odsłuchiwanie utworów muzycznych w formacie MP3 – takich opcji po prostu nie ma, tak samo jak możliwości sprzętowych. Tym razem jest to tylko i wyłącznie czytnik (choć 2GB wbudowanej pamięci to całkiem sporo jak na książki) z dodatkiem przeglądarki.

Jeśli chodzi o przeglądarkę, trzeba przyznać, że widoczny jest dość wyraźny postęp, choć może wynikać to głównie z nowego sposobu (lub przyspieszenia) odświeżania ekranu. Po raz pierwszy byłem w stanie korzystać z niej przez dłużej niż kilka minut i nie nabawić się nienawiści do całego otaczającego mnie świata. Oczywiście daleko jej do przeglądarki z praktycznie jakiegokolwiek współczesnego (lub nawet trochę starszego) smartfona, ale skoro jest, nie męczy oczy i działa, to dlaczego z niej od czasu do czasu nie skorzystać?

Skoro jest przeglądarka, musi być również i klawiatura. Uruchamiamy ją wciskając drugi klawisz od lewej na przednim panelu, a następnie obsługujemy (jak łatwo się domyślić) za pomocą pada i „Entera”. Wbrew pozorom, jeśli nie planujemy udzielać się za pośrednictwem Kindle na forach internetowych lub pisać książek, a głównym zadaniem wirtualnej klawiatury będzie wprowadzanie adresów stron internetowych, nie powinno być tak źle, jak może się na początku wydawać. Odświeżanie kursora na klawiaturze jest naprawdę płynne i nawet wprowadzenie kilkunastoznakowego hasła do domowej sieci WiFi nie było zbyt wielkim problemem, ani nie zajęło więcej niż minuty.

O wszystkich możliwościach nowego Kindle nie ma się zbytnio co rozpisywać, ponieważ byłoby to niemal dosłownym przepisaniem poprzednich recenzji pozostałych urządzeń z tej serii. W dalszym ciągu treści możemy pobierać i kupować z internetowego sklepu producenta, a także wgrywać za pomocą zewnętrznych aplikacji (np. Calibre). Nieszczególnie poprawiła się niestety obsługa PDF, która w dalszym ciągu jest niestety zrealizowana dość mizernie, choć jeśli już musimy przeczytać coś w tym formacie, najprawdopodobniej nie powinniśmy szczególnie narzekać.

Podobnie nie będziemy rozpisywać się o baterii, która choć mniejsza, w świecie codziennego ładowania smartfona, i tak robi gigantyczne wrażenie i prawdopodobnie bez żadnego problemu będziemy mogli tygodniami korzystać z naszego czytnika.

Czy warto kupić Kindle 4? Biorąc pod uwagę jego cenę (109$ w wersji bez reklam + trochę dodatkowych opłat) i fakt, że jest jednocześnie najtańszym i najbardziej kompaktowym urządzeniem z rodziny Kindle, odpowiedź musi zdecydowanie brzmieć „tak”, pod warunkiem, że jest to nasze pierwsze urządzenie tego typu lub nie chcemy w ogóle klawiatury, która potencjalnie niepotrzebnie powiększa czytnik. W przypadku, kiedy jednak posiadamy Kindle 3, nie przeszkadzają nam rozmiary poprzednich wydań lub po prostu szukamy czegoś, co jest w stanie „zrobić wszystko”, czwarty Kindle może nie być najlepszym wyborem. W stosunku do „3” zmieniła się praktycznie wyłącznie forma oraz nieco zwiększyła prędkość pracy urządzenia, ale czy to wystarczy, aby wydać kolejne 100$? Nie zastąpimy nim również smartfona czy tabletu, ale za to otrzymamy jeden z najlepszych (zarówno jeśli chodzi o jakość wykonania jak i możliwości) czytnik elektronicznych książek. I chyba o to chodzi wszystkim tym, którzy zastanawiają się właśnie nad jego zakupem.

Do każdej kieszeni i na każdą kieszeń – taki jest właśnie nowy “klasyczny” Kindle.

Dołącz do dyskusji