Grooveshark pozwany, czyli w biznesie muzycznym najmniej liczy się artysta

24.11.2011
Grooveshark pozwany, czyli w biznesie muzycznym najmniej liczy się artysta

Grooveshark pozwany, czyli w biznesie muzycznym najmniej liczy się artysta

Nie ma pieniędzy. Nie ma pięniędzy dla muzyków, a wytwórnie skarżą się, że przez serwisy streamingujące nie ma pieniędzy także dla nich. A muzyki ludzie słuchają! Jasne, nie chodzi o artystów, bo kto by się przejmował czy dostają pieniądze, czy nie – najważniejsze są wytwórnie przecież. Dlatego coraz częściej trzeba pozywać, pozywać kogo tylko się da i za co tylko się da – tym razem pada na Grooveshark. Nie dość, że serwis od dawna jest na cenzurowanym i jest atakowany non-stop, to teraz dostaje mu się za… anonimowy wpis na blogu. Pozew opiera na 17 miliardów dolarów. Wszystko w imię muzycznej sprawiedliwości!

Przez swoją konstrukcję Grooveshark wzbudza wiele kontrowersji – to użytkownicy wrzucają do serwisu pliki muzyczne, które potem odsłuchują inni. Z tej racji w Grooveshark dostępne są też bootlegi i materiały, których wytwórnie nie “pobłogosławiły”. Jednak tym razem chodzi o coś innego – w sieci pojawił się anonimowy komentarz domniemanego pracownika Grooveshark, który twierdzi, jakoby pracownicy byli zmuszanie do uploadu konkretnej ilości muzyki tygodniowo i dostawali bonus za przekroczenie norm. Do tego właśnie odnosi się Universal w pozwie i żąda za 17 milionów dolarów odszkodowania (150 tysięcy za każdy utwór).

Ciekawe, że nie ma potwierdzenia odnośnie tożsamości komentatora – równie dobrze mogłaby być to konkurencja lub ktokolwiek inny. Wyjaśni się to dopiero w sądzie. Jednak Universal łapie każdą okazję, by chociaż spróbować pogrążyć Grooveshark, który dotychczas skutecznie unikał ataków wytwórni i organizacji zajmującymi się prawami autorskimi.

Jednak by być fair wobec wszystkich wytwórni trzeba przyznać, że Grooveshark sam trochę prosi się o takie traktowanie – przez model zakładający opieranie się na treściach od użytkowników a nie pochodzących z “legalnych źródeł”, serwis sam kręci na siebie stryczek. Szczerze mówiąc dziwię się, że Grooveshark jeszcze istnieje i żaden gigant nie potrafił skutecznie go zlikwidować.

Bo Grooveshark w szerszej postaci nie wpływa dobrze na wizerunek całego rynku usług streamingu z chmury. Rynek muzyczny w bólach próbuje wypracować odpowiedni model nowoczesnej, legalnej internetowej dystrybucji muzyki, który przynosiłby zyski autorom treści bez horrendalnych opłat ze strony użytkowników. Wytwórnie nie są temu przychylne bo mają świadomość, że stracą część kontroli nad rynkiem a użytkownicy nie są specjalnie chętni do płacenia za czyjąś pracę, bo przecież w internecie wszystko można dostać za darmo.

W tej dziwnej, wciąż rozwijającej się sytuacji serwisów chmurowych Grooveshark odgrywa rolę czarnej owcy, która wprawdzie jest legalna choć balansuje na granicy prawa, ale nie opiera się na licencjach dawanych przez właścicieli praw autorskich. Chociaż te licencje to często nadmuchane i po prostu śmieszne kwoty, to jednak zapewniają twórcom część zysku z odtworzeń.

Inną sprawą jest, że twórcy mają tu najmniej do powiedzenia,a to wytwórnie zżerają większość przychodów.

Grooveshark omija wszystkie przeciwności wykorzystując luki w prawie. Tymczasem w pełni legalne i licencjonowane serwisy streamingowe, takie jak Spotify, Rdio czy MOG borykają się z problemem dzielenia zysków dla właścicieli praw autorskich. Model Spotify, który zakłada zapłatę za każde odsłuchanie utworu w wysokości 0,004 dolara się nie sprawdza. Słynna sprawa Lady Gagi, która za milion odtworzeń “Poker Face” dostała niecałe 170 dolarów pokazuje, że ten system jest dziurawy i szwankuje.

I to nie tylko z winy Spotify – to wytwórnie pożerają większość zysków. Wystarczy policzyć… 0,004 razy milion to 4 tysiące, widać więc, że resztę pochłonęła pewnie korporacyjna machina wytwórni. Serwisy muzyczne przyznają, że nie mają wpływu na to, jakie umowy z wydawcami mają podpisane artyści, wytwórnie milczą i narzekają, a najgorzej odbija się to samych serwisach. Do mediów idzie przecież informacja “a milion odtworzeń Gaga zarobiła tylko 167 dolarów, taki system jest zły!” i nikt nie wnika w to głębiej.

MOG czy Rhapsody próbują przełamać tę passę i wypracować nowe modele zapłaty, według których zysk dzielony byłby między wytwórnie w zależności od procentowej ilości odtworzeń, a nie konkretnej. Czyli zsumowana kwota z płatnych abonamentów po odtrąceniu marży dla serwisu byłaby dzielona na wytwórnie. W tym miesiącu Warner wygenerował 20% ruchu, dostanie 20% puli, itp. Mógłby to być korzystny model, bo serwis nie skazywałby się na niezdrowe deklarowanie konkretnych kwot bez zapewnienia sobie zysku. Jednak co z artystą? Dalej nie dostawałby dużo, ale to już wina wytwórni.

I podczas gdy legalne i licencjonowane źródła próbują rozpracować jak najbardziej wygodny model wynagrodzeń korzystny dla wszystkich, Grooveshark wciąż walczy z licencjami i opiera się na treściach od użytkowników. Wprawdzie serwis podpisał umowy z wieloma wytwórniami, to jednak nie ze wszystkimi. I to do użytkownika należy sprawdzenie, czy utwór, który wrzuca zostanie na Groovesharku licencjonowany – jeśli nie, to teoretycznie Grooveshark nie bierze za to na siebie odpowiedzialności, ale też nie usuwa go dopóki nie dostanie informacji od właściciela praw o ich naruszeniu. Jednak wszyscy zdają sobie sprawę, ze to wina modelu Groovesharka i to on sprawia problemy.

I to właśnie największy problem z Groovesharkiem – jest legalno-nielegalny, kontrowersyjny i jego reputacja rzutuje na serwisy, które starają się poprawić sytuację muzyki z chmury w pełni licencjonowane i legalne sposoby.

Wielkie wytwórnie zżerające gros zysków i projekty takie jak Grooveshark powodują sytuację, w której pozwy i przerzucanie się odpowiedzialnością jest codziennością. Najbardziej cierpią na tym artyści, zwłaszcza ci mniejsi, którzy nie mają mocnej pozycji do negocjacji warunków, jak również serwisy streamingowe, na których odbija się cały ten cyrk. A użytkownicy? Skoro mogą korzystać za darmo, to korzystają, nie interesując się tym, czy ich ulubiony artysta na tym zarobi.

Przykra sytuacja.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement