Nasz system edukacji cyfrowej leży.

10.10.2011
Nasz system edukacji cyfrowej leży.

Nasz system edukacji cyfrowej leży.

Wykluczenie cyfrowe to bardzo szeroki temat, ale jeden jego aspekt jest bardzo ciekawy. W Polsce przybywa osób posiadających dostęp do komputera i internetu, ale jednocześnie zwiększa się też liczba ludzi posiadających oba i mówiących “mam, ale nie korzystam”. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest tragiczna edukacja informatyczna w szkołach. Mimo, że nasi rodzimi programiści, deweloperzy doceniani są na całym świecie to jako ogół społeczeństwa wciąż leżymy. U nas w większości nie uczy się myślenia i zrozumienia podstaw działania komputera tak, by poradzić sobie w każdej sytuacji. U nas “informatyka” czy “technologia informatyczna” to wciąż MS Office i bezmyślne robienie tabelek.

Ponad 66% polskich gospodarstw domowych posiada komputer, 66% dostęp do internetu. TYm samym ponad 70,5% Polaków ma dostęp do sieci w domu. Za to ponad 14% z tych osób nie korzysta z komputera ani internetu wcale z powodu braku motywacji i umiejętności. To dużo, tym bardziej, że ta grupa wciąż się powiększa.

Na pewno są w niej osoby starsze mieszkające z młodszymi, aktywnymi internautami oraz małe dzieci, które z racji wieku nie korzystają jeszcze z takiej elektroniki, ale co zastanawiające znajduje się w niej też znaczna ilość dwudziestokilkulatków.

Wzrost nieaktywnej grupy jest dziwny w czasach coraz silniejszej ekspansji internetu i dostosowywaniu go do potrzeb. Nie bez kozery można powiedzieć, że dziś internet ułatwia życie – drogą elektroniczną da się załatwić już mnóstwo sprawi sytuacja wciąż się polepsza.

Zastanawiałam się nad tym, dlaczego więc grupa “posiadających, nie używających” wciąż się powiększa, logicznie rzecz biorąc powinna maleć (zgodnie z przyśpiewkami “internet to przyszłość!”). Dopiero rozmowa ze studentami przed zajęciami “technologii informatycznej” (czy tylko ja mam wrażenie, że szkoły i uczelnie wymyślają coraz dziwniejsze nazwy na ten sam przedmiot?) rozjaśniła mi trochę tą zagwozdkę.

“Co będziemy robić na zajęciach? Ja się nie znam, mam kompa ale wchodzę może na 2 minuty dziennie bo nie kumam, mam nadzieję że będzie luźno jak zawsze”

“Jak to będzie jak jak było w liceum to ja nie chcę, same nudy i bzdury”

“Znam się w końcu na kompach – z fejsa umiem skorzystać i tyle starcza” – powiedziane ironicznie.

Tu tkwi jeden z poważniejszych powodów takiego stanu rzeczy. Nasz system edukacji cyfrowej leży.

Jasne, że nie w każdej szkole tak jest i nie każdy nauczyciel informatyki czy jak to się dziś nazywa olewa sprawę. Jednak nie ukrywajmy – większość z nich, większość programów, większość szkół nie dba o informatykę. Jest to kolejny, obok “artystycznych” przedmiot traktowany po macoszemu.

Przedmiotu uczą często nauczyciele innych przedmiotów, którzy w ramach poszerzania kompetencji zapisali się na podyplomową, trzysemestrową informatykę, którzy sami traktują informatykę jako lekki, zbędny dziś przedmiot. Wejdźcie do sali, posiedźcie sobie w internecie. Okazjonalnie przepiszcie i sformatujcie coś w Wordzie, czasem może wykonujcie po kolei co mówię: “kliknij start, uruchom programy…

Nie ma nowych mobilnych technologii (takie opóźnienie można jeszcze zrozumieć), nie ma wyjaśnienia jak działa komputer, nie ma chęci nauczenia logiki, dzięki której późniejsza obsługa czegokolwiek staje się łatwiejsza. Jest nagminne powtarzanie niczym papuga czynności wykonywanych przez nauczyciela – byle tylko zaliczyć.

Wiem, że dzisiejsze interfejsy dążą do maksymalnego uproszczenia, tak by dostosować się do tych nawet najbardziej opornych użytkowników, ale zasada “równania w górę” jest całkiem dobra. Dlaczego prawie nikt zamiast robienia tabelek w Excelu nie wytłumaczy gimnazjalistom co to algorytm w kontekście informatyki? Czasem (rzadko) robi się też na zajeciach proste strony w edytorach graficznych – może zamiast tego wytłumaczyć podstawę działania tagów? To mało, jasne, ale nie każdy musi nauczyć się tworzyć aplikacje w HTML5. Jednak takie pozorne banały pomagają wyrobić inne spojrzenie na technologię i, co najważniejsze, oswajają z nią. Komputer dalej jest skomplikowany, ale już nie taki straszny.

Oczywiście, że to nie tylko wina nauczycieli. Winny jest też program nauczania, społeczne przyzwolenie na traktowanie informatyki jako dodatkowego, lekkiego przedmiotu, wychodzenie z założenia, że przecież skoro młodzież wychowuje się razem z komputerami to automatycznie się na nich zna i wiele.

Wszystko to nieprawda. To, że dzieci wychowują się z komputerami, komórkami czy tabletami nie znaczy, że za 20 lat nie będą miały problemu z adaptacją do nowych warunków – technologia nie stoi w miejscu, za to człowiek w miarę starzenia ma coraz mniejsze zdolności przystosowywania się do nowego.

Dlatego zrozumienie podstaw, najprostszych rzeczy, które mimo upływu lat wciąż są aktualne, nauczenie rozwiązywania i szukania rozwiązań problemów to jedna z najważniejszych rzeczy w procesie kształcenia cyfrowego.

I wciąż bardzo u nas ignorowana.

Dołącz do dyskusji

Advertisement