Czy trzeba świecić wszędzie mordą, bo buduje się swoją wartość rynkową i wiarygodność? – rozmowa z Jackiem Gadzinowskim

24.11.2011
Czy trzeba świecić wszędzie mordą, bo buduje się swoją wartość rynkową i wiarygodność? – rozmowa z Jackiem Gadzinowskim

Czy trzeba świecić wszędzie mordą, bo buduje się swoją wartość rynkową i wiarygodność? – rozmowa z Jackiem Gadzinowskim

Kim jest Jacek Gadzinowski na co dzień. W domu?

Tym którego widzisz na co dzień. Człowiek który ma swoje zdanie i nie zawsze jest ono zbieżne z tzw. „przeciętną opinią branżowca”.

Dawno się nie widzieliśmy, ale skoro tak mówisz. A co z rodziną, dziećmi? Nie jesteś już człowiekiem pierwszej świeżości. Nie myślisz, by pójść bardziej w tym kierunku? Niektórzy, mogą odebrać twój wizerunek jako mocno infantylny.

Co jest miernikiem infantylności czy megazaawansowania, eksperckości? Czy zaraz muszę myśleć o kopulacji i rozmnażaniu się? Twoje to zdanie, czy zdanie innych? Nie pretenduje dp wzprca metra, mam gdzieś „dulszczyznę”, lubię pozytywnie denerwować – taki mój styl i zawód. Jestem po to by zajmować się komunikacją, bawić się konwencją. Ten wywiad też jest pewną formułą, że tak podpowiem by traktować go z przymrożeniem oka.

Byłeś zaangażowany w dziesiątki projektów, czym teraz się zajmujesz?

Zajmuję się przede wszystkim komunikacją oraz e-commerce i relacjami z blogerami, inflentials. Robię to od 14 lat, mniej lub bardziej intensywnie. Mam czas na hobby i życie prywatne, na które nie zawsze był czas gdy pracowałem w korpo. Moje narzędzia pracy to kontakty, relacje, laptop, net i to co mam w głowie.

Relacje z blogerami, to znaczy? Czym się konkretnie zajmujesz?

Najprościej jak można: zestawiam ze sobą marki i produkty z blogerami. Tak by obie strony były w stanie ze sobą rozmawiać tym samym językiem, a marketing na blogach nie przypominał prymitywnych działań które nie raz widzieliśmy w blogosferze w przeszłości. Doradzam także jak marki i firmy powinny traktować blogerów, a blogerów namawiam do bardziej zdroworozsądkowego podejścia (są tacy niestety, którzy uważają się za książątka i królewny klawiatur).

Który z twoich dotychczasowych projektów jest twoim ulubionym?

Marketing dla gier Play It (marka w Onet.pl – należąca później do koncernu ITI) oraz projekt marketingu internetoweg e-commerce dla Lecha Poznań. Oba te projekty były mocno związane z moim hobby: gry komputerowe oraz sport. Oba przyniosły rozpoznawalny sukces. Również dobrze wspominam marketing dla marki Blueconnect (gdy z biznesowej stała się masową) oraz budowa wizerunku, rozpoznawalności Agito.pl

Właśnie. Nie wiele osób zna cię z ery sprzed Agito i sponsorowania bloga Maćka Budzicha. Powiedz coś więcej na temat swojej pracy w Onecie i PTC. Za co konkretnie byłeś odpowiedzialny?

Niewiele? To chyba w tak zwanej branży interactive-blogowo-startupowej 😉 Moja rozpoznawalność to nie sklep Agito, ja jestem jeszcze z epoki usenetu i salonów gier komputerowych. A wcześniej byłem mega popularny jak zbierałem butelki i handlowałem znaczkami, czy paliłem kubańskie cygara na boisku szkolnym z ziomami.

Wracając do pytania… w obu przypadkach była to komunikacja marketingowa, z czego w Play It było to budowanie percepcji „od zera”, że gry komputerowe to nie jest „rozrywka dla pryszczatych nastolatków”. Na przełomie wieków odbiór społeczny gier był diametralnie różny od tego który jest obecnie. W Erze, zanim zająłem się marketingiem Blueconnect i Ery Biznes, byłem kupcem usług marketingowych i mediowych. Kosztorysy, przetargi, wyjazdy na sesje zdjęciowe czy filmowe to dobra szkoła życia i twardej dupy. Z ciekawostek powiem, że przed pracą marketingową zajmowałem się dziennikarstwem – pisałem do Secret Service, CD Action, Valhalla.pl i Strefa.com. Było to częściowo w czasach, gdy Internet w Polsce był na krążkach CD w piśmie Cyber. A nie jak teraz, że byle leszcz i obszczymur kupuje sobie stałe łącze.

Gadzinowski.pl

Twoje hobby (m.in. kitesurfing)  jest dość kosztowne. Gdybyś miał komuś wskazać drogę do osiągnięcia podobnego poziomu życia co byś poradził?

Na pewno pomaga doświadczenie życiowe, bo można robić podobne rzeczy co wcześniej (zawodowo) i godzić to z życiem prywatnym. Nie uważam, że osiągnąłem jakiś mega sukces – są zdolniejsi i zasobniejsi. W moim przypadku po prostu inaczej postawiłem priorytety w życiu. Tak by nie obudzić się za 20 lat i powiedzieć, „kurwa… życie przeciekło mi przez palce”.

Jeśli mówimy o sportach deskowych: kitesurfing, snowboard czy longboard – czy to drogie? To zależy co chce się robić i jak intensywnie je uprawiać. Nie zgodzę się, że jest to kosztowne. Nie trzeba od razu kupować całego sprzętu czy też podróżować po całym świecie. Można sprzęt pożyczać, jeździć na Bałtyk czy do Egiptu, stopniowo zdobywać doświadczenie i planować koszty. Wszystko jest kwestia percepcji, którą sobie w głowie układamy patrząc na innych. A to że na moich zdjęciach widzisz ciepłe morza, fajne krajobrazy i kobiety…

Hobby to nie tylko przyjemność, a sport to nie tylko zdrowie, prawda?

Hobby jest idealne wtedy, jeśli uda się połączyć kilka celów i możliwości w jednym. Mnie udało połączyć: podróże, nowe miejsca i ludzi ze sportem, sprawdzanie swoich granic możliwości. To idealna sprawa, a do pełni szczęścia można pewnie z czasem dojść gdy pasja stałaby się zawodem, pracą. Zdrowie, kondycja jest również istotna sprawą. Jednak czasem na drodze sportu, sprawności zdarza się wypadek, kontuzja (jak w moim przypadku), ale i ona może być cennym doświadczeniem w życiu, z którego można wyciągnąć właściwe dla siebie wnioski.

Jakie to były dla ciebie wnioski?

Że można się poddać i spocząć na laurach, albo wstać i walczyć o swoje. Samo nie przyjdzie. Druga sprawa, że wtedy można poznać prawdziwych przyjaciół i ludzi którzy mogą pomóc wyjść z największej opresji, zobaczyć prawdziwe życie poza Internetem. Wygrałem walkę z bardzo poważną kontuzją i jestem w zdrowszym otoczeniu. Z innymi priorytetami w życiu. To chyba widać, że mam np. w głębokim poważaniu pewne sprawy lub inaczej na nie patrzę. Sport przywrócił mnie do normalnego życia, poza Internetem. I jestem z tego powodu mega szczęśliwy.

Kiedyś chciałeś ścigać sie z innymi blogerami w byciu najpopularniejszym. Teraz przyjąłeś inna strategie. Skąd ta zmiana?

A czy ja tak naprawdę ścigałem się, czy tylko miałeś taką percepcję? Co było miernikiem tego sukcesu, kilka więcej uścisków dłoni, cytowań, więcej wklepanych linków do mikrobloga czy występów w mediach głównego nurtu? Tak naprawdę by być efektywnym nie trzeba wcale ilości, ale postawić na konkretne miejsca, sytuacje – wydarzenia i ludzi. Czasem wręcz szokować, łamać konwencję, prowokować. Robiłem to z premedytacją, upajając się później tym jakie to budziło dyskusje!

Można podczepić się pod nośny temat lub go wręcz wykreować. Czy ktoś promuje swoją książkę, usługi, firmę czy też start-up. Takich ludzi widzimy setki (nie patrzmy proszę tylko przez pryzmat blogerów). Śmieszyło mnie zawsze na przykład to, że ktoś tam szczerze bulwersował się na mój styl, metody promocji, gdy za chwile sam pchał się do tych samych gazet, działał podobnie czy robił sobie sesje zdjęciowe lub wywiady z kolegami. A czym jest komunikacja i marketing, jak nie budową jakiejś tam percepcji? To że nie raz i nie dwa „jechałem do przysłowiowej bandzie”. Ale czy nie tak też robi się publicity, fame? Zwłaszcza w świecie masy komunikatów i w którym trudno się przez nie przebić.

Wśród blogerów są tacy, którzy chcą być wszędzie. Co chcą przez to osiągnąć? Można lubić dobrą atmosferę jaka panuje na wszelkiego rodzaju campach, ale chyba świecenie twarzą jak latarnia nie ma większego sensu?

No i są oni wszędzie. Ale czy przekłada się to na coś więcej niż podbudowa własnego ego? Czy przekłada się to na biznes lub własne hobby? Nie zdążyłem zauważyć takich korelacji, poza kilkoma osobami dla których blogowanie jest zawodem lub mocna podbudową ich własnego biznesu. Wtedy – jest to jak najbardziej naturalne działanie, że trzeba świecić wszędzie mordą, bo buduje się swoją wartość rynkową i wiarygodność.

Skasowałeś kilka swoich profili w serwisach spolecznosciowych, ale bloga zostawiłeś przy życiu. Dlaczego?

Postawiłem na to, co jest moim zdaniem w tym momencie skuteczne. Nie wszystkie serwisy są nam potrzebne do szczęścia by komunikować się z otoczeniem lub kreować swój wizerunek, nie wspominając o ilości czasu które zabiera taka obecność. Proponuje każdemu siąść przy excelu, policzyć ilość czasu i oszacować ile korzyści z tego można odnieść. Do czasu jak to się opłaca i kalkuluje… wolna droga. Jeśli przeciwnie, trzeba ciąć bez sentymentów. Chrzanić NK, Flakera i Blipa. Jak Facebook się zużyje – też.

Blog jest moim centrum, moją własnością jak strona WWW – niezależną od serwisów, fochów adminów etc. Do czasu jak będę widział jego sens, będzie funkcjonował w tej lub innej zmienionej formule.

Twoja przygoda z Lechem Poznań trwała rok, czemu tak krotko?

Jest to czas założonej realizacji projektów, za które odpowiadałem i na które umówiliśmy się z klubem. Projekty te zostały zrealizowane tak, że stanowią dalszą bazę do działań sprzedażowych i marketingowych. Nawet jeśli chciałbym prowadzić ten projekt po tym czasie (roku) – ze względu na ograniczoną mobilność (wypadek w kwietniu 2011 i 2 operacje prawej kostki, ponad półroczny proces rehabilitacji który dopiero kończę), nie mógłbym tego zrobić dalej efektywnie w 100 procentach.

Myślisz, że to co udało się osiągnąć w Lechu da się przełożyć na inne kluby w Polsce?

Jestem przekonany, że sport jest bardzo wdzięcznym produktem marketingowym (opartym na emocjach związanych ze sportem, drużyną czy zawodnikami, pasją), niestety również ciężkim do działań marketingowych. Nie oznacza to że nic tu się nic zrobić, kwestia otwartości decydentów na właściwy marketing sportowy, szczególnie połączony z działaniami marketingu internetowego i ambasadorskiego.

Jeśli są tacy którzy twierdzą inaczej – zapraszam na priv. Będę im trepanował czaszki, kopał i gryzł. Aż może zakumają że rozwalają ogromny potencjał sportu! Jestem gotowy na ten temat rozmawiać merytorycznie, z każdym klubem lub sportowcami w Polsce – myślącymi o profesjonalnym wizerunku, marketingu i sprzedaży. Na wszystko można próbować znaleźć sposób. Przykład: gdy Janek Lisewski przepłynął na kite/desce/ ze Świnoujścia do Ystad udało się zainteresować tym mega niszowym tematem media głównego nurtu (w tym TVP w prime time – Wiadomości)

Jak ci się pracowało z śmietanką półświatka przestępczego, którego trzon stanowią kibole Lecha?

Na tak zadane pytanie odpowiedz może być jedna – ponieważ byłem kibicem (CKM Włókniarz Częstochowa i AZS Częstochowa) i pobierałem odpowiednie nauki w młodości wychowując się na stadionie na Olsztyńskiej i w Hali Polonia – szybko znaleźliśmy wspólny język. Żarty, żartami… a tak po prawdzie, pracowałem z zarządem i pracownikami KKS Lech Poznań. Z mojej perspektywy zajmowałem się marketingiem i sprzedażą internetową klubu sportowego, profesjonalną komunikacją. Pozostała część, nie związana z marketingiem nie jest w gestii mojego zainteresowania. Ponieważ jestem typem „technokraty marketingowego” w tym przypadku widziałem/słyszałem już dosadne porównania, że byłem kimś jak Albert Speer w III Rzeszy lub „social mediowy Jerzy Urban w Kolejorzu”. Przyjmuje to za dobrą monetę.

Branża startupów w Polsce według Jacka Gadzinowskiego zmierza w dobrym kierunku?

Ta branża jest bardzo hermetyczna i dość zamknięta, w jednorodności skłonna do zachowań podobnych do raka, który zabija powoli zdrowy organizm. Dosadnie mówiąc, „jeśli dwa lub więcej organizmów o podobnych komórkach kopulują ze sobą, zawsze ich produkt kopulacji będzie kaprawy.” To że „branża” jest jednorodna, znaczy że inna niż np. Dolina Krzemowa gdzie klimat przedsiębiorczości splata silnie ze sobą programistę, marketingowca, sprzedawcę, prawnika, anioła biznesu w wydajnym ekosystemie. To ona powinna być wzorem, z niej szukać trzeba inspiracji, jak doprowadzić do tego by pojawiało się tu wiele nowych twarzy z pomysłami spoza tzw. środowiska.

Nie chcę uogólniać, ale u nas (w Polsce) jeśli mówimy o branży internetowej mówimy o mocnej reprezentacji programistów, ludzi z dużą wiedzą internetową lub bywalców różnych campów, natomiast bardzo często nie widzę tylu marketingowców, fachowców „nieprogramistycznych” spoza branży – znających prawdziwe potrzeby konsumenta czy ludzi z realnymi pomysłami sprzedażowymi. Co kończy się tym… że wiele z pomysłów (eufemistycznie mówiąc), jest po prostu tylko kopiami ze słabym modelem biznesowym lub mocno lokalnymi pomysłami. Nie mnie oceniać czy to źle czy dobrze, nie jesteśmy centrum innowacyjnej gospodarki światowej, ale nic nie stoi na przeszkodzie by rozwijać się poza bezpieczny rynek lokalny. Zwłaszcza iż wiele projektów toczy się poza życiem branży, campów i jakoś daje sobie radę.

Masz jakieś konkretne projekty na myśli?

Jakie projekty żyją poza campami i VC? Takie o których nie mówimy, o takich o których nie pisze się na blogach i mało o nich wiemy. Biotechnologie, ekologia, produkcja…

Współpracowałeś z Jackiem Rutkowskim. Nie myślałeś o tym by razem z nim stworzyć fundusz internetowy?

Jacek Rutkowski to dużej klasy manager, który potrafi zajmować się wieloma branżami i robi to bardzo dobrze. Amica S.A jest jedną z czołowych firm na polskim trudnym rynku AGD, dobrze sobie radzi na rynkach zagranicznych. Wprowadza wciąż nowe produkty na rynek i z powodzeniem walczy z dużymi koncernami światowymi. Lech Poznań stanowi jasny punkt na polskim rynku piłkarskim. Klub jest profesjonalnie zarządzany, ma dobry marketing i rzeszę wiernych fanów.

Być może w przyszłości będzie zainteresowany sektorem internetowym lub rozważy takie zainteresowanie, jednak nie mnie wypowiadać się w tej kwestii, nie w tym momencie. Ani ogłaszać przez ten wywiad. Na pewno jego wiedza i rozeznanie biznesowe, wzbogaciłoby mocno branżę internetową.

Może warto przekonać go do współpracy na rzecz rozwoju polskiego internetu?

Tak, jest jak najbardziej właściwym adresatem budowy zdrowych biznesów internetowych. Wiele razy rozmawialiśmy na temat polskiego Internetu i młodych firm tutaj funkcjonujących. Jacek Rutkowski dobrze orientuje się w trendach internetowych.

Nie drażni cie promowanie idei “ważne ze się robi” kosztem promowania przedsiębiorczości?

Idea ta jest mi obca, bo wypacza sens zdrowych firm i chęci walki o rynek, o nowe produkty. Jeśli dobrze zrozumiałem myślałeś głownie o 8.1? Ok., super że jest taki fundusz, tylko czy on rozwinie coś efektywnie w branży? Z drugiej strony, czy przedsiębiorca (potencjalny) startup-owy będzie chciał cokolwiek zrobić odkrywczego, jeśli widzi że wokół stawia się na sprawdzone pomysły i kopie amerykańskich pomysłów (postawione przez tanią siłę roboczą lub farmy studentów), zwłaszcza ze strony VC?

Również o 8.1, ale można zauważyć trend, że na wszelkiego rodzaju imprezach startupowych promuje się ideę “ważne, że robią!”. Nieważne jak, ważne, że w ogóle. Nie tak to chyba powinno wyglądać?

Nie powinno. Bez jakiegoś poważniejszego planu, koncepcji… rozumiem postawę cudownej improwizacji, ale nie raz później ona zderza się z brutalnością realiów rynkowych. Czy chodzi o budowanie start-upów dla lansu czy dla efektywnego zarabiania kasy? Jakoś nie wierzę w altruizm i szlajanie się po campach. Słuszna postawa i ambicja start-upów „weź to kurwa zrób” musi być poparta jeszcze jakimiś podstawami. Nie sztuka kopiować bezwiednie prezentacje Rafała Agnieszczaka, sztuka zrozumieć co miał On do przekazania.

Co komu dało więcej – branża internetowa Gadzinowskiemu, czy Gadzinowski branży internetowej?

Więcej dała mi branża (przy całym spektrum jej plusów i minusów). Na jej podstawie uzupełniłem, wciąż uzupełniam przez lata swoja wiedzę i możliwości działania. To dzięki niej mogę zajmować się tym co robię i lubię. Nie będę jakimś megakreatorem trendów i guru, tu palmę pierwszeństwa dzierżą sarkastyczni komentatorzy i bojownicy o nieustanny rozwój branży oraz powszechną szczęśliwość tłumów. Wystarczy wejść po tą wiedzę do Facebooka lub G+. Ale wolę czytać Pudelka, tam przynajmniej można się szybciej i ciekawiej odmóżdzyć.

Co masz w planach na kolejne miesiące, może lata? Czym zaskoczysz internautów?

Komunikacja, komunikacja i jeszcze raz komunikacja: e-commerce, budowa wizerunku i programy influentials, marketing sportowy. Rozważam temat – concierge sportowy. Wtedy będę mógł zrobić fuzje wszystkich rzeczy, które przewijają się w moim życiu!

Dołącz do dyskusji

Advertisement