Google już nie potrzebuje Firefoxa, ale Firefox potrzebuje Google

05.12.2011
Google już nie potrzebuje Firefoxa, ale Firefox potrzebuje Google

Google już nie potrzebuje Firefoxa, ale Firefox potrzebuje Google

Przez ostatnich kilka lat Mozila Firefox była najbardziej dynamicznie rozwijającą się przeglądarką internetową na świecie. Jej popularność realnie zagrażała pozycji Internet Explorer, a w niektórych krajach np. w Polsce musiał ustąpić miejsce pierwszeństwa produktowi Moziilla Labs. Nic jednak nie trwa wiecznie i rzeczy się zmieniają. W świecie najnowszych technologii i w dobie dynamicznie rozwijającego się internetu, bieg spraw nabiera jeszcze szybszego tempa niż w realnym życiu. Niegdyś jasno błyszcząca gwiazda Firefox dzisiaj traci swój blask, a jej przyszłość także nie zapowiada się kolorowo.

Mozilla Firefox to projekt OpenSource, który fundusze na rozwój projektów zbiera z dobrowolnych datków społeczności zrzeszonej wokół programu. Faktem jest, że program, w istnienie którego zaangażowanych jest tysiące programistów z całego świata i używany przez kolejne miliony zwykłych ludzi nie mógłby utrzymać się długo wyłącznie z dobrowolnych datków prywatnych osób. W 2008 roku Mozilla podpisała umowę z Google, na mocy której rozpoczęła się trzyletnia współpraca. Google zobowiązał się wspierać projekt 100 milionami dolarów rocznie, Mozilla zaś uczyniła Google domyślnym klientem wyszukiwania informacji w internecie w swojej przeglądarce. Po trzech latach umowa partnerska dobiega końca, a dalszy status partnerstwa trudno przewidzieć.

Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze trzy lata temu Google Chrome dopiero raczkował. Dzisiaj to świetny produkt, który staje się coraz popularniejszy skutecznie goniąc doświadczonych weteranów Internet Explorera i Mozillę Firefox. Zaledwie w trzy lata Chrome stał się przeglądarką numer dwa na świecie zakłócając porządek, który panował od 2001 roku. Jak dotąd żadna ze stron nie opublikowała informacji na temat dalszej współpracy. Biorąc pod uwagę pozycję Chroma wydaje się mało prawdopodobne, by firma Larrego Page’a odnowiła kontrakt z Mozilla Firefox. Ognisty list stał się starym wyliniałym lisem, który nie jest już więcej potrzebny swojemu właścicielowi.

Google posiada nie tylko najpopularniejszą zaraz po Internet Explorer przeglądarkę, ale znajduje się również w posiadaniu systemu Android, który podobnie jak Chrome, każdego miesiąca notuje dynamiczny wzrost popularności. Chrome zainstalowany na milionach komputerów i system Android, którego domyślną wyszukiwarką jest Google sprawia, że rola jaką odgrywał niegdyś Firefox dramatycznie spada. W okresie, kiedy numerem dwa jest Chrome, a zaawansowane telefony komórkowe stają się coraz bardziej popularne Google nie potrzebuje Firefoxa tak bardzo jak Firefox potrzebuje Google.

Telefony komórkowe, które do tej pory nie odgrywały większej roli w internecie mają coraz większy wpływ na układ sił panujących na rynku. Sukces iPhone’a, iPoda touch i iPada, które mają przeglądarkę Safari również nie wpływa dobrze na pozycję ognistego lisa. Całą sytuację pogarsza fakt, iż programiści z Mozilla Labs nie posiadają w chwili obecnej żadnej konkretnej odpowiedzi na produkty Apple, czy Opery, nie wspominając już o Google. Oczywiście istnieje Fennec, czyli mobilny Firefox dostępny w Android Market. Jednak produkt ten jest mocno niedopracowany i powinien otrzymać status Alpha niż miano gotowego programu. Niestabilność, wolne działanie sprawia, że użytkownicy telefonów z Androidem niechętnie sięgają po Fenneca.

Chociaż Firefox na dziś radzi sobie naprawdę nieźle, jego przyszłość jest w niebezpieczeństwie. Jeżeli Google zrezygnuje z partnerstwa z Firefox może oznaczać to poważne kłopoty finansowe Mozilli, dalszy spadek popularności Firefoxa, a w dalszej perspektywie nawet zamknięcie projektu z braku środków potrzebnych na jego rozwój. Z drugiej strony odejście Google może być zaproszeniem do współpracy dla Microsoftu. Wyszukiwarka Bing, która najbardziej przyjęła się najbardziej na terenie Stanów Zjednoczonych mogłaby stać się w przyszłości domyślnym klientem w kolejnej wersji Firefoxa. Mało prawdopodobne jest, by Firefox odzyskał swoją dawną pozycję w Internecie, jednak ewentualne partnerstwo z Microsoftem daje perspektywę dalszego rozwoju projektu i równą walkę z konkurencją.

Dołącz do dyskusji

51 odpowiedzi na “Google już nie potrzebuje Firefoxa, ale Firefox potrzebuje Google”

  1. “Google posiada nie tylko najpopularniejszą zaraz po Internet Explorer wyszukiwarkę…” od kiedy IE to wyszukiwarka?

    I jeszcze “w Polsce IE musiał ustąpić miejsce pierwszeństwa produktowi Mozilla Labs” – może “palmę pierwszeństwa”?

    Korekta poszła na urlop?

    Pozdrawiam

  2. “Google posiada nie tylko najpopularniejszą zaraz po Internet Explorer wyszukiwarkę,”

    Błagam.. przeglądarkę, nie wyszukiwarkę.

  3. Statystyki, statystykami, ale tak naprawdę to każdy ma wolny wybór.
    Nawet jeśli moja ulubiona przeglądarka Google Chrome będzie nr 1, to i tak wielu będzie korzystało z np. Firefoxa, a oni na pewno mają plan na przyszłość, aby się “utrzymać na wodzie” 😉
    Czas pokaże co będzie dalej..

  4. Nie wiem co jest w artykule, bo mi się nie wyświetla, ale i tak wiem, że jest raczej błędny (sorry) 🙂 Firefox nigdy nie miał dobrego układu z Googlem w sensie finansowym – mam na myśli to, że wart był znacznie więcej.

    Wystarczy popatrzeć na Operę – jak dochodowym biznesem może być przeglądarka, która ma o wiele *mniejszy* zasięg niż Firefox.

    Bez wątpienia wiele rzeczy ulegnie zmianie, ale kto wie czy to będzie na gorsze, czy też na lepsze…

  5. Ale to przecież normalne, że ludzie wybierają to co lepiej uda im się wcisnąć niż to co jest naprawdę przydatne. Akurat Google do perfekcji rozwinął podkładanie konia trojańskiego.

  6. Ankieta by się przydała, ciekawe jak by się rozłożyło nasze typowanie rozwoju wypadków: a) dalsze partnerstwo z Google | b) nowe partnerstwo z Microsoftem | c) inne rozwiązanie

    Na dziś obstawiałbym a). Google z tych wyszukiwań ma zapewne większy przychód niż 100mln, do tego raczej niechętnie przekazywałby procent wyszukiwań Bingowi, waga PR też ma znaczenie. 
    Z kolei umowa z MS byłaby o tyle ryzykowna dla Firefoxa, że spora część użytkowników “uszczęśliwiona” taką zmianą mogłaby po prostu zainstalować Chrome, to tyle samo zachodu jak zmiana domyślnej wyszukiwarki.
    Z drugiej strony Google równie dobrze może te 100 milionów przeznaczyć dla deweloperów aplikacji dla Chrome Web Store jeszcze bardziej umacniając jego znaczenie a tym samym marginalizując Firefoxa. Tylko czy Microsoft w takiej sytuacji gotów byłby wyłożyć tak duże pieniądze na spadającą gwiazdę? W końcu Firefox to nie Nokia 😉

  7. A jeszcze do tego dodam inną perspektywę, żeby pokazać, że Mozilla zarabiała na umowie z Googlem “prawie nic”. Pomyślcie sobie ile (miliardów) Microsoft wydaje rocznie na promocję ich internetowych poczynań (cały ekosystem Binga) i jaki to efekt przynosi (kilka procent rynku) i teraz pomyślcie ile byłby skłonny zapłacić Mozilli za dostęp do kilkudziesięciu procent…

  8. O, no nie wiedziałem, że ta perspektywa znalazła się w artykule 🙂

    Jako bonus dorzucę za to mały cytat z rozmowy, którą odbyłem kiedyś z jednym z raczej prominentnych pracowników Mozilli: “Ludzie ciągle martwią się finansami i przyszłością Mozilli, ale fakt jest taki, że Google płaci nam w tej chwili niewiele – gdybyśmy potrzebowali więcej, to byśmy poprosili o więcej i z pewnością to dostali.” (oczywiście cytuję z pamięci)

  9. 100 mln dla Googla to nic. A wartosc z tej umowy jest duzo wieksza. Co z tego , ze Chrome jest druga najpopularniejsza przegladarka skoro razem FF i Chrome maja najwiekszy udzial w rynku i to sie liczy (ok 50-60%). A jesli Google zrezygnuje z umowy i MS albo yahoo wskoczy na to miejsce? 

  10. Chrome szybciej renderuje strony, lepiej współpracuje z GPU i co ważniejsze jest to wyraźnie widoczne, przynajmniej u mnie podczas przeglądania stron na mobilnym necie.

  11. W chwili obecnej pracownicy Google korzystają z FF ! A technologie mobilne, pomimo popularności są jednym wielkim gadzetem, a nie prawdziwym internetem….

  12. “Ognisty list stał się starym wyliniałym lisem, który nie jest już więcej potrzebny swojemu właścicielowi.”
    a) Jak rozumiem jedynym sensem istnienia Firefoxa było otrzymywanie od Google 100 mln dolarów rocznie?
    b) Co w takim razie potrzebne jest Mozilli? (bo jak rozumiem, to o nich mowa w kontekście właściciela…)

  13. Już nie ma, ale kiedy pisałem ten komentarz było tak, że były dwie strony w iReaderze, a druga strona nie była kontynuacją pierwszej, tylko drugą wersją wpisu (była tam jeszcze jakaś grafika).

  14. “Ognisty list stał się starym wyliniałym lisem, który nie jest już więcej potrzebny swojemu właścicielowi.”
    lis* jak juz, ale to lisem *nie jest*.  a wcześniejsza data 2001 nie wydaje mi sie zbyt prawidlowa.

  15. b) Pieniążki od Google’a, których już dostawać nie będzie, bo jaki jest tego cel?

  16. Gdzieś to wyczytał, że FF jest w Google? xD To tak jakby w Microsofcie operowali na Fedorze. 😉