Na Facebooku jesteś tylko towarem. Na własne życzenie

14.11.2011
Na Facebooku jesteś tylko towarem. Na własne życzenie

Na Facebooku jesteś tylko towarem. Na własne życzenie

Ostatnio robi się w mediach społecznościowych coraz weselej. Dziesiątki, ba, setki czy tysiące “ekspertów” oferuje swoje płatne usługi w celu zorganizowania kampanii reklamowych i wypromowania marki na Facebooku i Twitterze, a interes kręci się coraz lepiej. I chociaż część z takich akcji jest przeprowadzana przez prawdziwych profesjonalistów z pomysłem i wyczuciem, to zdecydowana większość obnaża fakt, iż ludzie klikają co popadnie i daje się nabrać na banalne sztuczki. Media społecznościowe udowadniają, że nowoczesne sposoby dotarcia nie oznaczają wcale większej świadomości.

Całą sprawę ładnie opisano tutaj. Tak, większość z nas daje się “dymać” klikając na “lubię to” żeby zobaczyć stek głupich zdjęć i innych materiałów, których i tak pewnie nie zobaczy. Podziękujmy Tickerowi – wyświetlanie na żywo informacji, że któryś znajomy polubił stronę “10 najgłupszych zdjęć z imprez – polub żeby zobaczyć” na bocznym pasku skutkuje ogromnym przyrostem fanów takich stron, no bo skoro ktoś tam polubił i zobaczył, to ja też kliknę. A że okazuje się, że to bzdura i przy okazji puszczam ją dalej? Kogo to obchodzi. Warto nawet zaryzykować stwierdzenie, że większość klikaczy przedzierając się przez las “lubię to” i “udostępnij” nawet nie zdaje sobie do końca sprawy, że wpisy o tym pojawiają się na Tickerze i ścianie.

I mówiąc, że FB to świetne narzędzie dla reklamodawców zazwyczaj mam na myśli mocno sprofilowane reklamy trafiające do świetnie dobranych odbiorców. Jakoś nie mówi się zbyt głośno o sprzedaży fanpejdży, o tym, że na własne życzenie jesteśmy towarem i to całkiem wartościowym. Allegro, pierwsze lepsze aukcje: http://allegro.pl/do-sprzedania-fanpage-z-iloscia-211-000-fanow-fani-i1933783514.html, http://allegro.pl/facebook-fanpage-48000-fanow-fani-super-nazwa-i1931019311.html

I biznes się kręci – sprzedaż fanpejdży, sprzedaż fanów i wszystkiego, co się da kwitnie. Na ile są to wartościowe strony, a zwłaszcza wartościowi fani, którzy faktycznie wejdą w interakcję z postami nie wiadomo, ale z pewnością nie będą to fani, którzy wykazują zaangażowanie w treści. To jednak nieważne, bo przy takich ilościach nawet niewielki procent reagujący na impuls to już coś.

Kiepskie są jednak konsekwencje takich sprzedaży i działań – po pierwsze wypacza się pojęcie marketingu w internecie, zwłaszcza na Facebooku, który przecież posiada całkiem sensowne narzędzia własne. Po drugie fałszywymi stronami obiecującymi złote góry, których nie ma, zraża się użytkowników do samej instytucji stron na FB.

Paweł Okopień napisał dziś o łańcuszkach – one są nieszkodliwe, bo praktycznie polegają na przekazywaniu wprawdzie mało sensownych, ale tylko wiadomości dalej. Ot, niewinna, ale wkurzająca innych zabawa, której ktoś próbuje nadać jakikolwiek sens. To setki głupich i fałszywych stron jest gorsze, bo chodzi tam o realną sprzedaż użytkowników, którzy na własną prośbę dają dostęp do swoich danych.

Interes kwitnie i nawet znajomi, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali zaczynają pękać i klikać skuszeni coraz bardziej sensacyjnymi nagłówkami. Klikną, pomyślą “oj, ale się dałem nabrać” i zostawią. W końcu nie bez przyczyny Facebook przycisk “Like” umieścił na górze w formie widocznej grafiki, a “Unlike” jako malutki link schowany gdzieś tak po prawej stronie wśród innych.

Smutne jest to, że “frajerów” wciąż jest pod dostatkiem. Ciężko nazwać inaczej osoby dające sobą manipulować tylko dlatego, że tak można. Media społecznościowe lepiej niż telewizja czy prasa uwydatniają fakt, że jesteśmy bezmyślni i nie potrafimy uczyć się na błędach. Jeszcze nigdy tyle osób nie dało się tak “dymać” na własne życzenie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement