Niepewna przyszłość ultrabooków

12.10.2011
Niepewna przyszłość ultrabooków

Niepewna przyszłość ultrabooków

Mówiąc (i pisząc) o ultrabookach nie można zapomnieć o jednym – jest to kategoria stworzona niemal zupełnie sztucznie. Kogo z nas interesuje w końcu coraz mniej atrakcyjny rynek komputerów stacjonarnych lub laptopów? Z wyjątkiem garstki zapaleńców nikt już prawie nie śledzi nowych osiągnięć w tym segmencie i nie ma w tym nic dziwnego – komputer wymieniamy już przecież raz na kilka lat. Sprytny zabieg PR’owski i intensywna kampania reklamowa pozwoliły nam jednak uwierzyć, że oto nastała era „nowych” ultrabooków, które w ostatnim czasie zaprezentowało Lenovo, Asus i Acer, a w kolejce czekają prawdopodobnie kolejne firmy.

Produkty dwóch ostatnich dostawców komputerów – odpowiednio ZenBook UX21 i UX31 oraz S3 zostały już nawet oficjalnie pokazane światu (i zainteresowanym), a data ich premiery przypada na najbliższe dni. Pomimo zapewnień producentów, przekonujących o wyjątkowości swoich najnowszych dzieł, może być im jednak ciężko odnieść spektakularny sukces. Może być nawet trudno odnieść jakikolwiek sukces.

Ultrabooki są bowiem niemal dosłownie otoczone konkurencją z każdej ze stron. Dzięki wydajnym podzespołom mogą rywalizować z „pełnoprawnymi” współczesnymi laptopami – gigabajty pamięci RAM, dwurdzeniowe i3, i5 czy i7 powinny zapewnić moc wystarczającą do większości czynności, które wykonujemy na naszych laptopach. Problem jednak w tym, że z wyjątkiem atrakcyjnego wyglądu (choć to oczywiście kwestia subiektywnej oceny), mogą nam zaoferować wyłącznie mniejszą masę i wymiary (zwłaszcza jeśli chodzi o grubość). Poza tym niewiele więcej, a różnica w cenie często nie zamyka się wcale w 50$ czy 100$. Pamiętajmy, że laptopy dopiero od niedawna zaczynają zastępować komputery stacjonarne, pozwalając tym samym na wyraźną oszczędność przestrzeni w miejscu pracy. Czy zdecydujemy się zapłacić dodatkowe kilkaset złotych, aby tej „zajętej przestrzeni” ubyło jeszcze trochę? Oczywiście bez wątpienia będzie to sporym atutem dla osób, które poszukują połączenia mobilności i wydajności, niezależnie od ceny. Problem tylko w tym, że…

… takie rozwiązania istnieją na rynku już od lat. Nawet najpopularniejszy (prawdopodobnie) Macbook Air nie był pierwszym tego typu urządzeniem. Chociażby Sony już lata temu zaprezentował nam 11-calowego Vaio TZ. Po Macbooku Air również „było życie” i na rynek ruszyła zdecydowana większość producentów. Nawet Ci, którzy teraz usiłują wmówić nam, ze dostajemy do rąk coś „zupełnie nowego”, również wtedy starali się nas o tym przekonać. Kilka miesięcy temu na półki sklepowe trafił np. Asus U36 (wtedy jeszcze nie określany jako „ultrabook”) o niemal identycznej specyfikacji, niemal identycznej cenie i… nic wielkiego się nie stało. Był po prostu małym notebookiem o dobrych parametrach, na którego nie trzeba było wyłożyć półrocznej wypłaty (patrz: Dell Adamo).

Jeśli jednak poszukujemy komputera ultraprzenośnego, dlaczego nie zerknąć na netbooki? Jeśli komuś nie jest potrzeba naprawdę wydajna maszyna, a do tego zadowoli się wyglądem i jakością wykonania tanich „małych laptopów”, to również raczej nie spojrzy na ultrabooki. Dlaczego? Bo będzie musiał wydać więcej pieniędzy na sprzęt, który będzie stanowił prawdopodobnie wyłącznie dodatek do maszyny głównej, charakteryzującej się np. większym i wygodniejszym ekranem (i większą masą, ale przecież do noszenia będzie netbook). W momencie, kiedy darmowe serwisy do przechowywania plików pozwalają nam na błyskawiczną wymianę danych i synchronizację zawartości wielu urządzeń, takie „dodatkowe koło” nie jest pomysłem aż tak absurdalnym.

Część osób potencjalnie zainteresowanym ultrabookami mogło też do tej pory wybrać… tablet. Oczywiście, możliwości ma wyraźnie mniejsze, klawiaturę trzeba dokupić i (na różne sposoby) doczepiać, ale jeśli ktoś poszukuje czegoś mobilnego z przyzwoitej wielkości ekranem, to i tego typu urządzenie może zdać egzamin.

Ostatnim problemem stojącym na drodze ultrabooków jest nie kto inny jak MacBook Air. Produkt Apple nie był wprawdzie pierwszy i (prawdopodobnie) niekoniecznie jest najlepszy, ale zdołał wywalczyć sobie rewelacyjną pozycję na rynku i w świadomości konsumentów. Biorąc pod uwagę podobieństwo w wyglądzie, duża część klientów może reagować na produkty Asusa czy Acera jako mniej lub bardziej bezpośrednie kopie laptopa z jabłkiem w logo. A jeśli przyjrzymy się cenom (broni się praktycznie wyłącznie UX31), można założyć, że klienci raczej zdecydują się na produkt Apple niż pozostałych producentów na „A”. W najgorszym przypadku ultrabooki mogą podzielić los sporej części tabletów “innych niż iPad”, których producenci dyskretnie (lub nie) wycofują się z tego rynku.

Czy więc ultrabooki skazane są od samego początku na porażkę? Niekoniecznie, ale zdecydowanie ciężko będzie im się przebić do rynku masowego, a jeszcze ciężej będzie im osiągnąć rzeczywisty sukces. Trzymamy jednak kciuki.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement