A ja będę szukać dziur w całym, bo to wcale nie jest złe

08.12.2011
A ja będę szukać dziur w całym, bo to wcale nie jest złe

A ja będę szukać dziur w całym, bo to wcale nie jest złe

Przemek Pająk policzył, że na ostatnich 10 moich tekstów 7 traktowało negatywnie wobec opisywanego tematu. To drobny zarzut, który po przejrzeniu okazał się prawdziwy. Zaczęłam zastanawiać się, co z tym zrobić, jak odmienić ton tekstów. Doszłam do wniosku, że nic – przeglądając posty na przeróżnych portalach, blogach i stronach najczęściej widzę same superlatywy, wychwalania i zapowiedzi kolejnych rewolucji, jakich dokonają nowe aplikacje/gadżety/procesory/wyświetlacze/startupy/modele smartfonów, komputerów/dopisać swoje. A prawda jest taka, że nie dokonają i nawet nie zostały stworzone w tym celu. Pisze się o świetnych usługach, które pojawią się tylko w Stanach Zjednoczonych (ja też czasem piszę, przyznaję bez bicia). Większość nowości jest lukrowana i oceniania przy pierwszym, hurraoptymistycznym kontakcie. To wcale nie jest takie dobre.

Wystarczy spojrzeć nawet na Spider’s Web: Przemek napisał o aktualizacji Xboksa, która wprowadza zaawansowane funkcje telewizyjne. Temat potraktowany świetnie, Microsoft ma plan, ale z mojej i prawdopodobnie większości z Was perspektywy nic nie zmienia, przynajmniej nie w ciągu kilku kolejnych lat (i to też pod warunkiem, że korporacje zauważą Polskę). Cieszę się, że Xbox dostaje takie funkcje, wiem, jak to wpłynie a rynek, ale ja potraktowałabym temat pewnie bardziej pesymistycznie zgodnie z tym, co widzę.

To samo dotyczy wielu innych dziedzin, tematów i produktów, na przykład platform telewizyjnych wchodzących do sieci. Praktycznie wszędzie temat potraktowany został bardzo optymistycznie ze zwracaniem uwagi na to, że to wyjście do ludzi i stawianie na przyszłość. Nikt jednak nigdy nie wspomina o tym, że płatne programy to nie wszystko, że nie tylko w Polsce, ale i na świecie oglądanie materiałów z pirackich źródeł jest ogromnym biznesem przynoszącym zyski serwisom hostingowym. Zawsze istnieje druga strona medalu.

O tematach ważnych, bo fundametalnych, jak na przykład prywatność, wspomina się rzadko, a jeśli już to w formie “nikt nie jest bezpieczny, tu i tu pojawiła się kolejna dziura, koniec”. Im bardziej po macoszemu traktuje się te kwestie, tym gorzej dla nas, użytkowników, nieświadomych tego, że Google, Facebook czy dziesiątki innych koncernów wiedzą o nas bardzo dużo.

A gdy wychodzi kolejny model smartfona, powiedzmy od wczoraj opisywanego HTC, w mediach pojawiają się przeklejki z informacji prasowych, które wyglądają zazwyczaj mniej więcej tak “nowy procesor przyśpieszy działanie i zapewni lepsze wrażenia, większa pojemność pozwoli na trzymanie całej kolekcji muzyki – ten nowy model to odpowiedź na potrzeby użytkowników”. Wcześniejsze, jak rozumiem, nie były. Nokia jest według materiałów nowoczesna i wprowadzi rewolucję do spółki z Microsoftem, Samsung goni Apple, Apple produkuje najlepsze iPhone’y “ever”, Motorola chce, ale mało kto tym się interesuje, a Sony Ericsson znowu wypuszcza kolejny model niewiele różniący się od poprzednich. LG to LG. Jeśli już te informacje i teksty nie są hurraoptymistyczne, to trzymają się utartych schematów. Jednak większość z nich opiera się na tym, że niewypuszczone jeszcze urządzenie ma zawojować świat i będzie nową jakością. Jak jest wszyscy wiemy.

Także kolejne doniesienia o genialnych aplikacjach powstających na kolejnych startupfestach brzmią, jakby ktoś odkrył na nowo koło. Najlepsze, że sami twórcy pewnie nie mają takich ambicji i chcą zająć po prostu miejsce na rynku, które pozwoli im na spieniężenie produktu i utrzymanie się na rynku. Wieszczące światowy sukces i sławę recenzje pojawiają się i znikają, a temat już więcej nie jest poruszany. Bo głupio przecież przyznawać się, że zachwyty nad entą aplikacją kolejny raz były nietrafione.

Jasne, że nie wszystkie serwisy tak mają. Jasne, że wyważonych tekstów jest bardzo dużo. Jednak do “mainstreamu” przedzierają się najczęściej te pełne zachwytów i rewolucyjnych proroctw. Zarzekam się więc, że nie będę zmieniać obranego kursu, będę krytykować i zauważać “dziury w całym” tam, gdzie je widzę, a zachwycać się tym, co naprawdę zasługuje na zachwyty w pełną odpowiedzialnością.

Bo internet tego potrzebuje.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement