Piractwo jako idealna wymówka do cenzurowania – także u nas

17.11.2011
Piractwo jako idealna wymówka do cenzurowania – także u nas

Piractwo jako idealna wymówka do cenzurowania – także u nas

Ostatnie dni obfitują w informacje o piractwie oraz działaniach skierowanych przeciwko piratom. My również o nich piszemy, ponieważ jest to ważna kwestia i nie dotyczy wyłącznie samego ściągania i udostępniania treści, ale całego krajobrazu internetu jako medium docierającego do całego świata. Kongresowi Stanów Zjednoczonych została przedstawiona ustawa o nazwie SOPA (Stop Online Piracy Act), powiązaną z PROTECT IP Act i obecnie toczą się przesłuchania dosyć ważnych osobistości w tej sprawie. SOPA i PRO-IP wzbudzaja ogromne kontrowersje, ale w ich cieniu tkwią równie groźne dla wolności sieci i swobodnego przepywu informacji inne akty, takie jak na przykład ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Czego dotyczą? W większości nadania większych praw i przywilejów właścicielom praw autorskich. Do tego stopnia, że można zacząć mówić o cenzurze internetu.

Żeby sprawa była jasna – nie jestem zwolenniczką piractwa. Płacenie za treści uważam za wynagrodzenie twórcy za wysiłek włożony w stworzenie materiału (muzyki, filmu, książki czy czegokolwiek). Od lat obserwuję, jak internet zmienia podejście do dystrybucji własności intelektualnej i jak ogromną rolę odgrywa w zmianach i przyzwyczajeniach. Chciałabym też, by właściciele praw autorskich w końcu umożliwili dostęp do płatnych treści na prostszych zasadach, bo tylko ten sposób długoterminowo może zmniejszyć piractwo do znośnego stopnia. Jednak zdaję sobie też sprawę, że nie jest to takie proste, a większość wydawnictw i organizacji je zrzeszających nie wyraża żadnej chęci współpracy i ułatwienia dystrybucji z prostego powodu – strachu przed utraceniem korzyści finansowych. Sprawa jest bardzo skomplikowana.

Jednak wiem na pewno, że ustawy takie jak SOPA (których wielkim siedliskiem są Stany Zjednoczone) nie są żadnym rozwiązaniem. O co chodzi? SOPA ma umożliwić podjęcie ostrych kroków prawnych w stosunku do stron hostujących pliki objęte prawem autorskim. Nieautoryzowany streaming według SOPA jest przestępstwem i to właściciel strony odpowiada za treści. Taką stronę, jak i te z których można bezpośrednio ściągać pliki, będzie można zablokować na poziomie DNS na terenie Stanów Zjednoczonych – ma to być bolączka na fakt, iż większość takich stron zarejestrowana jest poza terytorium Stanów. Rząd i właściciele praw autorskich zyskają więc narzędzie do blokowania stron bez udziału sądu.

Dostawcy internetu dostają też czerwone światło na blokowanie stron, co do których mają podejrzenia, że dedykowane są by kraść własności Stanów Zjednoczonych. Nie jest do tego wymagana zgoda ani prośba właścicieli praw autorskich. Takich dostawców według nowych projektów ustaw nie można pozwać.

Jeśli ustawy wejdą w życie, to będzie można również pozywać i karać wszystkich dostawców narzędzi, które pozwalają na obejście zabezpieczeń. Uderzy to też w wyszukiwarki, dostawców reklam i rozwiązań obsługujących płatności – zabronione będzie umieszczania jakichkolwiek linków do takich stron i nielegalnych materiałów, a witryna ma zostać całkowicie odcięta od wszystkiego.

Można wyobrazić sobie tylko skutki wprowadzenia w życie takich ustaw – to raj do nadużyć. Poza tym byłby to moment, w którym internet stałby się różny w zależności w którym miejscu świata przebywamy. Ostre, ale trafione porównianie dotyczy Chin, w których takie blokowanie odbywa się nie od dziś, tylko z innych powodów.

Amerykańscy ustawodawcy bardzo pozytywnie przyjęli SOPA, jednak z racji kontrowersyjności toczą się przesłuchania. Ważne osobistości krytykują projekt ustawy – Eric Shmidt powiedział, że stworzy ona swoistą linię Maginota między internetem Stanów Zjednoczonych a resztą świata. Również Yahoo!, Facebook czy Mozilla podłączają się do protestów i krytykują SOPA. W sieci można znaleźć dziesiątki akcji protestacyjnych, do których przyłączyło się wiele serwisów dodając wczoraj do logo czarny pasek z napisem “stop censorship”. Zauważają też, że SOPA utrudni albo wręcz uniemożliwi zorganizowane protesty w sieci…

Ktoś zapyta – ale jaki związek ma to z nami, przebywającymi poza Stanami Zjednoczonymi? Internet to potężne narzędzie, a które coraz mocniej wrasta w nasze życia i umożliwia tworzenie społeczności niezależnych od miejsca zamieszkania. Sieć jest taka sama, nieważne, czy przebywam w Afryce, Ameryce Południowej, Północnej czy Europie – i to jest jej siła. Jeśli kraj tak wpływowy zacznie blokować internet, to przełoży się to także na podejście innych krajów (wiecie na przykład, kto zarządza światowymi DNSami? ICANN ze Stanów Zjednoczonych).

Poza tym SOPA i PROTECT IP to tylko przykład, bardzo spektakularny. Na naszym podwórku wciąż toczy się nie tak głośny, ale również niepokojący spektakl. ACTA, czyli porozumienie dotyczące własności intelektualnej zostało podpisane już przez 8 państw, dyskutowane będzie też przez Parlament Europejski. Od samego początku rozpoczęcia międzynarodowe negocjacje toczą się w atmosferze kompletnej tajności. Wyciek treści ACTA z 2010 roku wskazuje jednak, że porozumienie to polega na zaostrzeniu prawa, zwiększeniu odpowiedzialności dostawców internetu i uprawnień właścicieli praw autorskich oraz zaostrzeniu kar za piractwo i wszystko, co z tym związane. Eksperci twierdzą, że ACTA narusza prawa ochrony danych osobowych oraz prywatności, że finalnie może ograniczyć wolność wypowiedzi i podstawowe prawa człowieka. Sama treść według niektórych sprzeczna jest z prawami europejskimi, a już na pewno podatna jest na różne interpretacje.

Twórcy ACTA nie zważają na opinię publiczną, a sam dokument negocjowany jest za kuluarami – w przyszłym tygodniu Parlament Europejski będzie dyskutował o ustawie, jednak spotkanie będzie miało charakter całkowitej tajności.

Z tej racji nie wiadomo, czy nie mamy na naszym podwórku sytuacji analogicznej do tej ze Stanów Zjednoczonych. Tylko, że u nas nie mówi się o tym głośno, nikt nie zastanawia się nad tym, jaki wpływ będzie miała ACTA jeśli Parlament Europejski ją zaakceptuje, a protesty ustały już dawno.

Trend nadawania coraz większych uprawnień właścicielom praw autorskich, rządom czy dostawcom internetu jest bardzo niepokojący, tym bardziej, że często odbywa się bez naszego udziału – zainteresowanych i tych, na których najbardziej się to odbije. Zamiast dyskutować, unowocześniać się i wychodzić do ludzi ze swoimi treściami wielkie korporacje zaostrzają prawo twierdząc, że tylko w ten sposób uda się zlikwidować piractwo. To nieprawda – piraci zawsze znajdą sposób na obejście, co już nie raz udowadniali. O co więc chodzi tak naprawdę? Możemy się tylko domyślać.

O SOPA mówi się, że to ustawa dopuszczająca do władzy nad internetem Hollywood. O ACTA prawie się nie mówi, bo w ten sposób pewnie łatwiej ją wprowadzać. Może niedługo przestanie się też mówić o tym, że internet jest wielkim, opiniotwórczym medium, które opinia publiczna może wykorzystywać do wpływania na rzeczywistość. Wszystko zmierza właśnie w tym kierunku.

Dołącz do dyskusji

Advertisement