Niby wiadomo, co z przyszłością Windows Phone 7… Ale tak naprawdę nie wiadomo nic

29.12.2011
Niby wiadomo, co z przyszłością Windows Phone 7… Ale tak naprawdę nie wiadomo nic

Niby wiadomo, co z przyszłością Windows Phone 7… Ale tak naprawdę nie wiadomo nic

Co z tym Windows Phone’em? Wczoraj do sieci wyciekły dwa ciekawe materiały – jeden to rozpiska planów aktualizacji systemu, a drugi to wypowiedzi byłego pracownika Microsoftu twierdzącego, że największym zagrożeniem dla Windows Phone jest sam Microsoft. Trudno się z nim nie zgodzić – Microsoft, mimo że zrobił interesujący i “inny” system, wciąż ma problem z tożsamością i brakiem umiejętności kreowania trendów. Słowem, Microsoft wciąż goni konkurencję, a nie kreuje nowości. Na dodatek po dobrym starcie pokazującym, że można aktualizować wszystkie telefony w jednym czasie pojawiły się obawy, że jeśli Microsoft chce posiadać popularny system bez produkowania własnego sprzętu, to będzie musiał poświęcić właśnie aktualizacje.

Cały czas plan Microsoftu na podbicie świata jest niespójny. Z jednej strony stworzono system, którego siłą jest brak fragmentacji (choć na początku i Android nie miał tego problemu), z drugiej Microsoft zaczyna rozumieć, że początkowe wejście wymuszające na producentach tworzenie smartfonów o cenie większej niż przeciętna było lekkim strzałem w stopę – uniknięto fragmentacji, ale jednocześnie spowodowano pojawienie się wielu identycznych sprzętowo i systemowo urządzeń w dosyć podobnych, wyższych niż przeciętne cenach. Dalszą historię wszyscy znamy: ostatnie poważne badania rynku pokazują, że udział WP7 wciąż mieści się w granicach błędu statystycznego. Z pewnością mała liczba urządzeń wpływa na łatwość aktualizacji, co jednak stanie się, jeśli Windows Phone zmieni wymagania minimalne i rozszerzy możliwości?

A takie są plany. Według wycieku, w 2 kwartale 2012 roku pojawi się aktualizacja Tango, która pozwoli na wykorzystywanie systemu w nieco wolniejszych smartfonach z gorszą specyfikacją – wszystko po to, by w końcu powstały urządzenia tańsze, dostosowane do ofert operatorów “za złotówkę”. W ostatnim kwartale 2012 r. za to planowana jest aktualizacja Apollo, zwiększająca ogólny zasięg i ukierunkowana na supersmartfony i biznesowe wykorzystanie.

Dzisiejszy WP7 posiada dwie możliwe do zastosowania rozdzielczości ekranu, minimalne wymagania dotyczące na przykład procesora (powyżej 1 GHz), nie posiada za to obsługi dwóch rdzeni czy LTE. Aktualizacje są więc bajką, deweloperzy mogą łatwo tworzyć aplikacje będąc pewnym, że będą kompatybilne. Co jednak dalej?

Microsoft już jakiś czas temu poszedł na drobne ustępstwa – dodał możliwość używania WP7 w smartfonach bez aparatu fotograficznego, co prawdopodobnie było powodowane nie tyle chęcią zaistnienia w tańszych modelach (nawet telefony za 200 zł mają jakieś aparaty), lecz w sektorze biznesowym. Tango ma za to zapoczątkować erę “WP7 dla ludu”. Czyli pewnie słabsze procesory, słabsze podzespoły… wszystko to, za co krytykowane są tanie Androidy (lagowanie, mała ilość pamięci, gorsza płynność i szybkość) wisi nad przyszłością Windows Phone.

A takie Apollo może się do tego koncertowo przyczynić. Co można rozumieć przez “supersmartfona”? Pewnie duży ekran o wysokiej rozdzielczości (obecna maksymalna to 800 x 480 pikseli, za rok to już będzie niewystarczające) czy mocne układy, pozwalające na wydajną pracę.

Tylko ja widzę tu problem? Co będzie z aplikacjami? Na razie kupując smartfona z Windows Phone mamy pewność, że wszystko z Marketplace będzie kompatybilne. Za rok już wcale tak nie musi być i pewnie nie będzie.

Dodatkowo porozumienie z Nokią budzi wiele wątpliwości. Tak, jest to jedyny producent, który może wpłynąć znacząco na wzrost popularności WP7, jednak nic nie jest przesądzone – Nokia w Europie wciąż ma znaczenie, za to w Stanach Zjednoczonych jest taką europejską ciekawostką, której nie bierze się na poważnie od co najmniej 5, jeśli nie więcej, lat. Dla Nokii to być albo nie być, i jeśli coś w planach nie wypali, to fińska firma będzie w kłopotach i bez wyjścia awaryjnego.

Były pracownik Microsoftu ma rację – Microsoft chce stworzyć za jednym zamachem Androida i iOS, wykorzystując obecność u wielu producentów ale kontrolując jednocześnie sam system. To tak nie zadziała – trzeba coś poświęcić. Zapowiada się, że poświęcona zostanie jednolitość systemu, a Microsoft odpuści w swoich restrykcjach. To znowu rodzi pytanie, które muszą zadać sobie producenci – jeśli WP7 będzie elastyczniejszy pod względem wymagań, ale wciąż nie da na przykład możliwości ingerowania w system, to dlaczego płacić za jego licencje i stawiać stworzyć smartfony z nieodróżnialnym od konkurencji systemem, jeśli Androida można dowolnie modyfikować? Przecież odróżnianie się od konkurencji ma ogromne znaczenie… To będzie miało sens dopiero, gdy WP7 będzie dynamicznie rósł i konsumenci będą go pożądać, a to może zdarzyć się tylko dzięki Nokii – błędne koło.

Przyznaję, że strategia Microsoftu jest dla mnie nie do końca zrozumiała i mocno paradoksalna. Mam też wątpliwości, czy Microsoft od początku miał zaplanowany taki kierunek rozwoju – raczej widać, że nie i że plany wobec WP7 zmieniają się ostro i zależnie od aktualnej sytuacji rynkowej.

A Microsoft mógł wypuścić na przykład własnego Xbox Phone’ea, sprzedawać go razem z Xboxem czy coś podobnego – coś, co spełniłoby jego marzenia o zamkniętym ekosystemie i kontroli wszystkiego. Absurd, ale chyba niewiele tylko bardziej absurdalny od obecnych strategii dotyczących Windows Phone’ea.

Dołącz do dyskusji