Na Androida nie ma gier, użytkownicy wolą aplikacje, czy może jeszcze coś innego?

Technologie 23.12.2011
Na Androida nie ma gier, użytkownicy wolą aplikacje, czy może jeszcze coś innego?

Na Androida nie ma gier, użytkownicy wolą aplikacje, czy może jeszcze coś innego?

Kolejne ciekawe badanie porównawcze przeprowadzone na dwóch największych obecnie sklepach z aplikacjami dla urządzeń mobilnych – Apple AppStore oraz Android Market – wykazało, że choć teoretycznie jedne (Android) i drugie (iPhone, iPad) urządzenia z nich korzystające są bardzo do siebie podobne, zarówno pod względem formy (w większości przypadków), jak i możliwości, to rodzaj pobieranych na nie pozycji jest praktycznie zupełnie inny. W przypadku iOS w czołówce najpopularniejszych znajduje się wyłącznie jedna, która nie jest grą, natomiast użytkownicy Androida zdecydowanie bardziej cenią sobie zwykłe aplikacje (zarówno użytkowe, jak i rozrywkowe, które nie są jednak grami).

W teorii mogłoby oznaczać to jedno – na Androida nie ma gier, urządzenia z tym systemem nie nadają się do tego typu aktywności, albo po prostu użytkownicy Androida nie lubią grać. W tym samym czasie potwierdza się stereotyp iPhone jako zabawki i urządzenia nie nadającego się do niczego innego niż marnowania czasu na granie. Prawda może być jednak o wiele bardziej skomplikowana, niż wynika to z przygotowanego raportu.

Zagłębiając się w Android Market nie sposób odnieść wrażenia, że większość najważniejszych gier, które byłyby w stanie zaspokoić potrzeby zdecydowanej większości użytkowników są – zarówno darmowe, jak i płatne, czy też udostępniane w ramach modelu „freemium”. Sims 3, Modern Combat, Need For Speed, Minecraft, PES, SimCity, GTA III, Worms, i tak dalej, i tak dalej, a to dopiero pierwsze dwie strony listy najpopularniejszych gier. Większość z nich nie wydaje się też mieć wymagań przekraczających możliwości zdecydowanej większości urządzeń. Dlaczego więc nie właśnie mobilna rozgrywka stanowi domenę Androida, przynajmniej według najnowszych badań?

Odpowiedź jest prosta, jeśli sprawdzimy co oferuje większość z czołowych producentów aplikacji dla Androida (producentów gier z oczywistych powodów na razie wykluczamy). Jeśli pominiemy Skype, Adobe oraz Facebooka, okazuje się, że różnica w wynikach ogólnych polega nie tyle na możliwościach sprzętowych platformy, co… możliwościach personalizacji systemu. Nie narazimy się raczej na śmieszność, jeśli stwierdzimy, że w przypadku iPhone personalizacja praktycznie nie istnieje (chyba, że za personalizację brać możliwość zmiany tapety) , natomiast w przypadku Androida odpowiednich opcji jest ogromna ilość. W ten sposób czołowe lokaty producentom zapewniają m.in. animowane tapety, widgety, drobne modyfikacje dla skrzynki pocztowej czy skrzynki SMS, dodatkowe czcionki czy gotowe kompletne kompozycje.

Prawdopodobnie w tym miejscu zacznie się spór pomiędzy fanami Androida i fanami iOS, które rozwiązanie jest lepsze – czy pozwolić zapełnić sklep z aplikacjami tysiącami animowanych obrazków czy postawić wyłącznie na „aplikacje wysokiej jakości”. Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma – wszystko zależy od użytkownika, a ewentualne dyskusje na ten temat i tak prawdopodobnie ostatecznie przerodzą się w debatę na temat wyższości jednych świąt nad drugimi (do której gdzieś w połowie dołączą się „ateiści” z platform nie uznawanych za największe). Pytanie też, czy jeśli użytkownicy iOS mieliby możliwość (bez pomocy Cydii, która oczywiście w statystykach nie jest uwzględniania) modyfikować za pomocą aplikacji swój system, to czy nie osiągnęliby łącznego wyniku zbliżonego do tego z Androida i czy nie blokuje ich wyłącznie ograniczenie odgórne? Tego prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy, ale warto o tym pomyśleć, zanim ocenimy jeden czy drugi sklep, współpracujące z nim urządzenia i korzystających z nich użytkowników.

Jeśli już mowa o Androidzie, warto zwrócić uwagę na jeden fakt – owszem, w samej czołówce doszło do małej roszady i zdominowania jej przez aplikacje, jednak jeśli spojrzymy na całość nieco szerzej (150 pierwszych aplikacji) i porównamy wyniki z wynikami z zeszłego roku, wszystko wskazuje na to, że nie tyle nie dochodzi tu do jakiegokolwiek zachwiania proporcji, a wręcz całkowitego wyrównania. Jeszcze rok temu aplikacji w czołowej 150-tce było aż 116, podczas gdy ilość gier wyniosła zaledwie 34. Teraz proporcje te są praktycznie równe – 85 aplikacji na 65 gier. Z czego wynika ten fakt? Przede wszystkim z rosnącej popularności Androida, której w chwili obecnej zdecydowanie nie można lekceważyć i wiele nowych gier wydawanych jest równolegle zarówno na Androida, jak i iPhone oraz coraz lepszych parametrów sprzętowych urządzeń. Owszem, problem „Androidów z najniższej półki”, które mogą nie radzić sobie z nowymi tytułami bez wątpienia istnieje i wyklucza (najprawdopodobniej) sporą część potencjalnych użytkowników, ale i tak pozostała grupa może być już wkrótce (lub nawet już teraz jest) liczniejsza, niż osób posiadających iPhone.

Teoretycznie więc badania, które miały potwierdzić (i według nagłówków na niektórych portalach potwierdziły) umacnianą z roku na rok dominację iOS jako konsoli do gier, nie udowodniły praktycznie nic, poza… rosnącym znaczeniem Androida w kwestii mobilnej rozrywki. Owszem, w dalszym ciągu pozostaje o krok za iOS, ale ta odległość zmniejsza się z miesiąca na miesiąc.

Zdjęcie: androstuff

Dołącz do dyskusji