Nic nie trwa wiecznie – Android i iOS też w końcu znikną

23.11.2011
Nic nie trwa wiecznie – Android i  iOS też w końcu znikną

Nic nie trwa wiecznie – Android i iOS też w końcu znikną

Przygotowany przez Google Android i dzieło Apple – iOS – to właśnie o tych mobilnych systemach operacyjnych mówi się teraz najczęściej i to właśnie je określa się mianem „systemów wiodących”. Mniej mówi się o dwóch wciąż niezwykle istotnych – Symbianie i BlackBerry OS, a poza nimi nie ma już prawie nic. Windows Phone, którego udziały „z litości” łączone są w większości analiz z mimo wszystko wciąż obecnym na rynku Windowsem Mobile oraz stworzony przez Samsunga badaOS w dalszym ciągu nie są w stanie stworzyć jakiegokolwiek realnego zagrożenia dla pozostałych molochów. Biorąc pod uwagę dynamikę rozwoju Androida i systematyczną popularyzację iOS, można łatwo założyć, że jeszcze przez wiele, wiele lat (a może nawet na zawsze) to właśnie Google będzie niekwestionowanym liderem na rynku oprogramowania mobilnego, a Apple będzie zajmował bezpieczne drugie miejsce. Tak jednak mówiono już wielokrotnie w przypadku innych producentów i jak się okazało, żadna z tych prognoz nie była trafna. Dlaczego? Bo żaden system nie był, nie jest i nie będzie wieczny, a jeszcze nikt w historii nie potrafił przejść na „coś nowego” bez popadnięcia w gigantyczny kryzys.

Początki smartfonów (wtedy jeszcze nawet nie zawsze określanych w ten sposób) są na tyle odległe, że praktycznie nie sposób jest dokładnie oszacować dokładne udziały poszczególnych systemów operacyjnych przed rokiem 2003. Pomimo tego, urządzenia określane jako „mobilne komputery z funkcją telefonu” dostępne były o wiele wcześniej. 1996 (15 lat temu!) był bez wątpienia rokiem Nokii 9000, a niedługo później na rynek trafiły pierwsze urządzenia z Windowsem CE (np. HP 300LX, pozbawione jeszcze możliwości wykonywania połączeń telefonicznych), które lata później wyewoluowały w Windows Mobile.

Rok po premierze Nokii 9000 po raz pierwszy zastosowane zostało w określeniu do jakiegokolwiek urządzenia popularne dziś słowo „smartfon”. Jego autorem był Ericsson, którego przygotowany jednak w tamtym czasie prototyp na komercyjny debiut musiał poczekać aż do 2000, kiedy do sklepów trafił R380 – pierwszy telefon pracujący pod kontrolą Symbian OS. Walka o rynek smartfonów została rozpoczęta (i przynajmniej było wiadomo jak je określać).

Pierwszym „poważnym” smartfonem z mobilnym Windowsem okazał się przygotowany przez HTC model Canary (nieco wcześniej pojawił się niezbyt ciepło przyjęty Sendo Z100), sprzedawany w większości przypadków pod marką operatorów (Orange SPV) lub innych producentów (Qtek, Dopod). Był rok 2002 i do gry włączył się również dotychczasowy producent pagerów – Research In Motion, a kilkanaście miesięcy później swojej szansy postanowił spróbować również producent PalmOS – Handspring. Możliwości wszystkich urządzeń z tamtego okresu zapewne u dzisiejszych posiadaczy smartfonów (nawet tych najtańszych) wzbudziłyby co najwyżej śmiech, ale wtedy uznawano je – podobnie jak dziś współczesne urządzenia – za rozwiązania niesamowicie zaawansowane i nowoczesne.

Rynek, choć na początku dość niewielki – w 2004 roku dostarczano bowiem kwartalnie zaledwie mniej niż 8 milionów urządzeń, które można by uznać za „rozbudowane” – dość szybko jednak wybrał swoich faworytów, których pozycja nie zmieniała się zbytnio przez następne lata. Symbian, stosowany przez różnych producentów, w tym przede wszystkim Nokię, wyposażającą w niego coraz większą ilość urządzeń, dość szybko stał się niezagrożonym przez nikogo liderem, z biegiem czasu przekraczając wyraźnie magiczną granicę 50% udziałów. Bezpieczną drugą pozycję zajmował mobilny Windows, swój udział wyraźnie zaznaczał PalmOS, a sukcesywnie rozwijający się RIM powoli zdobywał coraz większe uznanie wśród klientów.

To wszystko było jednak przez długi czas jedynie drobnymi „przepychankami”, w porównaniu do tego, co rozpoczęło się po premierze pierwszej wersji iPhone w 2007 i niewiele później Androida, które niemal dosłownie odwróciły rynek „do góry nogami”. Dotychczasowi giganci zaczęli słabnąć w oczach, podczas gdy dwa nowe systemy operacyjne zaczęły zyskiwać wiernych fanów nie tylko wśród dotychczasowych obiorców smartfonów, ale również zwykłych użytkowników. Tyle, że ich czas również jest policzony.

Łatwo zauważyć na orientacyjnym wykresie, zawierającym dane z lat 2002-2011 (na podstawie raportów Canalys), że system operacyjny, który zdążył już trafić do określonej ilości osób, nie umiera „ot tak” – nawet jeśli na rynku pojawia się silna konkurencja, czas ewentualnego wygaszania jest bardzo długi. Trzy najbardziej znaczące do niedawna systemy zdają się dość jasno obrazować długość „życia” konkretnej platformy, która w ich przypadku wynosi od około 8 lat (Windows), przez 10 (BlackBerry OS) po około 12 (Symbian). Każda z nich napotkała niemal ten sam problem – powstając lata temu, w odpowiedzi na zapotrzebowania klientów z tamtych czasów, nie były w stanie „udźwignąć” coraz to większych ilości nowych funkcji, które okazywały się niezbędne w ostatnim czasie. Ograniczone środowiska dla programistów, powolne przeglądarki, brak wsparcia dla najnowszych technologii, interfejs nieodpowiadający nowym standardom – próby dokonywania zmian na istniejących już od dłuższego czasu systemach w pewnym momencie stają się w pewnym momencie wręcz karykaturalne i trzeba go całkowicie porzucić. Takie kroki oczywiście zapowiedzieli już wszyscy z niedawnej „wielkiej trójcy”.

Komu udało się dokonać tego bezboleśnie? Nikomu. Nokia i Microsoft, długo po ogłoszeniu premiery Windows Phone i inwestycji w ten system, w dalszym ciągu znajdują się dopiero na samym początku drogi, tracąc przy tym klientów, miliony dolarów i topniejące coraz wyraźniej udziały w rynku. Research In Motion zaledwie zaznaczył zarys swojej przyszłości na PlayBooku, aby prawdopodobnie nowy system operacyjny dostarczyć nam dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Czy nikt nie spodziewał się, że w końcu każdy z tych systemów się wypali? Prawdopodobnie spodziewali się wszyscy. Czy na pewno wszyscy zlekceważyli iPhone? Prawdopodobnie nie – każdy miał jednak nadzieję, że funkcje, które oferował jego system będą wystarczały jeszcze na długo.

Taki samo koniec czeka prawdopodobnie również i obecnych liderów z jabłkiem i robotem w logo – nowe podejście do systemu na telefonach, połączone (lub powodujące) z wzrostem zapotrzebowania na tego typu urządzenia spowodowało, że w krótkim czasie zdobyli istotną część rynku. Czy jednak patrząc wstecz, nie dostrzegamy pewnej analogii? Android niemal dokładnie powiela schemat Symbiana (choć w trudniejszych warunkach rynkowych), iOS jest nowym BlackBerry OS. Na razie nie widać dla nich niemal żadnej konkurencji, ale i w pierwszych latach istnienia „starych” systemów operacyjnych również nie było ich widać – wydawało się, że przyszłość jest pewna, a wszystko co pojawiało się w tzw. „międzyczasie” było jedynie ciekawostką i „miało się nie przyjąć”.

Czy producenci nauczyli się czegokolwiek na podstawie przeszłości rynku mobilnego? Podobnie jak wtedy tworzą początkowo szkielet, do którego miesiąc po miesiącu , rok po roku, dodają kolejne funkcje, czyniąc je coraz bardziej rozbudowanymi, ale i jednocześnie często coraz bardziej powolnymi i coraz bardziej skomplikowanymi. Pewnego dnia jednak, podobnie jak niedawno uczynili to Google czy Apple, pojawi się ktoś, kto pokaże (po raz kolejny), że to wszystko nie musi być jednak tak zagmatwane ani rozwiązane w sposób, w jaki robili to do tej pory wszyscy i znów „zmieni świat”. Może to nawet nie być ktoś z największych producentów, może to być ktoś, o kim jeszcze nigdy do tej pory nie słyszeliśmy, ale jedno jest niemal pewne – przy obecnym, wyraźnie szybszym niż w ostatnich latach, rozwoju elektroniki użytkowej, może to mieć miejsce wcześniej niż po 10 latach od premiery iOS cz Androida.

Zachwycajmy się więc jak najwięcej tym, co mamy obecnie – niedługo ktoś może zacząć głośno mówić, że jest to całkowicie przestarzałe i wstyd się z tym pokazywać. Nawet, jeśli chwilę wcześniej było to wyznacznikiem „nowoczesności”.

Zdjęcia: freelance-writers [1], webtablab [2]

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement