Kto ile z telefonów komórkowych, czyli cztery lata po rewolucji

07.11.2011
Kto ile z telefonów komórkowych, czyli cztery lata po rewolucji

Kto ile z telefonów komórkowych, czyli cztery lata po rewolucji

4,2% udziałów ilościowych, ale za to 52% udziałów w operacyjnych zyskach w branży telefonów komórkowych – taki jest dziś status firmy Apple w cztery i pół roku po wejściu na rynek. To właśnie te dwie liczby dobitnie pokazują jak wielkie spustoszenie uczynił Apple na rynku mobilnym. Rok 2012 r. będzie kluczowy dla historycznych liderów. 

Rynek mobilny można analizować na wiele sposobów. Najbardziej popularne jest ujęcie ilościowe, tzw. liczby dostarczonych na rynek i sprzedanych telefonów komórkowych. Często analizuje się także udziały mobilnych systemów operacyjnych, co ma oznaczać popularność danych telefonów aktualnie dostępnych na rynku (głównie smartfonów). Najrzadziej patrzy się na udziały wartościowe, a szkoda, bo to przecież one pokazują to, na na czym zależy każdemu przedsiębiorstwu – zyski. W udziałach ilościowych Apple może oscylować w granicach błędu statystycznego, w udziałach mobilnych systemów operacyjnych spadać na łeb i szyję w stosunku do Androida, ale w zyskach generowanych na działalności na rynku mobilnym nie ma sobie równych – po raz kolejny 50% tego, co zarabia cała branża telefonów komórkowych ląduje na kontach Apple’a.

To oczywiście dość relatywny sposób liczenia udziałów wartościowych – sumuje się bowiem wyniki finansowe wszystkich spółek działających na rynku, a następnie wyznacza procent wartości danego wyniki w stosunku do całości (oczywiście w przypadku Apple’a analizuje się tylko zysk na sprzedaży iPhone’ów, a nie całej firmy), więc nie bierze się pod uwagę rozbieżnych struktur firm, różnych modeli prowadzenia biznesu, itd., ale mimo to dobrze oddający skuteczność biznesu. Według najnowszych danych Canaccord Genuity, z ośmiu największych dostawców telefonów komórkowych na świecie, Apple generuje najwięcej, bo aż 52% wszystkich zysków operacyjnych. 

Największy producent telefonów komórkowych na świecie – Nokia – według tego samego odczytu Canaccord Genuity generuje aktualnie jedynie 4%, a największy sprzedawca smartfonów na świecie – Samsung – 29%. Z pozostałych: HTC – 9%, RIM – 7%, Sony Ericsson (niedługo sam Sony) – 1%, Motorola nic nie zarabia, a LG znowu dokłada do działalności na rynku mobilnym (-2%).

Oczywiście trudno do końca bezpośrednio porównywać te wyniki – przede wszystkim te Nokii z tymi Apple’a – w końcu obie firmy mają zupełnie inne priorytety rynkowe, ale wyniki Nokii z Samsungiem, czy Apple’a z RIM już można – te dwie pary budują bowiem swoją strategie rynkową w bardzo podobny sposób. Nokia i Samsung celują w rynek ilościowy, a ich celem jest dominacja w każdym jednym segmencie sprzedażowym, zarówno w ujęciu cenowym (tanie, średnie, drogie), jak i funkcjonalnym (ficzerfone, pre-smartfon, smartfon, super-smartfon). Mimo iż Nokia wciąż sprzedaje więcej telefonów od Samsunga, to Koreańczycy zarabiają na nich 6 razy więcej niż Finowie. RIM i Apple z kolei pozycjonują swoje produkty w segmencie premium i adresują swoje smartfony w zasadzie do zamożnego i bardzo świadomego klienta. Tu różnica jest jeszcze bardziej spektakularna – 7% RIM wobec 52% Apple’a wygląda naprawdę mizernie.

Jeszcze w czwartym kwartale 2009 r. sytuacja była zgoła odmienna – Nokia zbierała 39% zysku z rynku, Apple “tylko” 33%, a Samsung 12%. Jeśli cofnęlibyśmy się w czasie jeszcze o dwa lata (nie mam takich danych), to z pewnością widzielibyśmy Nokią zbierającą grubo ponad 50% zysków z branży. W ciągu ostatnich czterech lat rynek telefonów komórkowych zmienił się więc diametralnie, ale przyszłość nie jest dziś dobrze określona. Po zmianie strategii na cykl wzrostów pragnie wrócić Nokia. Rok 2012 r. będzie kluczowy dla tej firmy. Kto wie, może tak jak comeback Steve’a Jobsa do Apple’a w 1997 r. nazywany jest największym comebackiem w historii biznesu, tak powrót Nokii będzie najbardziej spektakularnym odbiciem po upadku prawie do zera. Prawie bo 4% generowanych zysków z branży przez Nokię jest wyjątkowo bliskie zeru.

Dołącz do dyskusji

Advertisement