Nowy iPhone 4S rozczarowuje. * choć potrzebna mała gwiazdka

04.10.2011
Nowy iPhone 4S rozczarowuje. * choć potrzebna mała gwiazdka

Nowy iPhone 4S rozczarowuje. * choć potrzebna mała gwiazdka

Niby jest nowy iPhone. Niby wszystkie wewnętrzne bebechy zostały wzmocnione: jest nowy dwu-rdzeniowy procesor, niby jest też znacznie ulepszony system chipów graficznych, które pozwolą na jeszcze potężniejsze mobilne gry niż dotychczas, niby poprawiono wytrzymałość baterii, niby zastosowano lepszy moduł anten, niby znacznie przyspieszono surfing po internecie, niby wbudowano nowy system kamer, które pozwalają na jeszcze lepsze zdjęcia i jeszcze lepsze filmy wideo, niby wszystko to i nawet więcej jest, ale nowy iPhone 4S to tak naprawdę stary iPhone 4 z jedną ważną nowością – asystentem Siri.

W ujęciu dizajnu urządzenia nowy iPhone wydaje się być bardzo niebezpiecznym posunięciem marketingowym Apple’a – jest przecież kompletnie nie do odróżnienia od iPhone’a 4, a to dla tych, którzy za punkt honoru biorą sobie używanie najnowszych wersji sprzętu od Apple’a spory problem – jak tu pokazać światu, że ma się właśnie nowego, a nie starego iPhone’a. Śmieszne? Może i śmieszne; nie zapominajmy jednak, że Apple bardzo polega na ekskluzywności swoich produktów, co ma przełożenie na to, że w pierwszym rzucie kupują je przede wszystkim najbardziej zagorzali fani marki. W tym przypadku część z nich może stracić zapał do stania w tygodniowych kolejkach przed sklepami Apple’a, czy organizowaniu zbiorowych wycieczek do państw, w których nowe iPhone’y debiutują najwcześniej. Znowu śmieszne? Może i tak, ale rynek oczekuje od Apple’a właśnie tych kolejek i wycieczek, bo to one napędzają kolejny buzz.

Apple powtórzył manewr związany z okresem przejściowym pomiędzy iPhone’em 3 a 4 – modelem pośrednim był 3GS, który o ile mnie pamięć nie myli, mimo iż sprzedawał się lepiej niż 3G, to jednak następna generacja, czyli iPhone 4, wzrostami sprzedaży biła go na łeb i szyję. W tym przypadku może być podobnie, bo dla przeciętnego konsumenta iPhone 4S nie będzie różnił się znacznie od 4. Skąd więc decyzja Apple’a o niezmienianiu dizajnu? Odpowiedź może być prozaicznie prosta – Apple nie jest firmą, którą w zakresie ludzkich mocy przerobowych stać na pokazywanie dwóch nowych topowych produktów z przebudowanym dizajnem każdego roku. W tym roku zadebiutował zmieniony iPad 2, więc czasu nie starczyło na ulepszenie dizajnu nowego iPhone’a. To pokłosie tego, że Apple naprawdę ma konstrukcję wewnętrzną przypominającą bardziej start-up aniżeli wielkie międzynarodowe konglomeraty.

Nowy iPhone nie ma 4-calowego ekranu – to chyba największe rozczarowanie, bo rynek poszedł właśnie w tym kierunku – wszystkie najnowsze wersje topowych modeli konkurentów, na czele z Samsungiem, HTC, czy Motorolą są wyposażone w ponad czterocalowy wyświetlacz, który – mówiąc kolokwialnie – naprawdę daje radę. Jako użytkownik Samsunga Galaxy SII zauważam kolosalną różnicę w przyjemności używania większego niż w innych smartfonach ekranu. I w kontekście tego, że w nowym iPhonie 4S bardzo podkreślano fakt, iż robi on lepsze zdjęcia i nagrywa lepsze wideo, bardzo nieco większy ekran by mu się przydał.

Lokomotywą marketingową nowego iPhone’a będzie oczywiście Siri – inteligentny asystent, który nie tylko będzie umożliwiał sterowanie urządzenia głosem, ale również będzie służył jako realna pomoc. Będzie można nie tylko poprosić go, aby ustawił nam spotkanie na odpowiednią godzinę, a asystent sprawdzi nam dostępność tego przedziału czasowego w kalendarzu i jeśli zauważy konflikt, to zaproponuje alternatywne rozwiązanie, ale także będzie znał odpowiedzi na szereg pytań: jaka dziś prognoza pogody, jak nazywał się wynalazca telefonu, czy jaki dystans dzieli Ziemię od księżyca.

Jeśli wierzyć w Apple, to inteligentny asystent będzie działał znacznie lepiej niż sterowanie głosem w jakimkolwiek innym systemie operacyjnym. Jest tylko jeden podstawowy problem – Siri będzie dopiero uczył się języków lokalnych. Na początku dobrze będzie znał język angielski, i nieźle niemiecki i francuski. To bardzo, bardzo duże ograniczenie, które akurat tę lokomotywę marketingową Apple’a bardzo osłabia – dla Polaków (choć przecież nie tylko) nowy iPhone 4S będzie po prostu zwykłym iPhone’em 4, gdyż nawet asystent w rodzimym języku szybko nie przemówi.

Dzisiejszą nowością Apple zdaje się udowadniać, że znowu traci swój pierwiastek totalnej innowacyjności, którą do tej pory wygrywał na rynku. Dziś najlepsze Samsungi czy HTC, a wkrótce może nawet i Nokie wcale nie są gorsze od iPhone’a. Ba, pod względem sprzętowym i dizajnowym można powiedzieć, że wiele z nich są nawet lepsze od iPhone’a. Apple wydaje się stawiać na swoje rozwiązania software’owe, choć w przypadku asystenta Siri jego potencjał jest na starcie bardzo ograniczony terytorialnie.

Może być różnie dla Apple’a pod względem sprzedaży iPhone’ów w najbliższym roku.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement