Nokia Drive i Siri dla wszystkich? Gdzieś muszą być jakieś granice

23.11.2011
Nokia Drive i Siri dla wszystkich? Gdzieś muszą być jakieś granice

Nokia Drive i Siri dla wszystkich? Gdzieś muszą być jakieś granice

Wyróżnienie się na niesamowicie obecnie zatłoczonym rynku smartfonów i tabletów jest zadaniem niezwykle trudnym. Większość urządzeń wygląda niemal identycznie, pracuje pod kontrolą zaledwie kilku różnych systemów operacyjnych (z których liczą się dwa, trzy), napędzane są przez praktycznie te same podzespoły, pochodzące przy tym w większości od tych samych producentów – stworzenie prawdziwego „zapotrzebowania” na swój produkt jest w tym momencie czymś, z czym przede wszystkim muszą się zmierzyć producenci. Nikogo nie obchodzą wyniki benchmarków, 2 mm grubości mniej czy masa mniejsza o 10 gram. Liczy się to, co producent doda nam w „standardzie” – coś, co sprawi, że to właśnie ten telefon wybierzemy z grona tak dziś przecież podobnych. Takie rozwiązania zaproponowało nam ostatnio dwóch gigantów – Nokia, wraz z serią Lumia oferując nam bezpłatną, w pełni funkcjonalną nawigację oraz Apple, wyposażając iPhone 4S w asystenta głosowego – Siri.

Ku uciesze użytkowników starszych urządzeń (lub urządzeń innych producentów), w internecie już pojawiły się pliki pozwalające na uruchomienie Nokia Drive na wszystkich urządzeniach z WP7, a prace nad przeniesieniem Siri w dalszym ciągu trwają. Tyle, że taka pazerność użytkowników nie przysłuży się nikomu, a w ostatecznym rozrachunku może się nawet obrócić przeciwko „klientom”.

Zacznijmy od tego, że całego zachowania, określanego niekiedy jako „nieoficjalny wkład w rozwój społeczności zgromadzonej wokół systemu”, nie można nazwać inaczej niż zwykłym piractwem i kradzieżą. Z jakiegoś powodu, mniej lub bardziej zasadnego, producent uznał, że nowa aplikacja/funkcja należy się wyłącznie użytkownikom, który zakupią określony (nowy) produkt. Czy mamy prawo uznać to za nielogiczne i głośno wyrażać swój sprzeciw przeciwko takiej decyzji? Jak najbardziej. Czy mamy prawo uzyskać dostęp do tych możliwości, jeśli np. nasze urządzenie bez problemu poradzi sobie z nim „technicznie”? Ani trochę.

Po co producenci wprowadzają takie ograniczenia? To proste – aby telefon odniósł prawdziwy sukces, musi mieć „killer-feature”, który ładnie i czytelnie wyróżni się na ulotce reklamowej czy opakowaniu, pełnym niezrozumiałych dla sporej części klientów opisów technicznych. Darmowa nawigacja brzmi w tym przypadku doskonale, ale co w przypadku, kiedy to samo możemy mieć na każdym telefonie z Windows Phone 7? Dlaczego w takim przypadku mielibyśmy wybrać Nokię, a nie np. HTC, które może bardziej kojarzyć się nam ze smartfonami? Czy iPhone 4S pobiłby rekord zamówień, gdyby Siri było dostępne także np. na iPhone 4? Zwłaszcza, jeśli sprawa jest też nagłaśniana przez media, przynajmniej te internetowe.

Co ciekawe, w przypadku pojawienia się pirackich kopii takich właśnie aplikacji lub kolejnych postępów w pracach nad jej ostatecznym odblokowaniem, informują o tym wszystkie największe portale. Dlaczego nie informują oni one także o „odblokowaniu” innych programów dla danej platformy? Przecież wydanie 3$, 5$ czy nawet 20$ na program z AppStore, Windows 7 Marketplace czy Android Marketu jest nieporównywalnie mniejszym wydatkiem do zakupu np. nowego iPhone za ponad 600$. Owszem, czysto teoretycznie cena obydwu wspomnianych wcześniej aplikacji wynosi dokładnie „0”, a okradanie najbogatszych nie jest przecież „takie złe”.

Problem jednak w tym, że w ten sposób „zabijamy” wszystkie wysiłki producenta, który chciał nas w jakiś sposób przyciągnąć lub przynajmniej zwrócić nasza uwagę na swój produkt i wydał na to prawdopodobnie wcale nie małe pieniądze, które ostatecznie zostały wliczone w koszt nowego urządzenia. W momencie, kiedy zanika „wyjątkowość” smartfona, ma on ogromne szanse nie spełnić pokładanych w nim przez twórców oczekiwań (przede wszystkim finansowych) lub nawet ostatecznie zatonąć w morzu bliźniaczo podobnych telefonów innych producentów, a wydatki na „czynnik wyjątkowości” staną się w tym przypadku pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Owszem, ograniczenia o których mowa są często sztuczne i mają charakter czysto marketingowy, ale nie oszukujmy się – producenci telefonów muszą na czymś zarabiać.

Zastanówmy się więc dokładnie kilka razy gdzie znajduje się granica, pomiędzy „ułatwianiem ludziom życia” a zwykłym przestępstwem, które docelowo może spowodować więcej problemów (nie tylko prawnych) nawet dla zwykłych użytkowników. Jeśli chcemy mieć Nokia Drive – kupmy telefon z serii Lumia. Jeśli chcemy mieć Siri – kupmy iPhone 4S. W przeciwnym przypadku lepiej dajmy sobie spokój, niż decydujmy się na instalację ich nielegalnych wydań. Dla dobra producentów i… naszego własnego.

Zdjęcie: unwiredview

Dołącz do dyskusji