Tomasz Lis to prawdziwie szczwany lis

11.11.2011
Tomasz Lis to prawdziwie szczwany lis

Tomasz Lis to prawdziwie szczwany lis

Z lubością obserwuję to, w jaki sposób Tomasz Lis prowadzi dialog z ważnymi postaciami polskiego internetu, którzy komentują jego wystąpienie podczas Forum IAB, gdzie zdawkowo opowiadał o swoim projekcie internetowym nazwanym ‘polskim Huffington Post’. I tak sobie myślę, że świetnie wypuszcza wszystkich komentujących, doskonale prowadząc PR wokół swojego projektu. Cel jest oczywisty – wzniecić jak największe zainteresowanie. I o ile Tomasz Lis może nie jarzyć internetu (bądź też nawet mocniej – być debilem internetowym, jak sam o sobie w kurtuazyjny sposób opowiada), o tyle ‘nosa’ do budowania buzzu wokół siebie ma (jak zawsze zresztą) doskonałego. 

Nie byłem na Forum IAB (z naszej redakcji był Paweł Okopień), ale wnikliwie przesłuchałem wystąpienie Tomasza Lisa. I mam pewność co do jednego – to, co powiedział i to, czego nie powiedział to dobrze obliczona medialna gra, która ma skutkować tym, czym właśnie skutkuje – dyskusjami, polemicznymi wpisami, dosadną krytyką i obrazoburczymi komentarzami komentujących polemiczne wpisy. To zapewne wszystko część większego planu, który ma doprowadzić do medialnego wrzenia przed debiutem projektu Lisa i NextWebMedia. Już widać, że Lis jest w tym wyjątkowo skuteczny.

Równie dobrze Lis mógłby w ogóle nie wystąpić na Forum IAB, bo powiedział to, co wiedzieliśmy wcześniej – przygotowuje duży projekt na wzór wielkiego amerykańskiego sukcesu Huffington Post, przy zaangażowaniu dużego kapitału, co ma zapewnić sukces całego przedsięwzięcia. Ale to, że tam wystąpił nie mówiąc nic, to zapewne właśnie część strategii wejścia – wiadomo przecież, że rzucą się do komentowania ci, którzy o polskim internecie mają sporo do powiedzenia. Co więcej, jestem wręcz przekonany, że zdawkowość pierwszych przekazów jest celowa – musi bowiem skutkować bardziej negatywnymi komentarzami niż pozytywnymi, a od dawna wiadomo, no… co najmniej od lat 80 ubiegłego wieku, gdy artystka znana jako Madonna udowodniła światu, że więcej się zyskuje na kontrowersji i negatywnych komentarzach niż na peanach i pieśniach pochwalnych.

Znamienne jest to, że stare media na razie o projekcie Lisa rozpisują się dość oszczędnie skupiając się jedynie na przekazaniu informacji o tym, że taki projekt powstaje. Tymczasem internet wrze – najpierw szef serwisów technologicznych w Agorze, Radek Zaleski popełnił jeden ze swoich nielicznych ale mocnych tekstów na tematy medialne (tym razem punktując słabości projektu Lisa), który przez dzień cały przeleżał na głównej Gazeta.pl, którą odwiedza kilka milionów Polaków, a następnie pierwszy (no, może drugi; nie wiem, bo bije się o to miano z Kominkiem) bloger Rzeczypospolitej – Maciej Budzich (którego wprawdzie czyta i słucha garstka ludzi w internecie, ale ta garstka niesie słowo jego dalej) nagrał swój komentarz wideo, w którym nazywa Lisa product placementem NextWebMedia, czym wzniecił kolejną fazę dyskusji na temat projektu.

I co? Właśnie w to graj Tomaszowi Lisowi, który z tylko sobie znaną lekkością odpowiada na obie krytyki – najpierw słowem pisanym na rozprawkę Zaleskiego, a następnie w formie wideo na komentarz Budzicha. Po co? Ano właśnie po to, żeby dyskusja o jego projekcie trwała i trwała (przy okazji pieszcząc ego wyżej wymienionych panów, w końcu ich pozycję uwiarygadnia Tomasz Lis – ten Tomasz Lis…). Czego możemy się spodziewać dalej? Skrzętnie dawkowanych informacji oraz kolejnych odpowiedzi Lisa na krytykę, zapytania i komentarze. 

Powtórzę więc, bo wydaje mi się, że warto zdać sobie dobrze z tego sprawę – Tomasz Lis może kurtuazyjnie opowiadać, że jest debilem internetowym, ale dobrze wie z kim w internecie rozmawiać, żeby zainteresowanie jego projektem przybierało na sile. I dobrze to rokuje dla powodzenia jego przedsięwzięcia.

Dołącz do dyskusji

Advertisement