Przetłumaczmy sobie Twittera na polski, bo warto

02.11.2011
Przetłumaczmy sobie Twittera na polski, bo warto

Przetłumaczmy sobie Twittera na polski, bo warto

Twitter w Polsce wciąż nie przedostał się do świadomości przeciętnego użytkownika internetu. Polacy nie pokochali mikroblogów tak jak stało się to w innych krajach. Powodów takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Gdy popularność Twittera wybuchała w Stanach Zjednoczonych i przenosiła się na kolejne terytoria u nas na fali wzrostowej była Nasza Klasa. Potem NK.pl uruchomiło kompletnie nietrafionego Śledzika, GG Networks stworzyło Blipa, o2 Pingera, a Twitter wciąż pozostawał gdzieś z boku w bezruchu. Ostatnio jednak Twitter przypomniał sobie o Polsce i rozpoczął tłumaczenie serwisu na nasz język, a przy okazji stworzył ciekawą inicjatywę mającą pokazać swoją siłę i wpływ – Opowieści Twittera.

Wszyscy, którzy interesują się chociaż trochę mediami społecznościowymi wiedzą co to Twitter i potrafią wymienić kilka sytuacji, w których odegrał bardzo ważną rolę. Pamiętamy, że pierwsza relacja z nalotu na kryjówkę Osamy Bin Ladena odbyła się właśnie dzięki Twitterowi. Wiemy, że podczas zamieszek w Egipcie to Twitter odegrał rolę łącznika Egipcjan ze światem, wszystko przez zwięzłość, zasięg i ogromne możliwości dostępu. Wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego jest Twitter – w Iranie, na Wall Street czy w Chinach. I nikogo to już nie dziwi, bo serwisowi może daleko to liczby użytkowników takiej jak ma Facebook, za to przez kilka lat istnienia wyrósł na podstawowe źródło zdobywania informacji “z pierwszej ręki” i dzielenia się nimi.

Polskie mikroblogi to marna kopia, ale nie dlatego, że są nieprzemyślane – na naszym podwórku mogą mieć po kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy użytkowników i stanowić jako takie źródło rozrywki. Jednak nie mają podstawowej i najważniejszej zalety Twittera, czyli międzynarodowego zasięgu. Ile razy nawet mi zdarzało się nawiązywać kontakt z kimś, z kim nie miałabym szans na zamienienie choćby zdania właśnie dzięki Twitterowi – czy to z ulubionym wykonawcą, prezesem firmy produkującej smartfony czy geekiem z Indii posiadającym zaproszenia do nowych serwisów. Na Blipie, Pingerze czy nieżywym już Flakerze nie ma i nigdy nie było niestety takiej możliwości. Polscy twórcy mikroblogów sami zamknęli się w ciasnym środowisku rezygnując z tego, co czyni mikroblogi tak ważnymi.

Dotychczasowa bariera Twittera, czyli język, już niedługo zniknie. Projekt społecznościowego tłumaczenia serwisu rozszerzył się także o polski, więc można spodziewać się, że niedługo ujrzymy Twittera w pełni przetłumaczonego na nasz rodizmy język. Niektórzy mówią, że to źle, że stanie się to, co z większością serwisów które stają się popularne w Polsce – że zaleje go fala użytkowników robiących sobie z Twittera czat. Inni za to twierdzą, że dzięki temu szanse poszerzenie horyzontów będą miały nowe, dotychczas nieświadome istnienia Twittera osoby. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku.

Jedyne, co wiadomo na pewno to to, że Twitter zauważył Polskę i będzie chciał u nas powalczyć o użytkowników. I że będzie robił to grając na emocjach. Właśnie rusza projekt Twitter Stories, w ramach którego będą prezentowane historie nie o tym, jaki serwis miał wpływ na światową opinię publiczną i przepływ informacji, a bardziej intymne opowieści. Pierwszą jest historia pewnej księgarni, która chyliła się ku upadkowi. Dzięki dobremu pomysłowi i popularności jednej wiadomości na Twitterze udało się zdobyć dziesiątki nowych klientów i uratować rodzinną księgarnię. Ładnie zrobiona, grająca na emocjach historia.

W tym kierunku będzie podążał Twitter, który oficjalnie ma 100 milionów aktywnych użytkowników, z czego połowa używa go codziennie. Nie jest to liczba na miarę 800 milionów Facebooka, duża część z tego to pewnie spamkonta, dlatego wkraczanie na nowe tereny jest bardzo ważne. Tak samo, jak przyciąganie przeciętnych użytkowników, a nie tylko firm.

Opowieści Twittera mają w tym pomóc, tak samo jak kolejne 5 języków interfejsu.

Może w końcu Twitter przestanie być w Polsce serwisem “tylko dla wtajemniczonych” oraz dla polityków przed wyborami. Oby, bo na razie ani subskrybcje na Facebooku ani Google Plus nie dają tak prostego i szybkiego dostępu do informacji i ciekawych ludzi.

Dołącz do dyskusji

Advertisement