Ballmer musi zostać! (przynajmniej na razie)

09.12.2011
Ballmer musi zostać! (przynajmniej na razie)

Ballmer musi zostać! (przynajmniej na razie)

Internet jest czasem naprawdę niesamowicie fascynującym miejscem i nie tylko pod względem treści, które można w nim znaleźć, ale również pod względem tego, jak szybko niektórzy potrafią zmienić „front”. W ciągu ostatnich miesięcy Microsoft był chwalony przez (większość) internetowych dziennikarzy za praktycznie wszystko co zaprezentował – Windows Phone (choć nie docenili go na razie klienci), Windows 8, pomysł przeniesienia Windows 8 na ARM czy ujawniony zaledwie kilka dni temu Windows Store. Wydawałoby się, że wszystko idzie doskonale, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że wszystkie te produkty nie trafią do klientów końcowych za rok, czy dwa, ale (o ile już nie trafiły) dostępne będą za mniej więcej pół roku – niezbyt długo jak na taką ofensywę. Okazuje się jednak, że wystarczy jedna wzmianka o możliwości powrotu Billa Gatesa na stanowisko CEO MS i nagle wszyscy zaczynają powtarzać mantrę „Ballmer musi odejść”. Dlaczego?

Owszem, notowania giganta z Redmond na giełdzie spadły i to dość znacznie od momentu odejścia Gatesa, kryzysu i innych problemów Microsoftu, wliczając w to przegapienie najlepszego czasu na zmianę podejścia do branży mobilnej. Zbyt długie trwanie przy Windows Mobile w jego pierwotnej formie, zignorowanie iPhone i jego wpływu na późniejszy wygląd całego rynku, czy w końcu zbyt późna premiera Windows Phone, początkowo w wersji nieszczególnie nadającej się do użytku. Tyle, że Ballmer nie jest odpowiedzialny wyłącznie za to – jest też odpowiedzialny za trwającą obecnie transformację – próbę powrotu do gry. Nie zapomnijmy też, za czyjego panowania na rynek trafił Windows 7. Gatesa? Nie, Ballmera.

Microsoft, jak wiele firm w obecnych czasach znajduje się w najgorszej możliwej sytuacji – przejścia z tego, co doskonale sprawdzało się przez długie lata, na coś nowego, co nie zostało bezpośrednio narzucone przez nich, a przez konkurencję, która jednym lub dwoma genialnymi posunięciami obróciła świat (przynajmniej w odniesieniu do rynku) do góry nogami. Zaczynając w tym przypadku od zera (patrz Google i Android) jest łatwo – bez klapek na oczach, bez wiary w swój dotychczasowy produkt można sobie pozwolić na wszystko – od błyskawicznych drobnych zmian, po zmiany fundamentalne. Jeśli jednak mamy coś gotowego, dojrzałego i stabilnego, z wielomilionową bazą klientów, nagła zmiana kierunku jest na tyle trudna, że w obecnych czasach mało komu udała się taka operacja.

Poległ również Microsoft, choć nie była to aż tak dotkliwa klęska, mając w zanadrzu chociażby Office, który był w stanie generować zyski, minimalizujące straty przynoszone przez oddziały, które zostały „pochłonięte” przez efekty pracy konkurencji. Dziś wszystko wskazuje jednak na to, że Microsoft jest na dobrej drodze, aby odbić się od lekko już zakurzonego dna (zwanego inaczej „brakiem przystosowania do nowych czasów i brakiem innowacyjności”) i wraz z Windows 8 oraz towarzyszącymi mu decyzjami i dodatkami odzyskać przynajmniej częściowo utraconą popularność.

Co mógłby zmienić Gates zastępując w tym momencie, albo w najbliższym czasie Ballmera? Kierunek Microsoftu na najbliższe kilkanaście miesięcy jest już najprawdopodobniej ustalony, podobnie jak lista zmian w oprogramowaniu czy nowych produktach. Jeśli w przypadku tak wielkiej premiery jak ta, związana z Windows 8 takiego planu nie ma, to prawdopodobnie MS nie pomoże nikt – maszyna już ruszyła. Jeżeli jest (co jest o wiele bardziej prawdopodobne) – niezależnie od tego kto stoi na szczycie, zanim udałoby mu się ruszyć takiego molocha jakim jest MS, prawdopodobnie byłoby już za późno. Dlaczego więc nie zostawić na razie tego, który czuwa nad tym wszystkim od początku (transformacji)?

Pytań jest oczywiście o wiele więcej: czy Gates odnajdzie się w „nowych czasach” lepiej niż Ballmer? Czy będzie wizjonerem, co pozwoli MS dyktować warunki na rynku? Czy będzie w stanie sprostać tak wygórowanym wymaganiom? Czy „ballmerowy” Windows 8 jest faktycznie taki zły, żeby nie pozwolił mu pozostać na stanowisku jeszcze przez co najmniej kilka lat? Czy „ballmerowy” Windows Phone faktycznie nie zdoła zdobyć liczącej się grupy użytkowników?

I dlaczego Ci, którzy zachwycają się ostatnimi produktami MS, są w stanie w mgnieniu oka (przynajmniej wirtualnie) zmieść ze stołka tego, który oprócz porażek, jest również odpowiedzialny właśnie za nie?

Dołącz do dyskusji

Advertisement