Gigantyczne możliwości, ale zdecydowanie nie dla każdego – recenzja Samsung Galaxy Note

10.11.2011
Gigantyczne możliwości, ale zdecydowanie nie dla każdego – recenzja Samsung Galaxy Note

Gigantyczne możliwości, ale zdecydowanie nie dla każdego – recenzja Samsung Galaxy Note

W momencie, kiedy na rynek trafiły urządzenia takie jak Samsung Galaxy S2 czy HTC Sensation, wydawało się nam, że producenci nie są nas już w stanie zaskoczyć niczym, co będzie miało jeszcze jakiekolwiek prawo nazywać się telefonem. Ponad 4 cale przekątnej były rozmiarem dla wielu z nas zbyt dużym, aby zaakceptować go jako urządzenie “codziennego użytku”. Twórcy smartfonów nie zamierzali jednak na tym poprzestać i nie tak dawno temu na rynek trafiły dwa giganty – HTC Titan, z wyświetlaczem o przekątnej 4,7″ oraz przetestowany przez nas właśnie Samsung Galaxy Note o przekątnej jeszcze większej. 5,3″ sprawia, że ciężko na pierwszy rzut oka myśleć o nim, jako o telefonie, ale rzeczywistość pokazuje, że nie jest to jednak tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać… 

 

Wygląd zewnętrzny i jakość wykonania

Teoretycznie nie powinno się niczego (i nikogo) oceniać wyłącznie na podstawie pierwszego wrażenia, ale niestety Note nie podlega tutaj „ogólnej klasyfikacji”. Urządzenie jest po prostu przeogromne i malutkie w porównaniu do niego wydają się nawet dotychczasowe giganty – HTC Sensation czy Samsung Galaxy S2. Prawie 15 cm wysokości i ponad 8 cm szerokości (147 mm x 83 mm) są zdecydowanie bardziej zbliżone do wymiarów… paletki do tenisa stołowego, niż „normalnego” telefonu. Na szczęście Galaxy Note jest również cienki jak paletka – mniej niż jeden centymetr grubości sprawia, że pomimo swojej słusznej masy (180g) to połączenie smartfona i tabletu leży wręcz zaskakująco lekko w dłoni.

Wygląd zewnętrzny jest niemal identyczny jak w przypadku jego mniejszego brata – Galaxy S2. Przedni panel zajęty jest w znakomitej większość przez potężny ekran dotykowy o przekątnej 5,3” (!), poniżej którego umieszczono fizyczny przycisk powrotu do ekranu głównego (dłuższe przytrzymanie – aplikacje pracujące w tle, podwójne – wybieranie głosowe) oraz dwa podświetlane „wirtualne” klawisze – „Menu” i „Powrót”. O ile środkowy spisuje się bez zarzutu, o tyle dwa boczne są czasem dość niewygodne w użytkowaniu, głównie przez rozmiar urządzenia oraz przez fakt, że nie zawsze podświetlają się w odpowiednim momencie (choć przez większość czasu działają całkowicie poprawnie).

Powyżej umieszczono logo producenta, głośnik oraz dwa czujniki (zbliżenia i światła) oraz kamerę wideo o rozdzielczości 2 MPX.

Na bocznych, „posrebrzanych” ściankach nie odnajdziemy zbyt wiele – klawisze regulacji głośności oraz włączania/wyłączania/blokady urządzenia po przeciwnych stronach (co niestety powoduje częste przypadkowe blokowanie urządzenia przy zmianie głośności i na odwrót), dwa mikrofony (jeden na górze i jeden na dole) oraz wejście microUSB do ładowania i synchronizacji. Swoje miejsce w obudowie odnalazł również rysik, dyskretnie chowający się w tylnej partii urządzenia.

Z tyłu jest praktycznie jeszcze mniej do podziwiania. Dominuje tutaj czarna, plastikowa i ozdobiona znaną wszystkim użytkownikom Galaxy S2 teksturą klapka, urozmaicona wyłącznie logiem producenta oraz otworami na aparat, lampę błyskową i drugi głośnik.

Po zdjęciu pokrywy baterii (wystarczy ją podważyć w jednym punkcie po prawej strona a następnie „poodklejać” w pozostałych) okazuje się, że jest ona niesamowicie cienka i aż strach wyginać ją na różne strony. Na szczęście po ponownym złożeniu i zatrzaśnięciu w dosłownie kilkunastu punktach obudowy, bardzo dobrze „wpasowuje się” w urządzenie i nie musimy się o nią szczególnie martwić.

Wnętrze urządzenia, do którego możemy dostać się bez utraty gwarancji raczej nie różni się niczym szczególnym od innych. Miejsce na kartę SIM, kartę pamięci (której nie da się wyjąć bez usuwania baterii) oraz spora przestrzeń na gigantyczną baterię o pojemności 2500 mAh.

Zastosowanie w Note takich a nie innych materiałów ma swoje wady i zalety. Urządzenie spasowane jest wprawdzie nad wyraz solidnie, jest lekkie i całkiem dobrze (nawet pomimo swoich rozmiarów) leży w dłoni, ale mimo wszystko początkowe wrażenie podczas zabawy nie jest aż tak dobre, jak moglibyśmy oczekiwać po cenie i „pozycjonowaniu” sprzętu. Odczucie może być oczywiście całkowicie subiektywne, ale pomimo wszystkiego, co można powiedzieć dobrego o Note, w porównaniu do iPhone 4, HTC Sensation czy BlackBerry 9900, jest troszkę zbyt mocno plastikowy. Kto jednak wie, ile ważyłby ten gigant, gdyby zastosować w jego przypadku np. aluminiowe unibody…

Co pod maską?

Samsung Galaxy Note, jak przystało na smartfono-tablet za 2599zł ma na pokładzie praktycznie wszystko, co udało się pomieścić w jego ogromnej obudowie. Za prędkość (i rewelacyjne wyniki we wszystkich benchmarkach) odpowiada dwurdzeniowy procesor 1,4 GHz oraz 1 GB pamięci RAM. Jeśli tego byłoby nam mało, do naszej dyspozycji oddane zostaną dwie kamery o rozdzielczości 8MPX i 2MPX (robiące standardowe zdjęcia), HSPA+, GPS/GLONASS, WiFi, pamięć 16GB (z możliwością o rozszerzenie o karty microSD), Bluetooth 3.0, USB 2.0, bateria o pojemności 2500mAh oraz… specjalny rysik, nazwany przez Samsunga S-Pen.

Ekran

O samym ekranie nie można powiedzieć zbyt wiele – robi to za nas jego specyfikacja, umieszczona chociażby na pudełku. Przekątna 5,3 cala, “tabletowa” rozdzielczość 1280×800, technologia Super AMOLED, a to wszystko pokryte przy tym wytrzymałym szkłem Gorilla Glass (tego akurat nie ma w specyfikacji) robią fenomenalne wrażenie. Nawet zastosowanie matrycy PenTile, przez wielu uważanych za zdecydowanie gorszą, nie jest w stanie wpłynąć w jakikolwiek sposób negatywnie na ogólną ocenę wyświetlacza. Ogromna przestrzeń, z “gęsto” upakowanymi pikselami sprawia, że przeglądanie internetu, zdjęć czy filmów wideo jest czystą przyjemnością. Kolory są mocno “nasycone”, szczegóły wyraźne – słowem: nie ma się absolutnie do czego przyczepić.

Dodatkami, o których jako geek muszę koniecznie wspomnieć jest cały zestaw “magicznych gestów”, które możemy wykorzystać na tej gigantycznej powierzchni. Jak zrobić np. zrzut ekranu? Wystarczy przesunąć dłonią od prawej do lewej krawędzi ekranu. Powiększanie zdjęć i stron WWW? Wystarczy dotknąć ekranu w dwóch miejscach, a następnie wychylić urządzenie w przód lub w tył. Obrót obrazka? Przytrzymujemy palec na ekranie i bez odrywania przekręcamy go o 90 stopni. Funkcje być może niezbyt użyteczne, ale “wow-factor” rewelacyjny.

Jedyną wadą jest niestety widoczność w słońcu – po wyjściu na dwóch w słoneczny dzień możemy zapomnieć o komfortowej obsłudze bez konieczności odszukania przynajmniej odrobiny cienia. W przeciwnym przypadku dostajemy do dyspozycji ponad pięciocalowe lustro.

Tym, co jednak najbardziej wyróżnia ekran w Note jest nie tyle jego wielkość czy rozdzielczość a…

Rysik

Producenci smartfonów i tabletów od dłuższego czasu, w większości przypadków nawet nie starają się zachwycić nas czymś naprawdę oryginalnym czy przełomowym. Dla osób, które miały już w swoich rękach kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt urządzeń tego typu, wszystkie zaczynają powoli wydawać się takie same – niektóre są trochę szybsze, niektóre wolniejsze, niektóre cieńsze, niektóre grubsze, ale sporej części z nich brakuje prawdziwej „świeżości”. W przypadku Note, Samsung postanowił nie tylko zaoferować nam gigantyczny ekran, ale również sprawić, abyśmy przez jego powiększenie zyskali o wiele więcej niż tylko dodatkową przestrzeń. W zwiększeniu możliwości pomoże nam oczywiście… rysik.

Tak, rysik – niemal taki sam jak ten, który w 2007 roku został uznany za zbędny – gubiący się, niewygodny i nieporęczny, ale i nie dokładnie taki sam. Tutaj jest to rozwiązane o wiele bardziej fascynująco, a przy tym funkcjonalnie, choć oczywiście (jak zawsze) nie bez drobnych wad.

Przede wszystkim uspakajamy po raz kolejny – ekran w Note wykonany jest w technologii pojemnościowej, tak jak we wszystkich nowoczesnych smartfonach, umożliwiając nam bezstresową (i beznaciskową) obsługę za pomocą naszych palców. Rysik wyciągamy wtedy, kiedy jest nam naprawdę potrzebny, a po zakończeniu pracy nie musimy chować go do kieszeni – w dolnej części obudowy znajduje się odpowiedni „schowek”, w którym nasz dodatek znajduje pewne i stabilne schronienie.

Dlaczego więc prosty „patyczek” jest tak wyjątkowy? Po pierwsze nie jest on klasycznym „patyczkiem” i o wiele bliżej mu do tych, którymi mamy możliwość obsługi tabletów dedykowanych grafikom. Jest więc nie tylko o wiele bardziej precyzyjny, ale również czuły na siłę nacisku. W zależności od tego, jak mocno dociśniemy go do ekranu (nie trzeba się martwić – na szkle chroniącym wyświetlacz nie pozostają żadne ślady), linie tworzone za jego pomocą są cieńsze lub grubsze, bardziej „soczyste” lub nieco wyraźniej „wyblakłe”. Ile dokładnie „poziomów nacisku” odróżnia rysik? Niezależnie od specyfikacji, przez cały okres testów (przy szczególnym zwracaniu uwagi na właśnie na ten element) udało się osiągnąć maksymalnie około 3-5 poziomów. Pomimo tego, że nie wygląda to tak imponująco, na tak małym ekranie wydaje się to być całkowicie wystarczającym rezultatem i każdy, kto ma nieco wprawy w takiej pracy, powinien być w stanie w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje mu rysik.

Gigantyczną zaletą jest również uniwersalność rysika – możemy z niego korzystać nie tylko do pracy w przygotowanych przez Samsunga aplikacjach (notatki, rysunki, etc), gdzie możemy chociażby dowolnie wybrać narzędzie, które ma imitować (pędzel, ołówek, długopis, market), ale dosłownie w całym systemie. Nie zostajemy więc ograniczeni wyłącznie do zastępowania naszego wirtualnego pióra za pomocą rysika – możemy nim zastąpić również nasz… palec. Przy tym rozmiarze ekranu trzeba przyznać, że czasem wydaje się być to najwygodniejszym sposobem obsługi ekranu, nawet pomimo powszechnego przekonania o tym, że powinien on być zupełnie martwy.

Żeby było jeszcze ciekawiej, a przy tym łatwiej obsługiwało się system za pomocą samego rysika, wprowadzono dla niego dodatkowe… gesty (!). Aby je wykonać wystarczy wcisnąć niewielki, podłużny przycisk w dolnej części (tam, gdzie najczęściej trzymamy palec wskazujący) i… zacząć zabawę. Dłuższe przytrzymanie na ekranie spowoduje wtedy wykonanie zrzutu ekranu, który od razu możemy odpowiednio „ozdobić” naszymi notatkami lub rysunkami, podwójne kliknięcie wywołuje aplikację do szybkich notatek, ruch ze środka do góry wywoła menu (odpowiednik klawisza „Menu”), a (co szczególnie wygodne) szybki ruch ze środka do lewej strony… cofnie nas o jeden ekran (odpowiednik przycisku „Back”). Proste i genialne – nie musimy za każdym razem chować albo odkładać rysika, kiedy chcemy skorzystać z ciężej dostępnych klawiszy funkcyjnych pod ekranem.

Niestety to oryginalne i bardzo przydatne rozwiązanie nie jest pozbawione wad. Pierwszą z nich jest dość często zbyt niska czułość ekranu na dotyk – jeśli muśniemy rysikiem ekran, nie zawsze osiągniemy efekt zgodny z założonym (choć czasem się udaje). Nie jest to aż tak rażąca wada – trzeba się do tego przyzwyczaić, ale jednak zwiększenie czułości o choć odrobinę byłoby bardzo wskazane.

Drugim, co rzuca się mocno w oczy przy użytkowaniu to opóźnienie podczas rysowania lub wprowadzania tekstu oraz „nieidealna” precyzja. Podczas szybszego pisania lub rysowania bardzo wyraźne staje się opóźnienie w przetwarzaniu i wyświetlaniu na ekranie kreślonych przez nas znaków. Nie zawsze są one również umiejscawiane dokładnie tam, gdzie przyłożymy rysik – pojawiają się nieco „obok”, a przy próbach trafiania np. w bardzo małe obrazki na stronach WWW, możemy być zmuszeni do przynajmniej minimalnego powiększenia.

Można też mieć delikatne zastrzeżenia co do samego sposobu mocowania rysika. O ile bowiem „zagnieżdżony” jest całkiem stabilnie i nie musimy obawiać się o jego utratę, o tyle po pierwsze, osoby o krótkich paznokciach będą miały delikatne problemy z wydobyciem go, a po drugie ciężko jest go w ogóle namierzyć bez poszukiwań. Z jakiegoś powodu starsze smartfony miały rysik umieszczony w samym rogu urządzenia, co wydaje się o wiele bardziej naturalną lokalizacją.

Podobny problem „niewyczuwalności” dotyczy również przycisku umieszczonego na rysiku – czasem znajduje się „automatycznie” pod palcem wskazującym, a czasem musimy próbować go wcisnąć metodą prób i błędów, obracając nasz wskaźnik lub po prostu odrywając wzrok od ekranu i nakierowując nasz palec na guzik. Przydałaby się jakaś przynajmniej minimalna „wypustka” – obecny klawisz jest bowiem troszeczkę wypukły, ale zdecydowanie nie na tyle, aby można go było zawsze wyczuć pod opuszkiem palca.

Brakuje także nieco systemu umożliwiającego telefonowi automatyczne wykrycie wyciągnięcia rysika z „pokrowca” i odblokowanie wyświetlacza. W końcu rzadko kiedy wyciągamy go przez przypadek, a z racji gabarytów telefonu, mając obie ręce zajęte (Notem i rysikiem) przyjemnie byłoby móc od razu przystąpić do „rysowania”, zamiast zmagać się z klawiszem do odblokowywania ekranu i jeszcze wykonywać dodatkowy gest.

Wszystkie te wady nie wpływają jednak na jedno – rysik w Note jest naprawdę bardzo dobrym pomysłem i choć mógłby być nieco bardziej dopracowany, Samsungowi należy się duży plus – za oryginalność, uniwersalność rozwiązania, dedykowane aplikacje i samą radość z użytkowania.

To z tego da się rozmawiać?!

Samsung nie mówi wprost czy Note jest tabletem czy telefonem, jednak pomimo jego rozmiaru wyposażył go we wszystkie niezbędne atrybuty, pozwalające na korzystanie z niego właśnie jako klasycznej komórki. Mamy wiec głośnik do rozmów, dwa mikrofony oraz oczywiście wejście na kartę SIM.

Musimy Was zaskoczyć – pomimo gigantycznych wymiarów, Note całkiem dobrze sprawdza się jako telefon, nawet bez konieczności korzystania z zestawu słuchawkowego lub bezprzewodowej słuchawki Bluetooth. W momencie, kiedy uporamy się już z wyciągnięciem telefonu z kieszeni (co wbrew pozorom nie jest aż takie trudne zadanie) i nawiążemy połączenie, praktycznie nie odczuwamy rozmiaru najnowszego Samsunga. Telefon jest (jak już wspominaliśmy) zaskakująco lekki i dobrze wyprofilowany, przez co szybko zapominamy, że wyglądamy, jakbyśmy rozmawiali do… patelni.

W czasie testów udało mi się przeprowadzić kilka dłuższych rozmów (powyżej 40 minut) i nie miałem z nimi żadnych problemów, ani też nie musiałem konstruować naprędce podpórki pod ramię. Jedynym, co nie przypadło mi szczególnie do gustu była dość wyraźnie wystająca w górnej części urządzenia ramka, nieprzyjemnie wbijająca się w ucho podczas rozmowy.

Same parametry, związane pośrednio i bezpośrednio z połączeniami telefonicznymi stały na całkiem przyzwoitym poziomie. Zasięg był dość mocny i stabilny, rozmowy nie były w niewyjaśniony sposób zrywane, a rozmówca słyszał nas głośno i wyraźnie, nawet przy nieco głośniejszym otoczeniu. Zastrzeżenia można mieć jednak do jakości dźwięku wydobywającego się z urządzenia przy wyższych poziomach głośności – nasz rozmówca staje się wtedy mniej “wyraźny” i przyjemność z rozmowy jest przez to niższa. Mimo wszystko Note, który niekoniecznie przez wszystkich będzie rozpatrywany jako telefon, nadaje się do tego całkiem przyzwoicie, choć i tak daleko mu jeszcze do perfekcji z mojego Bolda 9900, czy poprzednich modeli z tej serii.

Jeśli więc Samsung Galaxy Note ma zastąpić Wam telefon i nie martwicie się szczególnie o to, co pomyślą sobie o Was ludzie na ulicy – warto spróbować.

Bateria – moc jest z nami!

Pokaźnych rozmiarów akumulator, w który zostało wyposażone urządzenie Samsunga, niemal w pełni zaspokaja potrzeby nawet wymagających użytkowników i rozwiewa obawy, według których telefon z tak wielkim ekranem powinien rozładować się już po kilku godzinach. W ciągu intensywnych testów praktycznie za każdym razem udawało mu się bez najmniejszego problemu przetrwać od rana do późnego wieczora, a i nawet wtedy pozostawało mu całkiem sporo zapasu, na podstawie którego możnaby szacować, że 1,5 dnia to dla niego całkiem przyzwoity wynik.

Oczywiście, jeśli będziemy bez przerwy korzystać z internetu, grać i oglądać filmy, akumulator może odmówić posłuszeństwa o wiele wcześniej, ale i tak nie jest to wynik zły, nawet w porównaniu do innych smartfonów. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest on… lepszy!

Jeśli więc nie planujecie od rana do wieczora oglądać filmów, korzystać z nawigacji i przez 10h przeglądać internetu, Note i jego akumulator (2500mAh) powinny bez większego wysiłku nadążyć za wami, nie „umierając” w najmniej odpowiednim momencie.

Testowany Note był w stanie wytrzymać w naszych rękach cały dzień (od 6 do 22), nawet pomimo około 30 minut nawigacji, oglądnięciu jednego odcinka serialu (45 minut), około godziny błąkania się po internecie, kilkudziesięciu odebranych maili i około 40 minutom rozmów telefonicznych. Wynik zaskakujący i o wiele lepszy, niż się spodziewaliśmy.

System i wydajność

Android zdaje się coraz wyraźniej rządzić światem (przynajmniej pod względem liczebności) i nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że trafił również na Note. O systemie Google można pisać wiele lub nieco mniej i w tym przypadku nie ma potrzeby aby rozwodzić się nad nim specjalnie długo. Standardowe wydanie 2.3.5 z autorską nakładką Samsunga różni się od innych głównie nieco “podrasowanym” kalendarzem (zakładki przypominające biznesowy “papierowy” kalendarz) oraz zestawem aplikacji Samsunga przeznaczonych do obsługi rysika. Możemy więc bez problemów tworzyć odręczne notatki oraz rysować, szkicować, opisywać zrzuty ekranu lub wykorzystywać ich fragmenty w naszych notatkach. W przyszłości udostępnione ma zostać API, które pozwoli również niezależnym programistom na wykorzystanie S-Pen’a, ale większości z nas prawdopodobnie wystarczy to, co oferuje telefon po wyjęciu z pudełka.

Inna sprawa ma się niestety z wydajnością – pomimo imponujących podzespołów, rewelacyjnych wyników w benchmarkach (Note dystansuje wszystko – od smartfonów po tablety) i ogólnie błyskawicznego działania, nowy Galaxy od czasy do czasu potrafi dosłownie zawiesić się na kilka sekund lub “przyklatkować” niektóre animacje. Sytuacja jest szczególnie widoczna w przeglądarce, gdzie przełączanie się pomiędzy nawet dwoma kartami, praktycznie zawsze generowało efekt “skokowości”. Może i nie jest to zbyt irytujące w codziennym użytkowaniu, ale przy takich parametrach nie spodziewałem się zobaczyć najmniejszych opóźnień nawet przy najcięższym obciążeniu, tym bardziej że filmy (1080p) czy gry nie miały żadnego problemy z płynnym działaniem.

Wbrew naszym obawom nie było większego problemu związanego z rozmiarem i rozdzielczością ekranu. Wszystkie aplikacje systemowe i większość doinstalowanych z Android Marketu radziła sobie doskonale, choć oczywiście nie udało się uniknąć niechlubnych wyjątków. Wśród nich znalazły się niestety m.in. dwie efektowne gry (w tym Asphalt) z czołówki AM, które wyświetlały się w małym okienku, otoczonym czarnymi pasami.

Oczywiście byłoby bardzo szkoda, gdyby przy obecności rysika zabrakło możliwości rozpoznawania pisma ręcznego. Odpowiednia funkcja jest na szczęście zaimplementowana w systemie i… właściwie tyle można o niej powiedzieć. Niewiele zmieniło się od “starych dobrych czasów” Windows Mobile i trzeba się naprawdę porządnie namęczyć, żeby w ten sposób wprowadzać tekst. W moim przypadku jednak nie musiałem się w ogóle męczyć – po godzinie prób opanowania tego rozwiązania, postanowiłem skorzystać z pokaźnej klawiatury wirtualnej. Tak było lepiej i dla mnie i dla urządzenia (którym z racji wypożyczenia na testy nie powinienem był raczej rzucać o ściany).

W teorii drobnym, ale mimo wszystko bardzo przydatnym dodatkiem okazał się Kies Air, umożliwiający całkiem zaawansowaną obsługę telefonu za pomocą komputera, przy podłączeniu obydwu urządzeń do tej samej sieci WiFi (śmierć kablom!). Rozwiązanie to obejmuje praktycznie wszystkie istotne elementy – od przesyłania (w obie strony) i przeglądania zdjęć, filmów czy utworów muzycznych, możemy także zarządzać naszą książką adresową, wiadomościami SMS, etc, etc.

Podsumowanie – dla kogo i po co?

Galaxy Note jest jednym z najpotężniejszych, ale i najbardziej specyficznych produktów na rynku mobilnym. Jeśli spróbowalibyśmy przyrównać go do samochodów, to prawdopodobnie zyskałby miano… “miejskiego” SUV’a. Nie jest ani tak poręczny i zwinny jak małe auto sportowe (np. iPhone), “standardowy” jak sedan (np. Galaxy S2), a przy parkowaniu sprawi więcej kłopotów niż słuszne kombi (np. HTC Titan). Przy tym wszystkim nie ma też ładowności ciężarówki (np. iPad) ani nawet wozu dostawczego (np. PlayBook). Pytanie jednak, jak zmieścić te wszystkie na jednym podjeździe (w kieszeni)? Galaxy Note rozwiązuje właśnie ten problem – umiejętnie, przy niezbędnych kompromisach, jest w stanie połączyć zalety wszystkich tych urządzeń w jedno.

Note może zdecydowanie spodobać się tym, którzy nie chcą nosić ze sobą jednocześnie i tabletu i smartfona, a 10″ czy nawet 7″ nie jest im w żaden sposób potrzebne. Wbrew pozorom, nawet z tak wielkiego telefonu da się w miarę komfortowo korzystać (potwierdzone w testach), a czas pracy na pojedynczym ładowaniu sprawia, że nie musimy myśleć o tym, że “dwa niezależne urządzenia wytrzymałyby przecież dłużej”.

Zdecydowanie jednak odradzałbym wielkiego Samsunga w momencie, kiedy mamy lub chcemy w najbliższym czasie kupić sobie jakikolwiek tablet lub lubimy (albo jesteśmy często zmuszeni okolicznościami) obsługiwać nasze telefon jedną ręką – tak się po prostu praktycznie nie da, a dwa urządzenia z dużymi ekranami będą nie dość, że dublować swoje funkcje i zastosowania, to dodatkowo będą zdecydowanie niewygodne.

Dołącz do dyskusji